Z wolnością słowa to trzeba na spokojnie

mowa nienawiści
ShutterStock
30 września 2025

Cenzura w stylu sowieckim nie jest rozwiązaniem zagrożenia ingerencji zewnętrznej. Wręcz przeciwnie, przerzucanie się zarzutami o „dezinformację” wypłukuje to określenie ze znaczenia i nadmiernie je upolitycznia. To znieczula opinię publiczną. Jeśli wszystko jest dezinformacją, to nic nie jest informacją.

Dla Polski i Europy symptomatyczny jest list przewodniczącego Federal Trade Commission Andrew Fergusona do największych platform Big Tech. To sygnał przeciwko europejskim regulacjom i uprzejme żądanie w formie instrukcji, by nie przenosić zagranicznych ograniczeń na użytkowników w USA. W ograniczeniach do zignorowania mowa o brytyjskich i europejskich zapędach do osłabiania bezpieczeństwa komunikatorów takich jak WhatsApp czy Signal.

W kwestii bezpieczeństwa informacyjnego to jednak rzucenie wyzwania UE. List szefa FTC można odebrać jako instrukcję, by ignorować prawo europejskie, takie jak Akt o usługach cyfrowych (DSA), który daje podstawy prawne do usuwania treści w mediach społecznościowych, a także – w pewnych warunkach – ich całkowitej blokady. W tym sensie list szefa FTC wskazuje na to, by amerykańskie firmy nie stosowały takiej polityki globalnie. Chodzi wszak o wolność słowa i ekspresji, a nie o podważanie suwerenności państw UE.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.