Zmiany dotyczące umów o dzieło i zlecenie miały być jedną z największych reform na rynku pracy w 2026 roku. Ich przyszłość jest jednak bardzo niepewna. Zmiany dotyczące śmieciówek mogą ostatecznie nie wejść w życie. Bo wewnątrz rządu trwa spór o ich kształt. Premier Donald Tusk według informacji „Dziennika Gazety Prawnej” miał dowiedzieć się ze zleconych przez jego otoczenie badań, że pomysły zmian w umowach cywilnoprawnych są źle przyjmowane przez elektorat Koalicji Obywatelskiej.
Wewnętrzne badania, straty wizerunkowe w elektoracie
- Zmiany dotyczące umów śmieciowych przyniosą starty wizerunkowe w elektoracie lepiej zarabiających, bo ten głosuje na KO. Ludzie średnio zamożni i zamożni według wewnętrznych badań są niezadowoleni z działań rządu dotyczących finansów. Progi podatkowe nie są waloryzowane i łatwo wejść w drugi próg podatkowy. A teraz jeszcze zapowiedź ozusowienia umów, która uderzy nie tylko pracodawców, ale i pracowników po kieszeni. Wielu przedsiębiorców to wyborcy Koalicji Obywatelskiej. Partia nie chce ich stracić przez to, że musieliby zamieniać pracownikom umowy o dzieło i zlecenia na umowy o pracę – mówi polityk z kręgów rządowych. I dodaje: - Rozumiem Tuska, że uznał rozwiązanie zaproponowane przez Dziemianowicz-Bąk i Pełczyńską- Nałęcz za niekonstytucyjne, bo w przygotowany projekt jest bardzo rygorystyczny dla pracodawców - .
Szefowa Rządowego Centrum Legislacji Joanna Knapińska przyznała w rozmowie z money.pl, że "projekt nie będzie procedowany w takim kształcie". - Zwróciłam go pani minister z etapu Rady Ministrów Oczekuje się, że Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wprowadzi korekty – mówiła. Poszło głównie o zapis, że Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) będzie mogła zdecydować o przekształceniu nieprawidłowo zawartych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Projekt zakładający wprowadzenie takiej zmiany jest jednym z tzw. kamieni milowych (w związku z KPO) i był już wcześniej omawiany w rządzie.
Donald Tusk wściekły
Donald Tusk miał być wściekły na kształt projektu, jaki oddała minister rodziny, pracy i polityki społecznej. – Dziemianowicz myślała, że Tusk nie przeczyta projektu i go oszuka. Nie zrobiła w nim poprawek, mimo tego, że premier ich od niej wymagał. Tusk był wściekły na nią i Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, bo zachowały się chłopcy w krótkich spodenkach, myśląc że ograją premiera – opowiada polityk z kręgów rządowych. Na posiedzeniu rządu jak podaje „Gazeta Wyborcza” miało dojść do awantury, która miała trwać ponad godzinę. Jej efektem jest wyhamowanie reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Prace wstrzymano, a wznowić je może Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, przedstawiając nowy projekt ustawy. - Premier zapowiedział, że obecny projekt jest nie do zaakceptowania i postawił sprawę na ostrzu noża. Nakazał wycofać projekt z rządu i ponownie odesłać do ministerstwa pracy. Ministra Dziemianowicz-Bąk ma go poprawić, inaczej z reformy nic nie będzie - zdradził w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” anonimowy polityk.
Korekta miałyby dotyczyć przede wszystkim uprawnień PIP, o której posprzeczali się politycy. Ich zmiana jest o tyle trudna, że to jeden z kamieni milowych. Wycofanie się z zapisu może grozić wstrzymaniem pieniędzy z KPO.