Ponad 40 proc. etatów medyków wojskowych pozostaje niezapełnionych, bo siły zbrojne nie są dla lekarzy dość atrakcyjne. Nowe Wojska Medyczne muszą zaproponować kandydatom coś ekstra
Z 1419 etatów przewidzianych dla lekarzy wojskowych, obsadzonych jest tylko 829 (58 proc.). Zaledwie ok. 500 stanowią medycy z doświadczeniem na polu walki, zdobytym na misjach – wynika z raportu „Bezpieczni w czasie kryzysu” Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM), „Rynku Zdrowia” i WNP Economic Trends. Ministerstwo Obrony Narodowej chce to zmienić, powołując Wojska Medyczne pod dowództwem lekarza, płk. Mariusza Kiszki. Na razie o nowej strukturze wiadomo tylko tyle, że składać się będzie z lekarzy-żołnierzy i legionu cywilnego, który tworzyłyby osoby po odpowiednim przeszkoleniu.
Potrzeba zachęt dla lekarzy, by wstąpili do wojska
Zdaniem prof. Wiesława Jędrzejczaka, światowej sławy hematologa i absolwenta Wojskowej Akademii Medycznej (WAM) z 1971 r., przyczyną dzisiejszej mizerii kadrowej jest przeświadczenie, że wojsko jest niepotrzebne. – Przez długi czas uważano, że poza komandosami wysyłanymi na misje zagraniczne Polska nie potrzebuje żołnierzy, którzy mieliby na miejscu bronić swoich obywateli. Dlatego zlikwidowano WAM, a lekarze wojskowi przez pewien czas otrzymywali pensję nie z MON, ale z NFZ. Jeśli likwiduje się kuźnię kadr, a jednocześnie ośrodek naukowy specjalizujący się w medycynie pola walki i medycynie katastrof, na efekty nie trzeba długo czekać – tłumaczy. Likwidacja WAM najbardziej odbiła się na misjach wojskowych. Na takie wyjazdy brakowało chętnych wśród medyków.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.