Nasze państwo w niektórych obszarach zdaje się być, cytując Bartłomieja Sienkiewicza, teoretyczne. Śledząc doniesienia na temat kontroli schronisk i wkraczania do pseudoschronisk, można odnieść wrażenie, że mimo licznych przepisów, ustaw i norm funkcjonują całe przestrzenie, w których panuje chaos, stagnacja i całkowita przypadkowość. Z jednej strony rzekomo przeprowadzane są regularne kontrole, które nie wykazują jednoznacznie wypaczeń, z drugiej strony, kiedy aktywiści i władze pragną rozwiązać realny problem dysfunkcyjnych instytucji, napotykają na administracyjny mur, który powoduje, że łamiący prawo może się w każdej chwili prześlizgnąć, a instytucje stoją i patrzą, jak jegomość z nich drwi. Tak to mniej więcej wyglądało w głośnych ostatnio sprawach w Sobolewie i Bytomiu.

Jednocześnie to samo państwo potrafi niezwykle srogo i rygorystycznie ścigać ludzi za zdecydowanie mniej poważne (z perspektywy społecznej) przewiny. Ta niewspółmierność stosowanych środków sprawia, że ludzie, całkiem słusznie, jako główną słabość państwa odczytują jego jednoczesne przeregulowanie i nieuregulowanie. Sprawa schronisk jest najlepszym tego przykładem. Wręcz chce się powtórzyć krążący bon mot, że państwo jest silne wobec słabych, właśnie dlatego, że jest słabe wobec silnych.

Pseudoschroniska i słabość państwa: dlaczego system nie działa

Ale poza kolejnym odcinkiem sagi o słabości polskiego państwa sprawa schronisk rozkręcona przez aktywistów ma dwa dodatkowe wymiary. Pierwszym jest wzmożona, a w ostatecznym rozrachunku dosyć kompromitująca inicjatywa polityków, którzy nagle odkryli, że temat zwierząt jest dla ludzi ważny, w związku z czym próbowali podpisać się pod cudzymi osiągnięciami. Aby nie szukać daleko, sam premier Donald Tusk wypowiedział się współczująco o cierpiących zwierzętach.

Niby rzecz nienowa – politycy z upodobaniem wystawiają piersi do niezasłużonych orderów – ale tym razem różnica była taka, że spotkali się z jednoznacznym szyderstwem ze strony elektoratu. Ten drobny z pozoru fakt zapowiada moim zdaniem istotną zmianę w stosunku do polityków. Rozwój mediów społecznościowych sprawił, że próby podpisywania się pod cudzymi sukcesami przestają być skuteczne albo są wręcz przeciwskuteczne. Parafrazując Lecha Wałęsę, teraz ludzie są jak internety: nie wierzą już politykom.

Drugi wymiar całej tej historii ze schroniskami, który wyszedł na światło dzienne, to stosunek Polaków do zwierząt. Bez względu na ocenę i faktyczny werdykt w sprawie schroniska w Sobolewie niewątpliwie temat schronisk wzbudził olbrzymie emocje społeczne. Jednocześnie okazało się, że mamy bardzo nieuporządkowany obszar zbiórek na zwierzęta, gdzie praktycznie nie ma instytucji kontroli, a jeżeli choć część doniesień medialnych jest prawdą, to służą one niektórym jako wehikuł do ordynarnego wyprowadzania pieniędzy (przykład zbiórek na nieżyjące już zwierzęta).

Zbiórki na zwierzęta poza kontrolą. Jak działa mechanizm nadużyć

I tutaj dochodzimy do istoty problemu: działalność charytatywna na rzecz zwierząt zaczyna przypominać niekończącą się spiralę, w którą wpadają ludzie szczerze wierzący w to, że pomagają tym istotom. Każda zbiórka na leczenie zwierzaka lub operację i odzew na nią sprawiają, że takie akcje stają się coraz liczniejsze. Nie tylko w przypadku zwierząt naprawdę potrzebujących pomocy, ale również jako maszynka do robienia pieniędzy, sposób na łatwy dochód dla krętaczy.

Co więcej, zasadne staje się pytanie, czy nie stanie się tak, że utrzymywanie chronicznie chorych zwierząt będzie dla nieuczciwych ludzi po prostu opłacalne. A nawet ich reprodukowanie – w przypadku zwierząt chorych genetycznie. W efekcie zamiast zmniejszać ich cierpienia, tak naprawdę będą one jeszcze większe. Zwłaszcza że granica może z czasem być coraz dalej przesuwana, a po pieskach i kotkach być może przyjdzie kolej na chore myszy i nornice. Tymczasem coraz więcej osób wpada w tę swoistą pułapkę empatii i angażuje się w pomoc zwierzętom, tyle że niesioną w coraz bardziej chaotyczny sposób.

Daleko mi do obojętności wobec losu zwierząt; przeciwnie, odczuwałem złość, patrząc na te zatrważające obrazki, i czułem smutek, kiedy dowiadywałem się, w jakich warunkach znajdowały się te zwierzęta. Natomiast zdaję też sobie sprawę, że ślepy sentymentalizm nie zawsze jest społecznie pożyteczny. Kwestia schronisk i kontroli nad nimi powinna zostać rozwiązana systemowo, a państwo nie może zrzucać tego zadania na barki aktywistów i zatroskanych ludzi. Bo naprawdę często jest nam po prostu trudno odróżnić mądrą i przemyślaną działalność charytatywną od marnotrawstwa lub, co gorsza, od oszustwa.