Nabici w psiecko. Empatia bez kontroli

Schronisko dla zwierząt
Mamy nieuporządkowany obszar zbiórek na zwierzęta, gdzie praktycznie nie funkcjonują instytucje kontroliShutterStock
19 lutego, 14:21

Afera wokół pseudoschronisk odsłania coś więcej niż tylko dramat zwierząt. Pokazuje państwo, które nie potrafi egzekwować własnych przepisów, polityków próbujących ogrzać się w cudzych działaniach i społeczeństwo wpadające w pułapkę niekontrolowanej empatii.

Nasze państwo w niektórych obszarach zdaje się być, cytując Bartłomieja Sienkiewicza, teoretyczne. Śledząc doniesienia na temat kontroli schronisk i wkraczania do pseudoschronisk, można odnieść wrażenie, że mimo licznych przepisów, ustaw i norm, istnieją całe przestrzenie, w których panuje chaos, stagnacja i całkowita przypadkowość. Z jednej strony rzekomo przeprowadzane są regularne kontrole, które nie wykazują jednoznacznie wypaczeń, z drugiej strony, kiedy aktywiści i władze pragną rozwiązać realny problem dysfunkcyjnych instytucji, napotykają na administracyjny mur, który powoduje, że łamiący prawo może się w każdej chwili prześlizgnąć, a urzędnicy stoją i patrzą, jak jegomość z nich drwi. Tak to mniej więcej wyglądało w głośnych ostatnio sprawach w Sobolewie i Bytomiu.

Jednocześnie to samo państwo potrafi niezwykle srogo i rygorystycznie ścigać ludzi za zdecydowanie mniej poważne (z perspektywy społecznej) przewiny. Ta niewspółmierność stosowanych środków sprawia, że ludzie, całkiem słusznie, jako główną słabość systemu odczytują jego jednoczesne przeregulowanie i nieuregulowanie. Sprawa schronisk jest najlepszym tego przykładem. Wręcz chce się powtórzyć krążący bon mot, że państwo jest silne wobec słabych, właśnie dlatego, że jest słabe wobec silnych.

Pseudoschroniska: dlaczego system nie działa

Ale poza kolejnym odcinkiem sagi o słabości polskiego państwa sprawa schronisk rozkręcona przez aktywistów ma dwa dodatkowe wymiary. Pierwszym jest wzmożona, a w ostatecznym rozrachunku dosyć kompromitująca inicjatywa polityków, którzy nagle odkryli, że temat zwierząt jest dla ludzi ważny, w związku z czym próbowali podpisać się pod cudzymi osiągnięciami. Aby nie szukać daleko, sam premier Donald Tusk wypowiedział się współczująco o cierpiących zwierzętach.

Niby rzecz nienowa – politycy z upodobaniem wystawiają piersi do niezasłużonych orderów – ale tym razem różnica była taka, że spotkali się z jednoznacznym szyderstwem ze strony elektoratu. Ten drobny z pozoru fakt zapowiada moim zdaniem istotną zmianę w stosunku do polityków. Rozwój mediów społecznościowych sprawił, że próby podpisywania się pod czyimiś sukcesami przestają być skuteczne albo są wręcz przeciwskuteczne. Parafrazując Lecha Wałęsę, teraz ludzie są jak internety: nie wierzą już politykom.

Drugi wymiar tych historii, który wyszedł na światło dzienne, to stosunek Polaków do zwierząt. Bez względu na ocenę i faktyczny werdykt w sprawie schroniska w Sobolewie niewątpliwie temat wzbudził olbrzymie emocje społeczne. Jednocześnie okazało się, że mamy bardzo nieuporządkowany obszar zbiórek na zwierzęta, gdzie praktycznie nie ma instytucji kontroli. I jeżeli tylko ułamek doniesień medialnych jest prawdą, to mamy potwierdzenie, że pozorne akcje społeczne służą niektórym jako wehikuł do ordynarnego wyprowadzania pieniędzy (przykład zbiórek na nieżyjące już zwierzęta).

Zbiórki na zwierzęta poza kontrolą. Jak działa mechanizm nadużyć

Tutaj dochodzimy do istoty problemu: działalność charytatywna na rzecz zwierząt zaczyna przypominać niekończącą się spiralę, w którą wpadają ludzie szczerze wierzący w to, że pomagają bezbronnym istotom. Każda zbiórka na leczenie lub operację zwierzaka i następujący później odzew sprawiają, że takie akcje stają się coraz popularniejsze. Nie tylko w przypadku zwierząt naprawdę potrzebujących pomocy, ale również jako maszynka do robienia pieniędzy, sposób na łatwy dochód dla krętaczy.

Co więcej, zasadnie rodzi się pytanie, czy nie stanie się tak, że utrzymywanie chronicznie chorych zwierząt będzie dla nieuczciwych ludzi po prostu opłacalne. A nawet ich reprodukowanie – w przypadku zwierząt chorych genetycznie. W efekcie, ich cierpienie zamiast się zmniejszać, będzie jeszcze większe. Zwłaszcza że granica może z czasem być przesuwana coraz dalej, a po pieskach i kotkach być może przyjdzie kolej na chore myszy i nornice. Tymczasem coraz więcej osób wpada w tę swoistą pułapkę empatii i angażuje się w pomoc zwierzętom, tyle że niesioną w coraz bardziej chaotyczny sposób.

Daleko mi do obojętności wobec losu zwierząt; przeciwnie, odczuwałem złość, patrząc na te zatrważające obrazki, i czułem smutek, kiedy dowiadywałem się, w jakich warunkach znajdowały się te stworzenia. Natomiast zdaję też sobie sprawę, że ślepy sentymentalizm nie zawsze jest społecznie pożyteczny. Kwestia schronisk i kontroli nad nimi powinna zostać rozwiązana systemowo, a państwo nie może zrzucać tego zadania na barki aktywistów i zatroskanych ludzi. Bo często jest nam po prostu trudno odróżnić mądrą i przemyślaną działalność charytatywną od marnotrawstwa lub, co gorsza, od oszustwa.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.