Projekt przewiduje też pakiet rozwiązań „uszczelniających” VAT i CIT, które – według autorów – mają sfinansować ubytek dochodów budżetowych.

Zerowy PIT dla rodzin 2+2 i próg 280 tys. zł. Co dokładnie zapisano w projekcie?

Rdzeń projektu to zmiana art. 27 ustawy o PIT: skala podatkowa zostaje oparta o próg 140 tys. zł, a stawka 32% miałaby dotyczyć nadwyżki ponad tę kwotę. Kluczowe jest jednak to, że dla podatników wychowujących co najmniej dwoje dzieci projekt wprowadza podwyższoną „kwotę zmniejszającą podatek” do 16 800 zł. W praktyce taki zapis daje efekt bardzo wysokiej kwoty wolnej w rozliczeniu – właśnie w okolicach 140 tys. zł podstawy opodatkowania, ale wyłącznie dla rodzin spełniających warunki „2+”.

Projekt precyzuje, kto ma być liczony jako „dziecko” do ulgi: chodzi zarówno o dzieci małoletnie, jak i pełnoletnie uczące się (co do zasady do 25. roku życia) oraz pełnoletnie otrzymujące zasiłek/dodatek pielęgnacyjny lub rentę socjalną. Wprost zapisano też wyłączenia: do wymaganej liczby dzieci nie wlicza się tych umieszczonych orzeczeniem sądu w instytucji zapewniającej całodobowe utrzymanie ani dzieci pozostających w związku małżeńskim.

Ważne ograniczenie dotyczy podatników o najwyższych dochodach: preferencji nie stosuje się do osób zobowiązanych do zapłaty daniny solidarnościowej (dla osób fizycznych, których dochody przekroczyły 1 mln zł). To oznacza, że projekt nie jest „PIT 0 dla wszystkich rodzin”, tylko rozwiązaniem wycelowanym w część podatników rozliczających się według skali – i to z dodatkowym bezpiecznikiem dla „topowych” dochodów.

Skala podatkowa, a nie liniowa. Kto z „PIT 0” wypadnie poza nawias?

Preferencja jest skonstruowana jako element skali podatkowej. W praktyce oznacza to, że podatnicy na podatku liniowym (typowo część przedsiębiorców) nie korzystają z tej zmiany wprost, bo nie rozliczają się według art. 27. Projekt jest więc szczególnie atrakcyjny dla gospodarstw domowych, w których dochody z pracy lub działalności opodatkowanej skalą są relatywnie wysokie, ale mieszczą się w „bezpodatkowym” widełkach po zastosowaniu nowej kwoty zmniejszającej podatek. To właśnie tu pojawia się argument krytyków o regresywności: im wyższy dochód w obrębie skali, tym większa realna korzyść w złotówkach.

Analitycy Grant Thornton zwracali uwagę, że największe zyski pojawiają się przy dochodach ponadprzeciętnych – i że osoby zarabiające najmniej, zwłaszcza w pobliżu obecnej kwoty wolnej, mogą nie odczuć różnicy w takim stopniu jak klasa średnia i wyższa część skali. W publicznej debacie przewija się też liczba „średnio 1000 zł miesięcznie” jako komunikacyjny skrót korzyści, ale w praktyce efekt zależy od struktury dochodów obojga rodziców i sposobu rozliczania.

1 stycznia 2026 r. w projekcie, a rozliczenie dopiero w 2027 r.

W projekcie zapisano, że przepisy w nowym brzmieniu mają mieć zastosowanie do przychodów uzyskanych od 1 stycznia 2026 r. To kluczowy detal dla rodzin liczących na szybki efekt w portfelu: nawet jeśli ustawa przeszłaby proces legislacyjny, pierwsze pełne rozliczenie roczne obejmujące nowy mechanizm następowałoby w kolejnym roku podatkowym (czyli w praktyce w rozliczeniu składanym za 2026 r.).

Projekt przewiduje też wejście w życie co do zasady 1 stycznia 2026 r., z wyjątkami dla części przepisów dotyczących sankcji i zmian w VAT, które mają działać w innym terminie (po upływie określonego czasu od ogłoszenia). To sygnał, że autorzy próbują „zsynchronizować” ulgę z instrumentami dochodowymi po stronie państwa, choć realna skuteczność takiej konstrukcji jest przedmiotem sporu.

„Pancerz podatkowy”: uszczelnienie VAT i CIT oraz nowe obowiązki kontrolne dla dużych firm

Najciekawsze nowe wątki – poza samym PIT – zapisano w częściach zmieniających CIT, Ordynację podatkową, VAT oraz ustawę o KAS. Projekt podnosi stawkę dodatkowej sankcji pieniężnej z 10% do 20% w wybranych sytuacjach doszacowania dochodu lub zmniejszenia straty, co ma zwiększać ryzyko finansowe agresywnej optymalizacji.

W CIT projekt dorzuca element „publicznej presji” na największych: rozszerza zakres danych publikowanych o największych podatnikach o wybrane kategorie transakcji kontrolowanych (powiązania, ceny transferowe), czyli te obszary, które są kojarzone z przerzucaniem dochodów do innych jurysdykcji. Jednocześnie pojawia się obowiązek przygotowania i udostępniania raportów – m.in. o dochodach sektora finansów publicznych z tytułu CIT oraz VAT, z rozbudowanymi danymi zagregowanymi.

W VAT widać próbę dalszego rozszerzania mechanizmu podzielonej płatności oraz dopisywania kolejnych pozycji do załącznika z towarami i usługami objętymi szczególnymi rozwiązaniami – w projekcie pojawiają się m.in. wybrane oleje oraz określone rodzaje transportu drogowego. Do tego dochodzi mocny, wrażliwy politycznie zapis o kontrolach celno-skarbowych: podatnicy CIT, których średnioroczne przychody za ostatnie trzy lata przekraczają 5 mld zł, mieliby podlegać kontroli w obszarze cen transferowych nie rzadziej niż raz na trzy lata.

Samorządy: „regresywność” i ryzyko ubytku dochodów lokalnych

Jedna z osi sporu dotyczy finansów samorządów. W krytycznych stanowiskach przewija się teza, że ulga skonstruowana jako wysoka kwota wolna dla części podatników premiuje gospodarstwa o wyższych dochodach, a jednocześnie może ograniczać dochody publiczne – w tym te, które są istotne dla JST. W argumentacji samorządowej powraca też sceptycyzm, czy sama zachęta podatkowa przełoży się na wzrost dzietności, skoro bariery decyzji o dzieciach częściej wiążą się z dostępnością opieki, stabilnością mieszkaniową i usługami publicznymi.

Ten wątek jest istotny także dlatego, że projekt – w warstwie „politycznej” – opowiada o demografii, ale w warstwie „budżetowej” wchodzi w obszar podziału dochodów między centrum a lokal. Bez mechanizmów rekompensat (o które apelują samorządowcy) spór będzie się zaostrzał przy każdym etapie prac sejmowych, zwłaszcza jeśli Ministerstwo Finansów utrzyma ostrożność co do skali ubytku.

Koszt: 14 mld zł czy 30 mld zł rocznie i dlaczego liczby tak się rozjeżdżają

W przestrzeni publicznej funkcjonują co najmniej dwa poziomy szacunków. Z jednej strony pojawiają się wyliczenia mówiące o spadku wpływów rzędu ok. 13–14 mld zł i skali obejmującej miliony podatników wychowujących co najmniej dwoje dzieci. Z drugiej – pada kwota nawet 30 mld zł rocznie jako możliwy koszt dla budżetu. Różnica nie jest wyłącznie „sporem o tabelkę”: zależy od tego, jak liczyć zachowania podatników, jak uwzględniać reakcje na rynek pracy, ile osób zmieni formę opodatkowania i jak szeroko finalnie zostaną rozpisane warunki (np. praktyka interpretacyjna przy dzieciach uczących się).

W tle jest jeszcze jedna kotwica: procedura nadmiernego deficytu na poziomie UE. Rada UE – w ramach EDP – wskazała ścieżkę ograniczania dynamiki wydatków netto dla Polski w kolejnych latach (m.in. 6,3% w 2025 r., 4,4% w 2026 r., 4,0% w 2027 r. i 3,5% w 2028 r.) oraz termin korekty nadmiernego deficytu do 2028 r. W takim otoczeniu każda duża ulga podatkowa musi przejść test: czy da się ją sfinansować bez pogłębienia problemu fiskalnego albo bez cięć gdzie indziej.

Ulga na dziecko w PIT/O dziś: konkretne kwoty i warunki przy rozliczeniu rocznym

Równolegle działa klasyczna ulga prorodzinna. Na dziś podatnik odlicza od podatku miesięcznie 92,67 zł na pierwsze dziecko i 92,67 zł na drugie (czyli po 1112,04 zł rocznie), 166,67 zł na trzecie (2000,04 zł rocznie) oraz 225 zł na czwarte i każde kolejne (2700 zł rocznie). Te kwoty są wspólne „do podziału” między rodziców/opiekunów (mogą podzielić je w ustalonej proporcji), a do rozliczenia potrzebny jest załącznik PIT/O z danymi dzieci.

Istotne są też progi dochodowe przy jednym dziecku: przy małżeństwie przez cały rok lub samotnym wychowywaniu dziecka limit to 112 tys. zł, a przy rodzicach niepozostających w małżeństwie – 56 tys. zł. W praktyce część rodzin z jednym dzieckiem, która przekracza limity, nie ma ulgi prorodzinnej, a proponowany „PIT 0” dla 2+ wzmacnia poczucie nierównego traktowania między modelami rodziny.

Do pełnoletnich uczących się dzieci w uldze prorodzinnej dochodzi dodatkowy warunek: ich własne roczne dochody nie mogą przekroczyć ustawowego limitu (w debacie publicznej często sprowadzanego do „dziecko nie może zarabiać za dużo”), inaczej rodzic traci prawo do odliczenia za dany okres. To detal, który w systemie „PIT 0 dla 2+” będzie miał znaczenie praktyczne, bo projekt obejmuje również pełnoletnich uczących się – a więc grupę, w której łączenie studiów i pracy jest powszechne.

Ulga 4+ i limit 85 528 zł. Dlaczego system już dziś jest „warstwowy”?

Warto pamiętać, że ustawodawca już wcześniej wprowadził zwolnienie z PIT dla rodzin 4+ (limit przychodów zwolnionych: 85 528 zł rocznie na osobę, w ramach łącznego limitu dla kilku ulg). Ten instrument działa inaczej niż klasyczna ulga na dzieci: jest zwolnieniem przychodu do limitu, a nie odliczeniem od podatku. Propozycja „PIT 0 dla 2+” byłaby więc kolejną, dużą warstwą w systemie, który już teraz różnicuje wsparcie podatkowe w zależności od liczby dzieci i rodzaju dochodu.

To „warstwowanie” ma konsekwencje: im więcej wyjątków, limitów i zależności (skala vs liniówka, dochód dziecka, status małżeński dziecka, instytucje całodobowe), tym większe ryzyko sporów interpretacyjnych i większa rola KAS w weryfikacji – szczególnie gdy projekt jednocześnie wzmacnia narzędzia kontrolne państwa wobec dużych podatników.

Źródła:

  • Projekt ustawy „PIT Zero. Rodzina na plus” (PDF, Kancelaria Prezydenta RP).
  • Komunikat Kancelarii Prezydenta RP o inicjatywie ustawodawczej i założeniach programu.
  • Sejm API – metadane druku 1898 i dokument OSR 1898-001.
  • Grant Thornton – analiza „PIT Zero. Rodzina na plus”.
  • podatki.gov.pl – ulga na dziecko PIT (kwoty, zasady, PIT/O).
  • podatki.gov.pl – ulga dla rodzin 4+ (limit 85 528 zł).
  • Rada UE/Consilium – procedura nadmiernego deficytu: parametry dla Polski.
  • Ministerstwo Finansów (gov.pl) – informacje o ścieżce wydatkowej/EDP w latach 2025–2028.
  • Doniesienia ekonomiczne o kosztach i skutkach (PAP, Money.pl, Business Insider).