- Piotrków Trybunalski: Proces o śmierć trzech osób wkracza w decydującą fazę
- Oskarżony kontra policjanci. Sebastian M. sam przesłuchuje służby w sądzie
- „Ja tylko robiłem zdjęcia” – świadek atakowany przez obronę
- Policjanci w ogniu pytań. Obrona punktuje pierwszą wersję zdarzeń
- Frontalny atak na prokuraturę: oskarżony mówi o manipulacjach i fałszerstwach
Piotrków Trybunalski: Proces o śmierć trzech osób wkracza w decydującą fazę
Proces toczy się przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim i dotyczy wypadku samochodowego, do którego doszło we wrześniu 2023 roku na autostradzie A1. W wyniku zdarzenia w płonącym samochodzie po zderzeniu z BMW prowadzonym przez Sebastiana M. zginęła trzyosobowa rodzina z Myszkowa – Martyna, Patryk i ich 5-letni syn Oliwier. Ostatnia rozprawa pokazała, że emocje w tej sprawie sięgają zenitu, a linia obrony oskarżonego staje się coraz bardziej ofensywna.
Oskarżony kontra policjanci. Sebastian M. sam przesłuchuje służby w sądzie
Tym razem przed sądem nie stanęli bezpośredni świadkowie wypadku, lecz policjanci odpowiedzialni za zabezpieczenie miejsca zdarzenia i dokumentację powypadkową. Ich przesłuchanie było efektem wniosku obrony, której celem – jak argumentowała adwokat Katarzyna Hebda – było sprawdzenie prawidłowości działań służb tuż po wypadku na A1.
Prokuratura Okręgowa w Katowicach, reprezentowana przez prokuratora Aleksandra Dudę, początkowo sprzeciwiała się takiemu rozwiązaniu, wskazując, że zeznania funkcjonariuszy nie wniosą nic do postępowania ponad potwierdzenie formalnych czynności. Ostatecznie jednak sąd w Piotrkowie Trybunalskim dopuścił te dowody.
Rozprawa miała inny charakter niż poprzednie. Sebastian M. sam aktywnie włączył się w przesłuchania, zadając policjantom pytania i podważając ustalenia śledztwa. To rzadki widok na sali – oskarżony w sprawie o śmierć trzech osób samodzielnie przepytujący funkcjonariuszy. Dodajmy, że podczas poprzednich rozpraw Sebastian M. był bardziej powściągliwy – można powiedzieć, że starał się nie brać czynnego udziału w postępowaniu sądowym.
„Ja tylko robiłem zdjęcia” – świadek atakowany przez obronę
Jednym z pierwszych świadków podczas ostatniej rozprawy był technik kryminalistyki, który pojawił się na miejscu zdarzenia kilka godzin po wypadku na autostradzie A1. Przed sądem wyjaśniał, że nie zajmował się analizą przyczyn tragedii ani rekonstrukcją zdarzenia. Jego zadaniem – jak podkreślał - była wyłącznie dokumentacja fotograficzna – zarówno pojazdów, jak i zwłok ofiar. W odpowiedziach na pytania obrony konsekwentnie zaznaczał, że nie znał szczegółów pracy biegłych, nie analizował uszkodzeń mechanicznych samochodów i nie interesował się organizacją ruchu na autostradzie przed jego przyjazdem.
Policjanci w ogniu pytań. Obrona punktuje pierwszą wersję zdarzeń
Przesłuchiwani byli również policjanci obecni po tragicznym wypadku na A1. Funkcjonariusze byli pytani o sporządzenie szkicu miejsca zdarzenia. Obrona szczegółowo analizowała zdjęcia, oznaczenia śladów na jezdni oraz rozbieżności pomiędzy dokumentacją fotograficzną a rysunkami. Zachowanie adwokat Hebdy nie pozostało bez odpowiedzi strony przeciwnej. Prokurator Aleksander Duda wielokrotnie przerywał, wskazując, że pytania do funkcjonariuszy policji wykraczają poza rolę świadków.
Na sali rozpraw pojawiła się też policjantka mająca niemal dwie dekady doświadczenia. Ona również była przesłuchiwana w związku ze zdarzeniem. Nie kryła irytacji, mówiąc wprost, że część pytań jest „na poziomie podstawówki”. Sędzia Renata Folkman kilkakrotnie musiała studzić emocje na sali rozpraw, zapowiadając, że jeśli przesłuchanie nie zostanie uporządkowane, sąd przerwie dalsze komentarze.
Istotne znaczenie miały zeznania policjanta z ruchu drogowego, który przyznał, że pierwsza wersja przebiegu wypadku opierała się na relacji kierowcy BMW. To ona trafiła do dyżurnego i początkowo sugerowała winę kierowcy Kii. Jak tłumaczył, w momencie jego przyjazdu nie było już bezpośrednich świadków zdarzenia.
Frontalny atak na prokuraturę: oskarżony mówi o manipulacjach i fałszerstwach
Na zakończenie rozprawy głos zabrał Sebastian M. Odczytał dwa obszerne pisma, w których frontalnie zaatakował prokuraturę, insynuując fałszowanie dokumentów. Podważył również opinie biegłych, zarzucając im rażące błędy i zawyżenie prędkości BMW nawet o 100 km/h. Zapowiedział równocześnie dalsze działania procesowe.
„Nie czuję się winny” – Sebastian M. szokuje w sądzie
W drugim oświadczeniu odniósł się do swojej ekstradycji ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Twierdził, że polskie organy ścigania miały manipulować informacjami przekazywanymi władzom ZEA. Zaprzeczał też, by po wypadku uciekł z kraju.
Zapytany przez sędzię, dlaczego w takim razie opuścił Polskę niemal natychmiast po tragedii, odpowiedział, że prowadzi biznes na całym świecie i miał zaplanowane interesy oraz – ku zaskoczeniu wszystkich – stwierdził, że nie czuł się winny śmierci trzech osób.
Śmiech bliskich oskarżonego i łzy matki ofiary. Sąd musiał interweniować
Najbardziej poruszający moment rozprawy nastąpił jednak podczas dyskusji o jednym ze śladów ujawnionych kilkaset metrów przed miejscem wypadku. Prokurator zauważył, że mógł on pochodzić od innego pojazdu, wówczas na sali rozpraw rozległ się śmiech ze strony rodziców oskarżonego Sebastiana M. Uśmiech pojawił się także na twarzy adwokat Hebdy.
Reakcja ta wywołała – co jest zrozumiałe - gwałtowne emocje po stronie rodzin ofiar. – Trochę powagi – rzucił w stronę rodziców oskarżonego ojciec jednej z ofiar. Matka jeden z ofiar nie kryła łez. Sędzia Renata Folkman natychmiast zareagowała, ostrzegając, że podobne zachowania nie będą tolerowane. Zapowiedziała, że w razie powtórzenia sytuacji rozważy wyproszenie rodzin z sali rozpraw.
„Najlepszą obroną stał się atak”. Rodziny ofiar gorzko żałują jednej decyzji
Pełnomocnik bliskich ofiar, mecenas Kowalski, ocenił po rozprawie, że w ostatnim czasie wyraźnie zmieniła się postawa oskarżonego Sebastiana M. Najlepszą obroną stał się atak. To próba podważenia wszystkiego, co dotąd ustalono – komentował. Jak dodał, mediacje między stronami zakończyły się fiaskiem, a rodziny ofiar żałują, że zgodziły się na próbę porozumienia.
Kolejna rozprawa w tej sprawie zaplanowana jest na 10 lutego 2026 roku. Proces, który miał przynieść odpowiedzi na pytania o odpowiedzialność za jedną z najgłośniejszych tragedii drogowych ostatnich lat, coraz częściej staje się areną ostrych emocji i dramatycznych scen.