We wtorek poznać mamy nowy pomysł Unii Europejskiej na ograniczenie ilości chińskiego sprzętu, stosowanego w kluczowych elementach gospodarki. Na pierwszy ogień pójść mają sieci telekomunikacyjne i systemy energetyczne.
Chińska technika pod lupą Brukseli
Informacje o pracach nad raportem, dotyczącym wycofywania chińskich komponentów przytoczył „Financial Times”, powołując się na źródła w Komisji Europejskiej. Bruksela zamierza stworzyć na poziomie europejskim jedną, spójną propozycję przepisów, gdyż do tej pory „przepisy ograniczające dostawców wysokiego ryzyka mają charakter dobrowolny”. Pomysłodawcy przewidują, iż wycofywanie się z używania komponentów od dostawców wysokiego ryzyka prowadzone będzie stopniowo. Pod uwagę brana ma być ostępność alternatywnych zastępników i koszty całego przedsięwzięcia.
Nie ma wątpliwości, iż nowe prawo, jeśli spotka się z poparciem KE, bezpośrednio będzie uderzało w dwóch największych dostawców sprzętu, stosowanego do obsługi infrastruktury krytycznej – chińskich Huawei i ZTE. Podobne kroki już w 2022 r. podjęły Stany Zjednoczone, nie zgadzając się na zatwierdzane nowego sprzętu telekomunikacyjnego obydwu tych firm.
Jak jednak się okazuje, pod lupę brane jest nie tylko wyposażenie i oprogramowanie chińskie, na którym opiera się energetyka i telekomunikacja. Poszczególne państwa wprowadzają też ograniczenia dla chińskich samochodów, szczególnie w dziedzinie obronności.
MON ujawnia, czego zakaże w chińskich samochodach
O przykładach zakazu wjazdu pojazdów, w których znajdują się chińskie komponenty pisaliśmy w DGP na początku listopada. Wtedy na taki krok zdecydowała się Wielka Brytania oraz Izrael. Na problem ten zwrócił także uwagę w swym grudniowym raporcie Ośrodek Studiów Wschodnich. W dokumencie autorstwa Pauliny Uznańskiej przeczytać można nie tylko o potężnych ilościach danych, jakie zbierać mogą „inteligentne” samochody, ale też o ograniczeniach, jakie w ich użytkowaniu wprowadziły same Chiny.
„Działania Pekinu wobec zagranicznych producentów, takich jak Tesla, pokazują, że Chiny stosują wyjątkowo ostrożne i restrykcyjne podejście do podmiotów spoza kraju” – informuje OSW.
Teraz za naszpikowane elektroniką samochody postanowiło wziąć się też polskie Ministerstwo Obrony Narodowej. Dotychczas zakazy wjazdu na teren niektórych jednostek wojskowych wydawali poszczególni ich dowódcy, opierając się na przepisach z sierpnia 2025 r. Wtedy to zaczęły obowiązywać zakazy fotografowania obiektów strategicznych. Logicznym ich następstwem była decyzja, że jeśli przed wjazdem znajduje się tablica z „zakazem fotografowania”, to można odmówić wjazdu pojazdom, posiadającym chociażby wbudowane kamery. Teraz jednak MON zamierza pójść o krok dalej.
„Obecnie w ramach obowiązujących procedur bezpieczeństwa trwają prace dotyczące ograniczenia wjazdu pojazdów produkcji chińskiej na teren chronionych jednostek i obiektów wojskowych, a także nawiązywania połączenia telefonów służbowych oraz innych nośników danych z systemami zainstalowanymi w tego typu pojazdach” – informuje DGP resort obrony.
Pekin odpowiada. Nie podoba mu się polskie „bezpieczeństwo narodowe”
MON przyznaje, że kwestia bezpieczeństwa, związana z wjazdem takich samochodów na teren jednostek znalazła się w kręgu zainteresowania Służby Kontrwywiadu Wojskowego jeszcze w 2025 r. Pojawiły się wówczas wytyczne „dotyczące sposobów ochrony obiektów wojskowych w związku z zagrożeniami wynikającymi z użytkowania różnych urządzeń produkowanych w Chinach”.
Tak jasne wskazywanie na zagrożenie, jakie płynąć ma ze strony Państwa Środka nie spodobało się w Pekinie. We wtorek do polskich planów ograniczenia swobody ruchu chińskich samochodów odniósł się rzecznik chińskiego MSZ. Podczas briefingu prasowego o pomysł polskich władz zapytał go przedstawiciel Polskiej Agencji Prasowej.
- Odnotowaliśmy raport, o którym wspomniano. Chiny zawsze uważają, że należy położyć kres nadużywaniu pojęcia bezpieczeństwa narodowego – powiedział rzecznik Guo Jiakun.