Prezydent wychodzi poza ramy ustrojowe

Zazdrości pan prezydentowi Karolowi Nawrockiemu popularności?

Nie, w żaden sposób nie zazdroszczę popularności, bo też nie mam czego.

Robert Kropiwnicki, poseł Koalicji Obywatelskiej
ikona lupy />
Robert Kropiwnicki, poseł Koalicji Obywatelskiej / Dziennik Gazeta Prawna
Wyborcy chyba tak nie sądzą. Prezydent przoduje w rankingach popularności. Jest też typowany na lidera prawicy.

Początek prezydentury Nawrockiego wcale nie jest rewelacyjny pod tym względem, jeśli porównamy go do poprzedników. Wszyscy mieli po trzech miesiącach lepsze noty od niego. Nawet Andrzej Duda w drugiej kadencji. On oczywiście dzisiaj ściga się o palmę lidera opozycji z Jarosławem Kaczyńskim, co jest absolutnie destrukcyjne dla urzędu prezydenta. Odstawia prezesa Kaczyńskiego na boczny tor i robi wszystko, żeby być liderem opozycji. To wyjście poza ramy ustrojowe, bo urząd prezydenta nie do tego był konstruowany.

Co konkretnie jest wyjściem poza ramy ustrojowe?

Chodzi o kontrowanie rządu i uzurpację kompetencji, ale też kontrowanie w pewien sposób Jarosława Kaczyńskiego. Wychodzi poza rolę konstytucyjną i zachowuje się jak lider obozu politycznego, a nie jak głowa państwa. Powinien obniżać poziom napięcia, a on je eskaluje. To bardzo nieszczęśliwa sytuacja.

A może prezydent psuje wam szyki? Dlatego pan mówi o nieszczęściu?

To nieszczęście dla Polski. Bo to, że prezydent wetuje tak dużo ustaw, nie wykonuje swoich konstytucyjnych obowiązków, takich jak powołanie ambasadorów, sędziów, że odmówił mianowania na pierwszy stopień oficerski w służbach specjalnych, to jest dysfunkcyjne.

Może to po prostu znana z przeszłości trudna kohabitacja?

Prezydent nie szanuje ani konstytucji, ani reguł ustrojowych. Ma zupełnie inne postrzeganie swojej roli niż przewidziano to w konstytucji. Pytanie jak daleko może się posunąć. Czy za chwilę zacznie odmawiać powołania ministrów albo premiera. To jest bardzo zły prognostyk na przyszłość.

Prezydent sam dostarcza argumentów, by szykować wniosek o Trybunał Stanu

To powód, żeby skierować wniosek o Trybunał Stanu dla prezydenta?

Prezydent sam dostarcza argumentów do tego, żeby szykować wniosek o Trybunał Stanu.

A nie ma pan poczucia, że takie zapowiedzi mogą jeszcze bardziej rozgrzać ten konflikt? Czy to jest politycznie odpowiedzialne?

Nie ma dzisiaj jeszcze mowy o takim wniosku, ale o tym, że trzeba go szykować, że prezydent trochę o to zabiega, wychodząc poza ramy konstytucyjne.

Czyli to taki straszak?

Parlamentarna arytmetyka jest na razie nieubłagana. Widzimy jednak, że prezydent nie szuka kompromisu, a raczej dąży do nieustannej konfrontacji.

Ale premier w tej konfrontacji również dobrze się odnajduje.

Nie może nie reagować. To jest naturalne, że rząd prowadzi politykę wewnętrzną jak i zewnętrzną i musi być przygotowany do pilnowania konstytucyjnego porządku w państwie.

Obawiacie się, że silna pozycja prezydenta będzie wzmacniać prawicę a szczególnie Konfederację?

To się dzieje. Radykalne prawicowe skrzydło wzmacnia się w Polsce i nie można zamykać na to oczu.

A macie pomysł, żeby na to odpowiedzieć?

Mamy. Mówić o zagrożeniach.

Straszyć?

Nie, uświadamiać, że w obliczu poważnego kryzysu międzynarodowego, gdy Europa jest w turbulencjach bardzo ważna jest współpraca.

Ale mówicie o współpracy, a głównie wzajemnie się atakujecie.

W sprawach bezpieczeństwa oczekujemy od prezydenta współdziałania. To ciekawe, że jak otoczenie prezydenta chciało się lansować przy Donaldzie Trumpie, robili wszystko, żeby Donald Tusk nie brał udziału w spotkaniu z przywódcami europejskimi i prezydentem USA, ale teraz jak jest strategiczna kwestia do załatwienia to nagle chowają głowę w piasek i mówią, że to nie jest rola prezydenta.

Rozmowy na temat Ukrainy to test dla prezydenta

Czyli prezydent powinien wykorzystać swoje relacje z Białym Domem?

Na pewno powinien próbować, bo jego rolą jest reprezentowanie państwa. We współpracy z rządem powinien prezentować stanowisko Polski. To właśnie jest ten moment, kiedy prezydent powinien zabiegać o spotkania z najwyższymi przywódcami.

Co się zmieniło od czasu, kiedy mówiliście, że prezydent markuje wpływy w Waszyngtonie i jeździ tam po selfie z Donaldem Trumpem?

To jest właśnie klasyczny moment weryfikacji. Wielki test dla prezydenta. Bo jak ktoś prężył muskuły i mówił, że wszystko może, że jest świetny i że potrafi wiele załatwić, to właśnie w momencie kryzysowym powinien pokazać, co potrafi. Powinien mocno włączyć się w te rozmowy, żeby pozycja Polski i Europy Środkowej była jak najlepsza.

To nie jest przyznanie: potrzebujemy pomocy, bo nie dajemy sobie rady?

Nie. Raczej mówimy, że powinien pokazać, co potrafi, jeżeli coś potrafi. Nie może być tak, że jak jest deser i przyjemności, to wtedy prezydent jedzie do Waszyngtonu, ale jak trzeba wykonać robotę dla Polski, to mówi, nie, nie, to Radosław Sikorski i rząd ma się tym zająć. Nie możemy pozwolić na to by Polska była rozgrywana.

A jest?

Czytając pierwszą wersję 28 punktów, trudno nie odnieść takiego wrażenia. Jak się mówi, że będą stacjonowały europejskie myśliwce w Polsce bez uzgodnienia z Polską, nie wygląda to dobrze. To niestety tradycyjne mocarstwowe podejście Stanów Zjednoczonych i Rosji do prowadzenia takiej polityki, ale nie możemy dać sobie wejść na głowę. Do tego właśnie potrzebna jest jedność ponad politycznymi podziałami.

Rozmawiała Marta Kurzyńska