Primabalerina, która prowadzi zajęcia taneczne w ramach działalności nieewidencjonowanej, wykonuje umowę zlecenia podlegającą ubezpieczeniom społecznym i zdrowotnemu. Przedsiębiorcę, na rzecz którego pracuje, nie ominie zatem zapłata składek z tego tytułu.
Tak wynika z interpretacji oddziału ZUS w Lublinie z końca marca, udzielonej na wniosek przedsiębiorcy zamierzającego prowadzić szkołę taneczną. Chciał zaangażować na podstawie umów o współpracy baletnice do prowadzenia zajęć tanecznych oraz inną osobę do obsługiwania mediów społecznościowych szkoły i prowadzenia jej skrzynki e-mail. Wszystkie zatrudnione w ten sposób osoby działałyby w ramach tzw. działalności nieewidencjonowanej, z tytułu której wolno osiągać przychód nieprzekraczający 75 proc. minimalnego wynagrodzenia, tj. w br. – 3499,50 zł. Niektóre pracowałyby jeszcze gdzie indziej na umowę o pracę za pensją co najmniej minimalnej, a niektóre na zlecenie, z którego jednak uzyskiwałyby płacę poniżej minimalnej. Sam zainteresowany uważał, że za takich pracobiorców nie musiałby odprowadzać żadnych składek.
ZUS się należy ze zlecenia
ZUS był innego zdania. Tłumaczył, że opisane umowy o współpracy kwalifikuje się do umów nienazwanych. Zaznaczył jednak, że „o prawidłowym określeniu rodzaju umowy cywilnoprawnej nie decyduje wyłącznie jej nazwa, ani formalne postanowienia. Zasadniczo oceniamy jej sposób wykonywania, a w szczególności realizowanie przez strony cech charakterystycznych dla danego stosunku prawnego”. Biorąc pod uwagę wskazane parametry, organ rentowy ocenił, że chodzi o umowy o współpracę z osobami świadczącymi usługi (prowadzenie zajęć tanecznych, mediów społecznych i skrzynki e-mail). A skoro tak, to w grę wchodzi umowa zleceniopodobna, objęta obowiązkowymi składkami emerytalnymi, rentową, wypadkowymi i zdrowotnymi oraz dobrowolną chorobową.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.