Pracodawca powinien traktować równo pracujących zdalnie i stacjonarnie, ale nie oznacza to zapewnienia im dostępu do dokładnie tych samych świadczeń. Pozbawienie drobnych benefitów nie uzasadni zarzutu nierównego traktowania. Autorami są Sławomir Paruch, radca prawny, partner w PCS Paruch Chruściel Schiffter Stępień Kanclerz | Littler i Kinga Rozbicka prawnik w PCS Paruch Chruściel Schiffter Stępień Kanclerz | Littler.
Praca zdalna postrzegana jest obecnie jako powszechnie oczekiwany przez pracowników benefit. W popandemicznej rzeczywistości mało kto wyobraża sobie powrót do biura w pełnym wymiarze. Z powyższych względów praca zdalna na stałe zagościła na rynku pracy i już wkrótce ma doczekać się ustawowej regulacji. Każdy kij ma jednak dwa końce. Chociaż w powszechnym rozumieniu praca zdalna umożliwia pracownikom uelastycznienie czasu pracy – m.in. poprzez uniknięcie długotrwałych dojazdów do pracy, zadbanie o lepszą równowagę między życiem zawodowym a prywatnym (work-life balance) – nie jest ona pozbawiona ryzyka.
Obecnie na tapecie zaczyna pojawiać się temat potencjalnej dyskryminacji pracowników zdalnych. Przepisy kodeksu pracy nakazują, aby pracownicy byli równo traktowani w zakresie warunków zatrudnienia. O ile w przypadku, kiedy cała firma pracuje zdalnie, pracownicy z oczywistych względów są tak traktowani, o tyle wtedy, gdy zdalnie pracuje część zakładu pracy, sytuacja staje się bardziej skomplikowana. Warunki zatrudnienia są wówczas zróżnicowane w zależności od tego, czy pracownik świadczy pracę z biura, czy z domu. I tak pracownik zdalny traci na przykład możliwość czerpania korzyści chociażby z owocowych czwartków, delektowania się filiżanką kawy z firmowego ekspresu czy korzystania z innego rodzaju drobnych benefitów, do których pracownicy zdalni siłą rzeczy nie mają dostępu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.