Choć ledwie tydzień temu rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zarzekał się, że mobilizacji nie będzie, jego zwierzchnik zdecydował inaczej. Ogłoszony przez Władimira Putina częściowy zaciąg ma sprawić, że powołani rezerwiści rozwiążą największą z bolączek rosyjskiej armii: brak wystarczającej liczby „mięsa armatniego”, żeby móc skutecznie prowadzić ofensywę w Ukrainie, a następnie utrzymać zdobycze.
Ale z rezerwistami jest ten kłopot, że są starsi, mają przeważnie rodziny, niechętnie podporządkowują się rozkazom i nie wykazują wielkiej ochoty do heroicznej śmierci na froncie. Jak znaczące to drobiazgi, przekonano się w Rosji niewiele ponad sto lat temu.