Maria Domańska - analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia w Warszawie, zajmuje się badaniem polityki wewnętrznej Rosji. W latach 2006‒2015 pracowała w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w latach 2012‒2015 kierowała Wydziałem Politycznym Ambasady RP w Moskwie

Robiąc wywiad o muzeach II wojny światowej, dowiedziałam się, że na Wschodzie ich dyrektorami zostają przeważnie generałowie i byli ministrowie spraw wewnętrznych. To wymowna ilustracja znaczenia historii w Rosji.
Właściwe interpretacje wydarzeń historycznych zostały uznane przez Kreml za element bezpieczeństwa narodowego. Te uznawane za niewłaściwe traktowane są jako zagrożenie dla integralności kraju i tożsamości narodowej. Dlatego dużą rolę w rosyjskiej historiografii odgrywają wojsko i służby specjalne, których przedstawiciele – w przeciwieństwie do niezależnych historyków – mają nieograniczony dostęp do archiwów. W zasadzie dowolnie manipulują znalezionymi źródłami, przedstawiając w publikacjach tendencyjną wizję dziejów Rosji. Taki przekaz trafia też do szkół.
O tym, która interpretacja historii jest właściwa, decyduje Putin?
Szerzej Kreml, a więc ośrodek prezydencki. Oficjalną narrację propagują natomiast szczodrze dotowane, kontrolowane przez państwo podmioty, jak np. Towarzystwo Historyczne i Towarzystwo Wojskowo-Historyczne. Ponadto sieć pseudopozarządowych organizacji. Częścią państwowej machiny jest również system edukacyjny.
To sprawia, że rosyjskie społeczeństwo kupuje historyczny przekaz Kremla?
Społeczeństwo kupuje przekaz Kremla po pierwsze dlatego, że jest on Rosjanom wtłaczany do głów już od najmłodszych lat – w szkole i mediach państwowych, a często też przez otoczenie. Po drugie, opowieść konstruowana przez obóz władzy ma wymiar kompensacyjny.