Głównym elementem tarczy anty inflacyjnej 2.0, która wejdzie w życie 1 lutego, są obniżki kilku kluczowych stawek VAT. Przede wszystkim na podstawowe produkty żywnościowe, które obecnie obciążone są stawką 5 proc. Od lutego VAT od tej kategorii towarów spadnie do zera. Poza tym bardzo wyraźnie obniżona zostanie stawka na paliwa – z 23 do 8 proc.
Wobec tego programu pojawiło się sporo krytycznych uwag. Mowa przede wszystkim o ryzyku pobudzenia popytu (przecież ortodoksyjnym sposobem dławienia inflacji jest jego duszenie, a nie jego nakręcanie). Tylko czy w reakcji na redukcję stawek VAT ceny w sklepach i na stacjach paliw rzeczywiście spadną? Chociaż premier zaapelował do konsumentów, żeby dokładnie sprawdzali, ile co kosztuje, a nawet postraszył sprzedawców inspekcją handlową i UOKiK, to formalnie rzecz biorąc, handlowcy nie mają obowiązku zmieniać cen w ślad za malejącym podatkiem. Równie dobrze mogą podwyższyć swoje marże, inkasując większość korzyści z reformy, choć oczywiście ryzykują przy tym odejście części klientów.