W ramach tego modelu wybory są demokratyczne, za to interwały między nimi to demokracja o tyle, o ile. Można nadużywać służb specjalnych dla dobra władzy, można stosować prawo wybiórczo, można uznawać orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego albo nie, można używać mediów publicznych w walce partyjnej. Można nawet wykorzystać trochę państwowych pieniędzy na promowanie swoich kandydatów w czasie kampanii wyborczej, bo te pieniądze nam się po prostu należą. Można podniecać opinię publiczną bzdurami, a ważne kwestie zakrywać suknem propagandowego bełkotu. Kalkulacja jest prosta: chociaż nie wszyscy to kupią, to kupi wystarczająco wielu, aby mieć poważne szanse na wygraną w wyborach. Te, „niestety”, są transparentne, co jednak ma też dobrą stronę. Otóż ile razy ktoś złapie się za głowę, że „w demokracji tak się nie robi”, da się wyprowadzić kontratak: przepraszam, ale suweren się wypowiada, jak chce, czyli demokracja jest.
Demokracja nie tak zła jak kiedyś
Każdy mający jako taką wiedzę historyczną ma świadomość, że w II Rzeczypospolitej było podobnie, tylko znacznie gorzej. Podobnie jak dzisiaj istniały opozycyjne media, ale dokuczała im cenzura. Taka prawdziwa, nie wymyślona przez internetowych gamoni przerażonych, że „w państwie Tuska” przestaną mieć prawo do powielania dowolnych kłamstw na dowolny temat. Tak jak dzisiaj działały partie opozycyjne – i to jakie (Stronnictwo Narodowe miało 300 tys. członków!) – ale poddane były ścisłej inwigilacji policyjnej. Co gorsza, inaczej niż dzisiaj, nie mogły marzyć o wygraniu wyborów, bo sanacja umiała poprawiać wyniki. A na koniec uchwaliła ordynację wyborczą dającą władzy prawo do selekcjonowania kandydatów do parlamentu.
Polityka pełna złych praktyk
Co pociesza nas, kiedy mówimy o realiach politycznego życia w II RP? Ano to, że gdzie indziej dyktatury były prawdziwe. Dzisiaj pocieszać się można tak samo – gdzie indziej demokracja też jedzie w dół. Zaniżenie poziomu dobrych praktyk w polityce i po prostu dziczenie obyczajów nie są cechą wyłącznie III RP. Jak komuś taka argumentacja wystarcza, radośnie wyczekuje na wybory, aby zagłosować na KO albo na PiS. Komu nie wystarcza, siwieje lub łysieje. Niewiele to, niestety, pomaga. ©Ⓟ