Sąd rejonowy uznał orzeczenie o rozwodzie za niebyłe, bo zdecydował o nim sędzia z grupy „neo”... Wymiar sprawiedliwości powinien kojarzyć się ze słowem „ład”, a kojarzy z określeniem „śmietnik”.
Praworządność wyspowa
Profesor Tadeusz Łepkowski przekonywał swego czasu, że XIX-wieczny kapitalizm, zwłaszcza na ziemiach polskich rosyjskiego zaboru, miał charakter wyspowy. Najprościej mówiąc, chodziło o rzeczywistość, w której bodźcem do podjęcia inwestycji była nadzieja na eksport. Niby kołem zamachowym produkcji jest popyt krajowy, wynikający ze wzrostu zamożności i aspiracji dużej części ludności – tzw. rynek wewnętrzny. Jednak u nas tym bodźcem stał się rozwój rynku rosyjskiego. I mamy kapitalizm wyspowy – wybrane gałęzie przemysłu rozwijały się dynamicznie, a mianowicie te, które w ogromnym imperium znalazły nabywców. O wiele wolniej zaś maszerowali ci, którzy byli nastawieni na nabywców krajowych. Rynek wewnętrzny, którego uczestnicy nie kupują ton materiałów bawełnianych, lecz kilkanaście koszul do sprzedania w rodzinnym sklepiku, będzie przez ten kapitalizm zaniedbywany.
Wszystko wskazuje na to, że kapitalizm polski ponownie narodzony w 1990 r. był narażony na to samo zjawisko. Ale nie stało się tak. Oczywiście eksport, zwłaszcza do Niemiec, rozpędził niejedno polskie przedsiębiorstwo i trzeba mieć dużo zapału, by negować wagę połączeń handlowych Polski z resztą Europy. Ale rynek wewnętrzny także się rozwinął, polski konsument jest ceniony. Ciężką pracą zbudowaliśmy kraj w tym sensie europejski, że stojący na obu filarach rozwoju: zewnętrznym i wewnętrznym.
Praworządność upolityczniona
I tylko przychodzi załamywać ręce, że w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości odtworzyliśmy model wyspowy. To tu, to tam sąd czy prokuratura dają przykład profesjonalizmu i bezstronności. I zaraz potem zjawiają się służby w Krajowej Radzie Sądownictwa, premier Tusk ogłasza, kto jest winny, a kto nie, minister sprawiedliwości zgadza się na ręczne sterowanie składami sędziowskimi, a sędziowie nawzajem unieważniają swoje wyroki z przyczyn środowiskowych walk podjazdowych. Politycy polscy pogodzili się z tym, z czym nigdy nie powinni – ze śmietnikiem w sprawiedliwości. ©Ⓟ