28 stycznia. Na skrzynki pocztowe urzędników litewskiego urzędu prezydenckiego, polityków z Sejmu i wpływowych dziennikarzy przychodzi e-mail. Nadawca to niejaki Vaidotas, adres założony na Gmailu. Autor dowodzi, że białoruska opozycja zawłaszcza litewską tożsamość narodową, przejmując Pogoń, godło przedstawiające rycerza na koniu. Pogoń, po litewsku Vytis, a po białorusku Pahonia, znana od czasów Wielkiego Księstwa Litewskiego, jest przez oba narody uważana za własny symbol. Białoruś i Litwa po odzyskaniu niepodległości w 1991 r. równolegle uznały rycerza za godło, co wywoływało spory w relacjach dwustronnych. Odkąd Alaksandr Łukaszenka przywrócił nieco zmodyfikowaną symbolikę radziecką, do Pahoni odwołuje się głównie prozachodnia opozycja.
Narodowcy: Białorusini kradną Litwie tożsamość
Spór eskalował na nowo w 2023 r., gdy Biuro Swiatłany Cichanouskiej (OSC) zaprezentowało projekt paszportów Nowej Białorusi. W najambitniejszym, niezrealizowanym założeniu miały one zostać wydane Białorusinom, którym oficjalne dokumenty wygasły, a którzy z obawy przed represjami nie mogli wrócić do Mińska, by wyrobić nowe. Na okładce paszportu Nowej Białorusi widniała Pahonia. Litewscy nacjonaliści uznali to za przywłaszczenie kulturowe i przejaw tzw. litwinizmu – tak nad Wilią określa się pogląd, że historia WKL jest w istocie historią pierwszej białoruskiej państwowości. Wyznająca go białoruska prawica bazuje na geografii wielkiego księstwa, które w większości składało się z obecnych ziem białoruskich, oraz na fakcie, że jego językiem urzędowym był ruski, z którego potem rozwinęły się białoruski i ukraiński (rosyjski wyodrębnił się wcześniej).
W wersji internetowych radykałów jest to równoznaczne z roszczeniami opozycji do Wileńszczyny. Vaidotas żeruje na tych lękach. „Biuro Cichanouskiej wybrało budowę narodowej tożsamości Białorusi w oparciu o rosyjską litwinistyczną dezinformację, która prowadzi do kulturalnego powrotu w rosyjską orbitę. Białoruska opozycja wpadła w rosyjską pułapkę” – czytamy w wiadomości. W innym e-mailu, rozesłanym 18 stycznia, anonimowy autor pyta zatroskany, „dlaczego litwinistyczna opozycja kradnie nam litewskiego poetę Adomasa Mickevičiusa”. „Jeśli Cichanouska przeniesie się do Polski i nadal będzie się angażować w litwinizm, przywłaszczając nasz Vytis, nasze państwo powinno powiadomić Polskę o kradzieży godła państwowego Litwy. Nie da się siedzieć na dwóch krzesłach, cieszyć się poparciem Litwy i kraść jej tożsamość narodową” – pisze. I podaje przypadki, gdy działacze mówili np. o białoruskich korzeniach Adama Mickiewicza.
– Ten człowiek regularnie przesyła na adresy najważniejszych postaci litewskiego życia publicznego sprawozdania dotyczące treści z białoruskich mediów demokratycznych – od Biełsatu po portale internetowe – które mogą się wydawać kontrowersyjne dla litewskiego odbiorcy – mówi nasz rozmówca z Wilna, związany z białoruskimi instytucjami demokratycznymi. – Wszystko wyrwane z kontekstu i podane w sposób sugerujący odpowiedzialność Biura Cichanouskiej za to, co mówi np. Zianon Pazniak. Litwini nie muszą przecież wiedzieć, jaką niechęcią Pazniak darzy Cichanouską. Można oczywiście wierzyć, że to osobista krucjata jakiegoś frustrata, ale dla mnie to na kilometr pachnie operacją KGB – dodaje.
Rozmówca dowodzi, że tezy pobrzmiewające w e-mailach Vaidotasa powtarza część polityków. Takich jak Vytautas Sinica, poseł, lider opozycyjnego Sojuszu Narodowego, jeden z adresatów wiadomości Vaidotasa. Sinica latem 2025 r. poskarżył się w prokuraturze na Siarhieja Cichanouskiego, świeżo wypuszczonego z białoruskiego więzienia męża Swiatłany, który sam zamierzał kandydować w wyborach prezydenckich w 2020 r. Cichanouski opowiadał o konieczności tworzenia „wysepek białoruskości” na wygnaniu, co narodowiec uznał za zapowiedź walki o autonomię i zamach na integralność terytorialną Litwy. Sinica zarzucił wówczas Cichanouskim, że „nie potępiają litwinizmu, za to wzywają Sejm do poszukiwania historycznej prawdy o WKL, tak jakby Litwa jej jeszcze nie znalazła”.
Litwa: antybiałoruskie nastroje
Spory o tożsamość Mickiewicza czy o to, kto ma prawo korzystać z Pogoni długo należały do politycznego folkloru. W 2020 r., po stłumieniu antyrządowych protestów i rozpoczęciu masowych represji na łukaszenkowskiej Białorusi, elity opozycyjne nie miały wątpliwości, że centrum nowej diaspory powinno powstać w Wilnie. Miasto leży raptem 30 km od białoruskiej granicy, jest historycznym ośrodkiem białoruskiej inteligencji, a Litwa pod rządami prezydenta Gitanasa Nausėdy i premier Ingridy Šimonytė nie miała wątpliwości, że i dzisiejszej opozycji należy pomóc. Zmiana władzy w grudniu 2024 r. oraz powolna zmiana nastrojów społecznych sprawiły, że to wsparcie nie jest już tak oczywiste. Nausėda i obecny szef MSZ Kęstutis Budrys zachowywali się lojalnie wobec Cichanouskiej. Ale wewnątrz koalicji rządzącej znaleźli się ludzie, którzy grali na wypchnięcie jej z kraju.
Rozmówcy DGP wymieniają w tym gronie trzy osoby. Remigijus Žemaitaitis jest najbardziej oczywistą z nich. Znany z antysemickich wypowiedzi lider skrajnie prawicowego Świtu Niemna ku oburzeniu liberalnej części opinii publicznej został zaproszony do współrządzenia przez socjaldemokratów z LSDP, którzy w 2024 r. wygrali wybory. Žemaitaitis od lat zarzucał Cichanouskiej znaną skądinąd „niewdzięczność” i dowodził, że Wilno nie powinno utrzymywać jej biura. – Jego wpływ na decyzje w tej kwestii jest rozdmuchiwany, ale przyczynił się do ogólnej atmosfery – przyznaje rozmówca znający szczegóły relacji z białoruską opozycją. Większy wpływ mieli liderzy socdemów. Jak słyszymy, decyzję o odebraniu ochrony podjęła szefowa rządu Inga Ruginienė. Poparł ją p.o. prezes LSDP Mindaugas Sinkevičius i poprzedni premier Gintautas Paluckas, który w sierpniu 2025 r. podał się do dymisji w atmosferze skandalu, lecz zachował wpływy w partii.
Antybiałoruskie nastroje na Litwie przypominają antyukraińskie nastroje w Polsce – i w podobny sposób są podgrzewane na platformach społecznościowych. Zmęczenie napływem imigrantów i pretensje, że wprowadzają oni do przestrzeni publicznej język rosyjski, są multiplikowane przez algorytmy, fejki i prowokacje. W sierpniu 2025 r. do prokuratury wpłynęło kontrzawiadomienie Cichanouskiego przeciwko Sinicy. Jak się okazało, pismo zostało sfałszowane, bo Cichanouscy nie zamierzali się wdawać w sądowe przepychanki z nacjonalistami. Zanim to nastąpiło, prokuratura nadała sprawie bieg, wysyłając materiały do sejmowej komisji etyki. – Nie pomyślałam, że pismo mogło zostać sfałszowane, zwłaszcza że kolega Sinica nie ostrzegł nas, że to nie jest skarga autorstwa Cichanouskiego – dowodziła konserwatywna posłanka Dalia Asanavičiūtė-Gružauskienė w rozmowie z LRT.
Na murach regularnie pojawiają się białoruskojęzyczne napisy „Wilnia nasza”, choć często są wątpliwości, czy dla ich twórców cyrylica jest macierzystym alfabetem. Przed takimi prowokacjami ostrzega kontrwywiad. Departament Bezpieczeństwa Państwowego (VSD) alarmuje, że „od 2023 r. rosyjskie i białoruskie służby przeprowadzają operacje informacyjno-psychologiczne na Litwie, których celem jest podsycanie napięć na tle etnicznym między społeczeństwem litewskim a nową diasporą białoruską i odbieranie jej poczucia bezpieczeństwa”. „Organizatorzy starają się imitować działalność dwóch przeciwstawnych sił: Białorusinów promujących ideologię litwinizmu oraz grup litewskich walczących ponoć przeciwko tym pierwszym” – czytamy w komunikacie VSD. Służby podały, że Moskwa i Mińsk werbują wykonawców działań takich jak napisy „Wilnia nasza” wśród bezrobotnych Litwinów i rozliczają się z nimi w kryptowalucie Tether.
Cichanouska przenosi się do Polski
W październiku 2025 r. Cichanouska została powiadomiona o odebraniu ochrony jej biuru. Jak mówi nasze źródło, z kilkudniowym wyprzedzeniem, przy czym „ochrona” nie oznaczała w tym przypadku wyłącznie opieki dwóch funkcjonariuszy wyspecjalizowanych w ochronie VIP-ów. Przez pięć lat pobytu na Litwie wokół Cichanouskiej zbudowano cały system kontroli, zabezpieczający ją przed prowokacjami ze strony białoruskich i rosyjskich służb, włącznie z elementami infrastruktury fizycznej. Ludzie Cichanouskiej zaczęli w panice alarmować litewskich polityków, w efekcie czego udało im się nieco zyskać na czasie. Liderka opozycji nie mogła jednak opuszczać Litwy; wyjątkiem była styczniowa wizyta w Polsce.
Teraz Wilno postawiło na swoim. Decyzję argumentowano na wiele sposobów. Dominował wątek finansowo-oszczędnościowy, ale dowodzono też, że Cichanouska nie odniosła sukcesu w walce z reżimem, nie nauczyła się litewskiego, ignorowała miejscowe życie polityczne, a nawet przekonywano, że skoro w 2020 r. wygrała wybory, to w 2025 r. jej kadencja się skończyła. – Celowo nie angażowaliśmy się w miejscową politykę, żeby nie zarzucano nam stronniczości – odpowiada osoba z otoczenia liderki. – Oszczędzimy trochę pieniędzy, ale gdzieś tu się gubi większy obrazek – kręci głową Vytis Jurkonis, szef wileńskiego biura Freedom House. – Nie oceniam tego jako dramatycznego błędu, raczej jako pomyłkę w kalkulacjach. Cichanouska dalej może liczyć na Litwę – i sama o tym wie. Z drugiej strony niektóre osoby z jej otoczenia też się myliły, traktując wsparcie jako dane raz na zawsze – dodaje.
– OSC było atutem Litwy, bo ułatwiało Wilnu udział w rozmowach o bezpieczeństwie w regionie. Teraz to tracimy – dodaje Mariusz Antonowicz, politolog z Wilna. Cichanouska w tym tygodniu przenosi do Warszawy. – Myślałam, że powracać do ojczyzny przyjdzie mi z Wilna. Ale nasz poziom ochrony na Litwie się zmienił. Nie chodzi tylko o moje osobiste bezpieczeństwo, lecz o pracowników naszego biura. To zmusiło mnie do poszukiwania innych rozwiązań i reorganizacji naszej działalności – powiedziała „Rzeczpospolitej”. Na Litwie można usłyszeć, że zmuszając Cichanouską do opuszczenia kraju, władze szykują się do resetu relacji z Łukaszenką. Opozycjonistka wyjeżdża w czasie negocjacji amerykańsko-białoruskich, dzięki którym uwolniono niektórych więźniów politycznych. Część litewskich kręgów biznesowych mających wpływy w LSDP liczy, że teraz Mińsk wróci do wysyłki produktów w świat przez litewski port w Kłajpedzie.
Bokserska chemia z Nawrockim
Na razie relacje dwustronne są dalekie od poprawnych. Gdy Warszawa przymierzała się do otwarcia niektórych przejść granicznych z Białorusią, Wilno swoje zamykało. Powód? Białorusini wysyłają nad Litwę balony ze szmuglowanymi papierosami, regularnie zmuszając wileńskie lotnisko do zamknięcia i powodując straty finansowe. W styczniu szef reżimowego MSZ Maksim Ryżankou przedstawiał Polskę jako „państwo, które postrzega się jako prawdziwy lider regionalny i robi wszystko, by taki status osiągnąć, prowadząc pragmatyczną politykę”. A Litwa? – To kraj, w którym politycy nie myślą o własnym narodzie. Zawdzięczają stanowiska brukselskim i waszyngtońskim ośrodkom, i zrobią wszystko, co one im nakażą. Kiedy otworzy się okno możliwości dla wznowienia współpracy, trzeba będzie przemyśleć, jak bardzo je otwierać i czy w ogóle warto – dodawał w rozmowie z agencją BiełTA.
– Byliśmy z Polakami dogadani już w październiku – mówi rozmówca z otoczenia Cichanouskiej. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że rządy Mateusza Morawieckiego i Donalda Tuska sondowały w OSC, czy biuro nie zechciałoby się przenieść nad Wisłę, gdyby w Wilnie coś poszło nie tak. Gdy tak się faktycznie stało, uzgodnienia nie trwały długo. Jak słyszymy, Cichanouska nie wybrała jeszcze miejsca na nową siedzibę. Reprezentacyjny budynek użytkowany przez Białoruski Dom w Warszawie wymaga remontu, który mógłby pochłonąć nawet 1 mln euro i wymagałby sporo czasu. Na początku lutego otoczenie Cichanouskiej chce w porozumieniu z polskimi władzami zdecydować się na jakiś wariant docelowy. Działacze są nastawieni optymistycznie. Uważają, że w przeciwieństwie do Ukraińców Białorusini w Polsce nie budzą kontrowersji. Liczą, że sama obecność Cichanouskiej powstrzyma ograniczanie pomocy dla diaspory, czego przejawem były problemy finansowe Białoruskiego Domu i ograniczanie samodzielności Biełsatu w ramach Telewizji Polskiej.
Jak twierdzi nasz rozmówca, dobre relacje z rządem Donalda Tuska zostały nawiązane wcześniej, a teraz udało się nawiązać dobre kontakty z kancelarią prezydenta Karola Nawrockiego. W styczniu Cichanouska gościła na noworocznym spotkaniu Nawrockiego z diasporą białoruską. Tradycję zapoczątkował Andrzej Duda, a jego następca ją kontynuuje. – Patrzę na pana wiceministra [spraw zagranicznych Wojciecha] Zajączkowskiego, przedstawiciela rządu polskiego, i chcę z tego miejsca państwa zapewnić, że w Polsce istnieje konsensus, kompromis w odniesieniu do stosunku Polaków, prezydenta Polski i polskiego rządu, do niepodległościowych i suwerennych aspiracji Białorusinów – mówił prezydent. Nawrocki rozmawiał też z Cichanouską w węższym gronie. Jak słyszę od osoby znającej szczegóły rozmowy, „jest między nimi chemia, także dzięki temu, że Swiatłana interesuje się boksem”.