Impulsem do przygotowania projektu była dla mnie przede wszystkim decyzja prezydenta o zawetowaniu przepisów dotyczących Digital Services Act (DSA) i związanych z nim możliwości blokowania treści niezgodnych z prawem. To miało być bardzo skuteczne narzędzie, dlatego jego brak stał się jednym z ważnych bodźców do działania.
Ale to nie był jedyny powód. Mamy dziś do czynienia z pewnym przesileniem - problem nie dotyczy już wyłącznie patostreamingu. W najbliższym czasie pojawi się również rządowy projekt ustawy dotyczący ograniczenia dostępu do pornografii. Prowadzimy też prace nad regulacjami dotyczącymi dostępu osób poniżej 16. roku życia do mediów społecznościowych. Tych zagrożeń w sieci narosło tak wiele, że stało się jasne, iż trzeba krok po kroku zacząć cywilizować świat cyfrowy i wprowadzać realne mechanizmy ochrony, zwłaszcza dla osób małoletnich.
Ten projekt ma dwie podstawowe funkcje. Po pierwsze - wprowadza realną odpowiedzialność karną wobec osób, które za pośrednictwem mediów społecznościowych i różnych platform internetowych rozpowszechniają treści pokazujące przemoc, krzywdzenie ludzi i zwierząt czy przemoc seksualną. Są to zjawiska patologiczne, które w świecie rzeczywistym - gdybyśmy zobaczyli je na ulicy - natychmiast skłoniłyby nas do wezwania policji. Tymczasem w przestrzeni wirtualnej wciąż bywają traktowane jako mniej szkodliwe, co jest błędnym założeniem. Takie treści są równie destrukcyjne dla ofiar, dla zwierząt, ale też dla setek tysięcy odbiorców.
Drugim, równie ważnym wymiarem projektu jest funkcja edukacyjna. Chcemy jasno pokazać, że polskie państwo i jego instytucje nie akceptują przemocy i patologii w internecie oraz że sieć nie może być przestrzenią bezkarności dla tego typu zachowań.
Gdyby dotychczasowe przepisy były wystarczająco skuteczne, nie mielibyśmy tak dużego problemu z usuwaniem tego typu materiałów z sieci ani z pociąganiem patostreamerów do odpowiedzialności karnej. Tymczasem ten problem realnie istnieje, a orzekane kary są wyraźnie niższe niż te, które przewiduje projektowana ustawa. Nowe regulacje mają pełnić również funkcję odstraszającą wobec osób, które chcą zarabiać na przemocy i patologii albo budować swoją popularność w internecie w oparciu o takie treści.
Świat cyfrowy wymaga dziś bardziej precyzyjnych regulacji, co widać także na przykładzie zjawiska deepfake’ów. Teoretycznie obowiązują już przepisy dotyczące ochrony danych osobowych i wizerunku, które zakazują przetwarzania i modyfikowania zdjęć bez zgody danej osoby. W praktyce jednak takie działania odbywają się masowo, a wizerunki są powszechnie wykorzystywane bez kontroli. To pokazuje, że mimo istnienia pewnych narzędzi prawnych, potrzebujemy ich doprecyzowania i wzmocnienia, aby skutecznie reagować na nowe zagrożenia w przestrzeni cyfrowej.
Nasza propozycja ma szerszy zakres niż wcześniejszy projekt poselski. Obejmuje nie tylko kwestie związane z patostreamingiem, lecz także wprowadza kryminalizację promocji i zachęcania dzieci do hazardu przez influencerów, którzy czerpią z tego ogromne zyski. Projekt przewiduje również wyraźne wyłączenia, między innymi dla działalności artystycznej i edukacyjnej, na przykład w sytuacji, gdy transmitowane jest przedstawienie teatralne. Zawiera też nieco inną konstrukcję dotyczącą publicznego rozpowszechniania tego typu treści, dlatego nie są to projekty tożsame.
Jednocześnie cieszy mnie, że w założeniach są one zbieżne. Po pierwsze, zwiększa to szanse na uzyskanie większości w Sejmie, a po drugie, daje większą gwarancję podpisu prezydenta pod ustawą, która i tak będzie jeszcze szczegółowo procedowana w komisjach parlamentarnych.
Otrzymałam już sygnały od posłów i posłanek z innych klubów, że pojawienie się takiego projektu jest oceniane bardzo pozytywnie, dlatego na tym etapie nie dostrzegam zastrzeżeń ze strony koalicjantów. Docierają do nas jednak pierwsze uwagi ze strony organizacji pozarządowych.
Chodzi między innymi o włączenie do ustawy czynów zabronionych, które są szkodliwe w kontekście patostreamingu, ale nie pociągają za sobą tak wysokich kar, jak 5 lat pozbawienia wolności. Dzięki temu projekt obejmie również mniej poważne, ale powszechnie występujące i szkodliwe zachowania w sieci. Zaczynamy już pracować nad poprawkami, uwzględniając te opinie.
Projekt zostanie poddany konsultacjom publicznym, zgodnie z procedurą obowiązującą w nowym systemie sejmowym wprowadzonym przez marszałka Szymona Hołownię. Następnie trafi do komisji kodyfikacyjnej, gdzie oczekiwać będzie na opinię rządu oraz uwagi różnych instytucji. W komisji zostanie dokładnie przeanalizowany i ewentualnie zmodyfikowany. Zakładamy, że proces legislacyjny powinien zakończyć się do wakacji.
Uważam, że nie powinno budzić kontrowersji karanie za przestępstwa, które i tak są już karane w świecie rzeczywistym, a które teraz mają miejsce w sieci. Mam nadzieję, że w tym zakresie nie pojawią się żadne wątpliwości. Przy okazji Digital Services Act zaskoczyło mnie, że prezydent nie chciał zgodzić się na mechanizmy umożliwiające blokowanie treści o charakterze wykorzystywania seksualnego osób małoletnich, co z pewnością mogłoby ograniczyć tę patologię w świecie cyfrowym. Ale patrząc na patostreaming jako zjawisko - skrajnie patologiczne i szkodliwe - które już od około dziesięciu lat jest monitorowane przez organizacje pozarządowe i ekspertów, mam nadzieję, że w przypadku tej ustawy podobnych wątpliwości nie będzie.
Rozmawiała: Karina Strzelińska