statystyki

W Polsce przybywa rozwodów w pierwszych latach małżeństwa. Dlaczego?

autor: Paulina Nowosielska25.09.2020, 08:04; Aktualizacja: 25.09.2020, 08:12
Profesor Gavin Rae, socjolog z Akademii Leona Koźmińskiego, podkreśla, że to nie żadna ideologia jest dziś zagrożeniem dla trwałości małżeństwa. Przyczyny rozwodów widzi gdzie indziej. Poza rosnącym indywidualizmem to poprawiająca się sytuacja ekonomiczna

Profesor Gavin Rae, socjolog z Akademii Leona Koźmińskiego, podkreśla, że to nie żadna ideologia jest dziś zagrożeniem dla trwałości małżeństwa. Przyczyny rozwodów widzi gdzie indziej. Poza rosnącym indywidualizmem to poprawiająca się sytuacja ekonomicznaźródło: ShutterStock

W ostatnich dwóch dekadach przybywa w Polsce rozwodów, do których dochodzi w pierwszych latach małżeństwa. Dlaczego? Szybciej się rozczarowujemy, dajemy sobie spokój.

T en wiersz Szymborskiej jest bardzo prawdziwy, choć akurat końców świata w mojej rodzinie było kilka. Rozwiodłam się ja, a wcześniej moja mama i babcia. Każda z nas decydowała się skończyć związek i samotnie wychowywać dzieci. Każda z innego powodu – opowiada Maria Nowicka. Ma 35 lat i córki bliźniaczki, które właśnie zaczęły naukę w szkole podstawowej. Zawodowo zajmuje się wyceną nieruchomości i podkreśla, że jest samowystarczalna. Z decyzją o rozwodzie zwlekała cztery lata. – Najpierw wydawało mi się, że dzieci są za małe. Potem myślałam, że ciąży na mnie fatum nieudanych związków innych kobiet w mojej rodzinie i chciałam z nim walczyć – przyznaje. Ostatecznie uznała, że nie ma sensu.

Przyczyną rozwodu jej babci był alkoholizm dziadka. Ma mgliste wspomnienia ze świąt rodzinnych, które kończyły się awanturą, wywracanymi krzesłami; obrazek dziadka leżącego w przedpokoju i babci usiłującej przeciągnąć go na bok. Rozwiedli się dopiero wtedy, gdy kobieta była po pięćdziesiątce. Zdaniem Marii – o wiele za późno. Obie z mamą jej kibicowały. Podobnie jak jej koleżanki, a nawet sąsiadki na warszawskim Żoliborzu, które później próbowały znaleźć dla niej nowego partnera. Bezskutecznie. Kobieta nigdy z nikim się ponownie nie związała. – Kolejna była moja mama. Tata nie nadużywał specjalnie alkoholu. On był po prostu wpatrzony w siebie – opowiada Maria. Pamięta, że zdarzało mu się znikać na kilka dni i nie dawać znaku życia, co w czasach bez telefonów komórkowych było uciążliwe i niepokojące. – A potem nagle stawał w progu mieszkania. Raz np. powiedział coś w stylu: Teresa, postanowiłem zainwestować nasze oszczędności. I wyciągnął przed siebie dłoń, na której połyskiwał złoty sygnet. Przeglądał się sobie w lustrze z zachwytem. To było w okresie, kiedy spędzałam wakacje w mieście i nawet na klasowe wycieczki nie było nas stać. Myślę, że tato nie był złym człowiekiem (zmarł kilka lat temu). Po prostu nie dorósł do roli męża, ojca i w pewnym momencie, zamiast pomagać mamie w utrzymaniu rodziny, stał się kulą u nogi.

W przypadku samej Marii powód rozwodu był inny. Oboje z mężem pragnęli pięknego mieszkania i wszystkiego, co najlepsze dla dzieci. On, bankowiec, spędzał w biurze nawet kilkanaście godzin dziennie. Ona po pracy biegła zajmować się domem. Gdy w końcu spotykali się wieczorem w kuchni, byli coraz bardziej zmęczeni. Ubywało tematów do zwykłych rozmów, przybywało pretekstów do milczenia i sprzeczek. – Łapałam się na tym, że siedzę na balkonie z kieliszkiem wina w dłoni i rozmyślam, jak beznadziejne jest moje życie. A przecież niejedna osoba mogłaby mi pozazdrościć – opowiada Maria. W końcu zdobyła się na szczerą rozmowę z mężem i okazało się, że on myśli tak samo. Uznali, że lekarstwem na ich małżeńskie problemy będzie rozwód. – Jestem pewna, że tą decyzją uratowaliśmy nie tylko nasze relacje, ale i emocje dziewczynek. Zwykła wyprowadzka jednego z nas czy separacja nie załatwiłyby sprawy, bo to tylko stan zawieszenia. Dziś mamy jasną sytuację. Dziewczynki mieszkają ze mną, ale były mąż w każdej chwili może je odwiedzać. I co ważne, znajduje dla nich więcej czasu niż kiedyś. Rozwód załatwiliśmy na jednej rozprawie. Wcześniej wszystko mieliśmy ustalone. Bez orzekania winy, prania brudów. Czyste, chirurgiczne cięcie.


Pozostało 84% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (8)

  • Kuba(2020-09-25 19:41) Zgłoś naruszenie 73

    Dla wielu matek dziecko i rozwod to jest dobry biznes w Polsce. Taka matka szybko znajduje sobie nowego męża albo konkubenta, ktory pomoże jej żyć a alimenty dostaje od poprzedniego. Gdyby nie alimenty to rozwodów prawie by nie było.

    Odpowiedz
  • Nie pomagają nawet(2020-09-25 11:59) Zgłoś naruszenie 52

    kościelne nauki przedmałżeńskie i strach przed grzechem.

    Odpowiedz
  • nn(2020-09-25 12:53) Zgłoś naruszenie 50

    Niedojrzałość + zmiana hierarchii wartości + niesprzyjające warunki - w takiej kolejności.

    Odpowiedz
  • Odwal się(2020-09-26 16:06) Zgłoś naruszenie 30

    od singli !

    Odpowiedz
  • As(2020-09-25 21:27) Zgłoś naruszenie 31

    Ja, Ja, Ja to jest przyczyna

    Odpowiedz
  • W(2020-09-27 18:06) Zgłoś naruszenie 20

    Egoistyczne pokolenie jp2

    Odpowiedz
  • versus(2020-09-25 12:04) Zgłoś naruszenie 29

    Smutne. Może powinno się zmienić przepisy i dawać prawo do zawarcia związku małżeńskiego tylko osobom, z których nieformalnego związku urodziły się już dzieci (po obowiązkowym teście genetycznym po ich urodzeniu, by nie było wątpliwości, że to ich), a pozostałych obciążyć dodatkowym wysokim podatkiem za wygodne życie singla. A kto po zawarciu małżeństwa się rozejdzie/odseparuje/ucieknie, niech płaci podatek od bycia singlem w podwójnej wysokości. Przy czym niech świadczenie alimentacyjne będzie zniesione, a potrzeby dzieci i samotnych emerytów są zaspokajane ze świadczeń typu xxxxPlus. I wszystko czyste. Ludzie będą ze sobą tylko z miłości i świadomości podatkowej.

    Odpowiedz
  • marnie(2020-10-18 17:52) Zgłoś naruszenie 00

    U nas i tak jest nieźle w porównaniu z np. Hiszpanią i Portugalią, gdzie 80% małżeństw tak się kończy. U mnie było małżeństwo pod wpływem impulsu, głupio przyjęłam zaręczyny od człowieka, którego nawet nie zdążyłam poznać, a sąd nie chciał dać rozwodu. Mecenas Maryla Mikołajewska pomogła mi uzyskać rozwód z orzeczeniem winy. Ex okazał się chorobliwie zazdrosny, często był agresywny, śledził moją lokalizację i non-stop pytał co robię i z kim. Nie liczyłam na to, ale cieszę się z takiego rezultatu

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie