Brat ministra Waszczykowskiego w urzędzie kontrolującym fundację Kozłowskiej

| Aktualizacja:
Witold Waszczykowski / ShutterStock

Otwarty Dialog powalczy w sądzie z wynikiem kontroli skarbowej. W fundacji Ludmyły Kozłowskiej trwa również audyt w sprawie prowadzenia ksiąg rachunkowych, a w firmie Silk Road – dotyczący podatku dochodowego i VAT

Skarbówka kontrolowała Fundację Otwarty Dialog (FOD) przez 14 miesięcy. O przyjrzenie się kierowanej przez Ludmyłę Kozłowską organizacji poprosił pod koniec lipca 2017 r. minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński. To na jego wniosek o kontrolę zwrócił się nadzorujący fundację minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Sprawa nie trafiła do Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie, choć FOD ma stołeczny adres, ale do UCS w Łodzi. Podobnie jak inne urzędy, powstał on w ramach Krajowej Administracji Skarbowej. Wcześniej jednostka ta nosiła nazwę Urzędu Kontroli Skarbowej, a na jej czele do 28 lutego 2017 r. stał Tomasz Waszczykowski, brat ministra. W łódzkim UCS pracuje do dzisiaj.

Były szef MSZ należał do największych krytyków fundacji. – Są poważne oskarżenia pod adresem FOD o malwersacje finansowe, ukrywanie dużych dochodów i prowadzenie działalności wywrotowej. ABW ma uzasadnione wątpliwości. Przecież oni napisali w punktach manifest obalenia polskiego rządu – mówił w wywiadzie dla DGP we wrześniu 2018 r. Witold Waszczykowski. Zapytaliśmy, czy brat ministra brał udział w sprawdzaniu ksiąg FOD i spółki Bartosza Kramka (męża Kozłowskiej) Silk Road Biuro Analiz i Informacji. „Pan Tomasz Waszczykowski jest kierownikiem I działu kontroli celno-skarbowej w łódzkim UCS. Nie brał udziału w żadnej kontroli w związku z tymi sprawami” – poinformowało nas biuro prasowe KAS. Wynik kontroli w fundacji potwierdza: prowadził go II dział. Kiedy zaczęła się kontrola FOD, brat ministra nie kierował już tą jednostką skarbówki.

Dlaczego fundację prześwietlali łódzcy urzędnicy? Na to pytanie KAS odpowiedział nam, cytując przepis ustawy, zgodnie z którym naczelnik każdego UCS może podjąć kontrolę na terenie całego kraju. – Po reformie administracji skarbowej nie jest niczym nadzwyczajnym, że sprawa trafia do UCS z innego województwa. Sztandarowym przykładem są działania w Wólce Kosowskiej pod Warszawą, którymi zajmuje się UCS z Białegostoku, a zabezpieczony towar pochodzący z nielegalnych źródeł trafia do magazynu pod Suwałkami – mówi nasz rozmówca z MF.

Sprawdzanie ksiąg FOD trwało od 7 sierpnia 2017 r. do 24 października 2018 r. Media informowały już, że w wyniku kontroli urzędnicy ustalili, iż FOD powinna wpłacić do budżetu ok. 715 tys. zł podatku za lata 2014–2016. Udało nam się dotrzeć do pełnego, liczącego 66 stron dokumentu. Wynika z niego, że za 2014 r. fundacja powinna wpłacić do kasy państwa 218 tys. zł, za 2015 r. – 304 tys. zł i 193 tys. zł za 2016 r. Pokłosiem zamknięcia kontroli przez skarbówkę było wszczęcie śledztwa przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i dodatkowo przez łódzki UCS kolejnej kontroli, tym razem w Silk Road (jeszcze się nie zakończyła). KAS na pytania o efekty działań w spółce Kramka, o to, co było podstawą ich wszczęcia i kiedy planowane jest zakończenie, odpowiedział, wskazując, że takie informacje objęte są tajemnicą skarbową.

– Nie zgadzamy się z wynikiem kontroli wobec fundacji. W związku z tym już dawno rozpoczęło się postępowanie podatkowe, które zostało już kilkukrotnie przedłużone. Do sądu administracyjnego będziemy mogli odwołać się dopiero po jego zakończeniu i wydaniu decyzji o zobowiązaniu podatkowym do zapłaty. Co też zrobimy, jeśli będzie dla nas niekorzystna. Jeżeli natomiast postępowanie przed sądami administracyjnymi prawomocnie zakończy się naszą przegraną, będziemy zobligowani do uregulowania naliczonych przez UCS podatków i odsetek – mówi DGP Kramek.

– Wobec powiązanej z FOD firmy Silk Road prowadzona jest analogiczna kontrola celno-skarbowa. Nie zakończyła się jeszcze pierwsza faza, co oznacza, że nie wszczęto postępowania podatkowego. Równolegle wobec firmy prowadzona jest kontrola VAT, a wobec fundacji – postępowanie karne skarbowe o nierzetelność w prowadzeniu ksiąg podatkowych. Kontrole wobec FOD i Silk Road trwają już dwa lata. To są łącznie cztery powiązane postępowania – dodaje.

Skąd się wziął podatek dochodowy, który zdaniem urzędników fundacja powinna zapłacić? To efekt zawyżania kosztów i zaniżania przychodów organizacji. Z naszej analizy dokumentu, który jest pokłosiem kontroli, wynika, że błędy w deklaracjach podatkowych CIT to efekt bałaganu w papierach, ale też interpretacji przepisów, jaką przyjęły osoby z biura księgowego zajmującego się finansami fundacji i jej władzami, czyli Kozłowską i Kramkiem. Widać to m.in. po 2014 r., w którym niemal cały dochód FOD został uznany za wolny od podatku zgodnie z jednym z przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

„Nie księgujemy w koszty Fundacji dokumentów, które ewidentnie nie spełniają wymogów polskich przepisów podatkowych i rachunkowych oraz nie są dostatecznym udokumentowaniem operacji gospodarczych, które miały miejsce. W związku z tym nie wykazujemy odpowiednio części darowizn przekazanych w formie gotówkowej, które zostały przeznaczone na pokrycie tych wydatków” – pisze Kramek do księgowej FOD w sprawie zaksięgowania dokumentów z Ukrainy. Tam również FOD miała swoje biuro.

Dla skarbówki trudne do zweryfikowania jest, co się działo z pieniędzmi przekazywanymi na Ukrainę, wiarygodność pokwitowań odbioru środków czy dostarczanych tam kamizelek kuloodpornych i innego sprzętu paramilitarnego oraz finansowania służb medycznych, organizacji pozarządowych, mediów czy grup walczących na Majdanie, a później na wschodzie Ukrainy. Przesłuchiwani Kramek i Kozłowska tłumaczyli to działaniami wojennymi.

Jednocześnie FOD dostarczyła kontrolerom dwa segregatory niezaksięgowanych rachunków, także z Kijowa, które w dużej mierze stały się przyczynkiem do ustaleń, jakie poczynili urzędnicy. Dla nich problematyczny był także sposób, w jaki ewidencjonowano nieodpłatne i częściowo odpłatne przychody związane m.in. z użytkowaniem przez FOD biura wynajętego przez Silk Road czy zarządzaniem miejską przestrzenią w budynku przy Nowym Świecie 63, gdzie na powierzchni 1300 mkw. do połowy 2016 r. działało centrum Ukraiński Świat. Problematyczne były też wydatki w kontekście działalności statutowej fundacji, co również zmieniło kwestie podatkowe w toku kontroli i spowodowało, że FOD powinna zapłacić więcej.

Pokazaliśmy wynik kontroli doświadczonemu urzędnikowi, który przez wiele lat pracował w Urzędzie Kontroli Skarbowej, a dzisiaj jest doradcą podatkowym. – Część ustaleń jest zero-jedynkowa i widać, że FOD powinna zapłacić podatek albo przyjąć inną interpretację. Są jednak też ustalenia czysto interpretacyjne i te można próbować obalić w WSA czy w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Na pierwszy rzut oka nie wygląda, żeby to była pralnia brudnych pieniędzy, chociaż nieewidencjonowane darowizny czy wsparcie udzielane osobom i podmiotom zagranicznym mogą budzić zastrzeżenia generalnego inspektora informacji finansowej – mówi nasz rozmówca pragnący zachować anonimowość.

To zresztą jest również podejmowane w zabezpieczonej przez UCS korespondencji e-mail, w której jedna z osób zajmująca się księgami fundacji pisze: „Nie ma oczywiście podstaw, by kwestionować szlachetność zarówno FOD, jak i odbiorców wsparcia z jej strony, jednak trzeba pamiętać, że pieniądze, o ile rozumiem, przekazywane były również organizacjom prowadzącym regularne walki z władzami ukraińskimi. W pewnych przypadkach mogłoby to być kwalifikowane jako akty terroryzmu, a to powodowałoby, że przekazanie pieniędzy przez fundację na taki cel musiałoby zostać zarejestrowane i zgłoszone do GIIF. Niezależnie od tego, jeżeli wsparcie przekraczało kwotę 15 tys. euro, to również powinno zostać zgłoszone” – czytamy. „Organizacja prowadząca walki z władzami” to Samoobrona Majdanu, kierowana wówczas przez obecnego szefa parlamentu Andrija Parubija. Samoobrona broniła uczestników rewolucji 2014 r. przed siłami wiernymi ówczesnemu prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi, który w efekcie uciekł do Rosji.

W rozmowie z DGP Bartosz Kramek zaprzecza, by jego firma albo fundacja miały związki z firmami rejestrowanymi w rajach podatkowych i występującymi w opisanym przez nas we wtorek mołdawskim raporcie w kontekście prania pieniędzy. Przyznaje, że obecnie Silk Road współpracuje biznesowo na Wschodzie z mołdawskim biznesmenem Alexandru Machedonem. Gdy państwem rządził oligarcha Vlad Plahotniuc, wobec Machedona prowadzono postępowanie prokuratorskie. Jego adwokatem była Ana Ursachi.

Machedona w czasach Plahotniuca wspierała z kolei FOD. Zarówno biznesmen, jak i Ursachi przebywali na zaproszenie FOD w Polsce. Są oni również bohaterami jednego z raportów Fundacji pt. „Przejęte państwo. Politycznie motywowane oskarżenia w Mołdawii i uzurpacja władzy przez Vladimira Plahotniuca”. Ursachi jako adwokat współpracowała też z prorosyjskim aktywistą Grigorem Petrencą, którego prześladował Plahotniuc, oraz z prorosyjskim populistą Renato Usatîm. To z kolei postać ważna w kontekście gry geopolitycznej, która obecnie trwa w Mołdawii między UE, USA i Rosją. Usatîi ma ambicje prezydenckie. W ostatnich wyborach został pozbawiony możliwości startowania po tym, jak – pod naciskiem Plahotniuca – Sąd Konstytucyjny podniósł cenzus wieku.

Usatîi jako były menedżer kolei mołdawskich i wiceszef rosyjskiego Związku Konstruktorów Kolei Żelaznych uchodzi za osobę, która ma doskonałe stosunki z byłym szefem rosyjskich kolei Władimirem Jakuninem. Ten zaś znajduje się na liście sankcji USA w związku z zaangażowaniem w aneksję Krymu. W kwietniu 2016 r. Usatîi odwiedził okupowany Krym i spotykał się z namiestnikiem Moskwy na półwyspie Siergiejem Aksionowem (FOD informowała o tym w jednej ze swoich publikacji).

Prasa proplahotniucowska pisała o nim wprost, że jest agentem FSB, co raczej nie było prawdą, bo Usatîi nie cieszył się poparciem Kremla. Ten w Mołdawii postawił na innego polityka – obecnego prezydenta Igora Dodona. W czasie kampanii wyborczej należące do niego przedsiębiorstwa były np. wyłączone spod obowiązywania rosyjskich ceł przeciw Mołdawii. W odmiennej sytuacji był Plahotniuc, który z jednej strony uwłaszczał się na państwie, a z drugiej – przynajmniej formalnie – współpracował z Zachodem.

Ostatecznie Kreml uznał Usatego za niewiarygodnego radykała. Co zresztą było prawdą: w czasie kampanii proponował on między innymi zlikwidowanie ambasady USA w Kiszyniowie i uruchomienie w jej miejsce klubu karaoke. Mówił również o konieczności budowy Nowego Chińskiego Muru na granicy z należącą do UE i NATO Rumunią. Takich historii nie ma za sobą współpracujący z Silk Road Machedon. Jest on właścicielem sieci kablówek i działa w branży IT. Politycznie związany jest z prozachodnim wicepremierem Andreiem Năstasem