Europejska misja ratowania Ukrainy. Bez udziału Polaków

US President Trump, Russian President Putin meet in Alaska
epa12303539 US President Donald Trump (R) welcomes Russian President Vladimir Putin during their meet to negotiate at Joint Base Elmendorf-Richardson in Anchorage, Alaska, USA, 15 August 2025. EPA/SERGEY BOBYLEV/SPUTNIK/KREMLIN POOL / POOL MANDATORY CREDIT Dostawca: PAP/EPA.PAP/EPA / SERGEY BOBYLEV/SPUTNIK/KREMLIN POOL / POOL
18 sierpnia 2025

Przed spotkaniem prezydentów Donalda Trumpa i Wołodymyra Zełenskiego Amerykanie zwiększyli presję na Ukraińców, by zaakceptowali rosyjskie żądania. Amerykański prezydent sugerował na platformie Truth Social, że do najważniejszych roszczeń Kremla należy zaakceptowanie aneksji Krymu i rezygnacja z wejścia do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Z innych doniesień wynika, że Władimir Putin zażądał też wycofania się Ukraińców z Donbasu, przyznania językowi rosyjskiemu statusu oficjalnego i zgody na swobodę działania podległego Moskwie odłamu Cerkwi prawosławnej. Po spotkaniu Trumpa z Zełenskim dwie godziny później w Waszyngtonie z amerykańskim prezydentem mają się spotkać liderzy europejskiej koalicji chętnych. Wśród nich nie ma ani prezydenta Polski, ani premiera Donalda Tuska. Dlaczego?

W obliczu niebezpieczeństwa związanego z możliwością spełnienia przez Stany Zjednoczone roszczeń Kremla Europa zareagowała pokazem jedności. Przez cały weekend trwały gorączkowe konsultacje w gronie europejskich przywódców, w tym prezydenta Ukrainy. W niedzielę wieczorem Wołodymyr Zełenski odniósł się do długiej listy żądań, które Trump miał usłyszeć od Putina w piątek w Anchorage. – Jeśli faktycznie jest ich tyle, o ilu słyszeliśmy, to na ich przepracowanie będzie potrzebny czas. Przeprowadzenie tego pod naciskiem zbrojnym jest niemożliwe. Dlatego niezbędne jest zawieszenie broni i szybkie prace nad ostateczną ugodą – przekonywał Ukrainiec.

To nawiązanie do wolty Trumpa, który po miesiącach przekonywania Kremla do rozejmu zmienił zdanie i uznał, że należy bez wstrzymywania działań wojennych od razu przejść do rozmów o pokoju. Początek spotkania Trumpa z Zełenskim zaplanowano na 18 sierpnia na godz. 18.15 polskiego czasu. Niecałe dwie godziny później z amerykańskim prezydentem mają się spotkać liderzy europejskiej koalicji chętnych. Do Waszyngtonu na poniedziałkowe spotkanie z misją wsparcia Zełenskiego polecieli: szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, sekretarz generalny NATO Mark Rutte, prezydenci Finlandii Alexander Stubb (Trump lubi z nim grać w golfa) i Francji Emmanuel Macron, kanclerz Niemiec Friedrich Merz oraz premierzy Wielkiej Brytanii Keir Starmer i Włoch Giorgia Meloni.

Nawrocki i Tusk zostali w Warszawie

Nie ma w tym gronie ani prezydenta Karola Nawrockiego, który brał udział we wcześniejszych telekonferencjach z Białym Domem, ani premiera Donalda Tuska, który konsultował się z Europejczykami. Nieobecność prezydenta oficjalnie jest tłumaczona w prosty sposób: za prowadzenie polityki w tym formacie odpowiada rząd, a Nawrocki szykuje się do własnej wizyty w Waszyngtonie 3 września (chociaż w poprzedzających poniedziałkowe rozmowy telekonferencjach głowa państwa uczestniczyła). Tymczasem rzecznik resortu spraw zagranicznych Paweł Wroński przekonywał rano, że „to prezydent jest bardziej predysponowany do kontaktów z Waszyngtonem”, skoro tak zdecydował Biały Dom. – Tam są podejmowane decyzje, a my się do nich dostosujemy. Polityka zagraniczna musi być jedna, a te kwestie są na tyle poważne, że nie może występować rywalizacja – przekonywał Wroński.

– Dzisiaj spotyka się format koalicji chętnych, a w tej koalicji od dłuższego czasu to rząd reprezentuje Polskę. To pan prezydent Zełenski zapraszał tych liderów europejskich, którzy mają być w Waszyngtonie – powiedział Nawrocki w poniedziałek rano. Jak nieoficjalnie usłyszeliśmy, w otoczeniu prezydenta panuje przekonanie, że lepiej nie angażować się w inicjatywę, która może zakończyć się fiaskiem, bo dałoby to przeciwnikom politycznym paliwo do oskarżania głowy państwa o nieskuteczność. Tę myśl rozwinął Sławomir Dębski, były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. „Polska traci tylko wtedy, jak wszystko pójdzie dobrze i cała gromadka w wesołych nastrojach wróci do domu. Jest taka szansa, ale mała. A jeśli dojdzie do awantury albo odwołania obiadu, albo jakichś innych fajerwerków, to trzeba zbudować instrumenty komunikacji z Trumpem na nowo” – napisał Dębski w serwisie X.

współpraca: Wojciech Kubik

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.