- Rosja i Ukraina. Droga do wojny
- Ultimatum Rosji dla Zachodu
- Straty Ukrainy, straty Rosji
- Technologiczne przyspieszenie
- Co czwarty Ukrainiec poza domem
Rosja i Ukraina. Droga do wojny
Rosyjska agresja na Ukrainę trwa już od 12 lat. W jej pierwszym etapie Rosjanie w dość gładki sposób, przy sześciu ofiarach śmiertelnych, zajęli Krym. W lutym 2014 r., gdy w Kijowie dogasała jeszcze wymierzona w prezydenta Wiktora Janukowycza rewolucja godności, rosyjski specnaz desantował się w Symferopolu, by zająć krymski parlament. Ten pod lufami rosyjskiej broni ogłosił referendum o wejściu w skład Federacji Rosyjskiej. Samo rozpisanie plebiscytu nastąpiło z naruszeniem ukraińskich przepisów konstytucyjnych oraz umów międzynarodowych zawartych przez Rosję i Ukrainę po rozpadzie ZSRR. Mimo to 18 marca Władimir Putin zdecydował się anektować Krym i wydzielone miasto Sewastopol.
Ukraina nie była w stanie odpowiedzieć siłą. Armia była w rozsypce, postrewolucyjne władze dopiero się tworzyły, a i zachodni partnerzy, na czele ze Stanami Zjednoczonymi pod rządami Baracka Obamy, apelowali, by nie prowokować agresora. Kreml miał ochotę na więcej. Plan maksimum zakładał odcięcie Ukrainy od Morza Czarnego poprzez sfingowanie w południowych i wschodnich obwodach kraju prorosyjskich rewolt, które propaganda ochrzciła mianem rosyjskiej wiosny. W większości miast Ukraińcy poradzili sobie z zagrożeniem. Nie udało się w Doniecku i Ługańsku. Starcia rosyjskich "interwentów", z których najbardziej znany był kontrolujący Słowiańsk oddział Igora Girkina vel Striełkowa, z Ukraińcami przerodziły się w regularną wojnę.
Kontrofensywa, podjęta po wygraniu w maju 2014 r. wyborów prezydenckich przez Petra Poroszenkę, zepchnęła pseudoseparatystów do głębokiej defensywy. Striełkow opuścił Słowiańsk i przeniósł się do Doniecka. Do lipca Ukraińcy odbili Mariupol, Kramatorsk i ówczesny Siewierodonieck. Losy samozwańczych republik ludowych wydawały się przesądzone, aż w sierpniu granicę przekroczyły regularne oddziały rosyjskiej armii. Te na powrót odepchnęły Ukraińców od granicy, w sierpniu masakrując obrońców w kotle iłowajśkim, a na przełomie 2014 i 2015 r. – pod Debalcewem. W lutym 2015 r. w Mińsku, w obecności przywódców Francji i Niemiec, zawarto rozejm, który przetrwał siedem lat.
Do wymiany ognia wciąż dochodziło, a i w samej treści porozumień mińskich zawarto liczne pułapki, które uniemożliwiały ich realizację. Przewidywały one np. wycofanie rosyjskich sił interwencyjnych dopiero po przeprowadzeniu wyborów. Te jednak pod lufami rosyjskich karabinów z założenia nie mogły być swobodne. Po porażce Poroszenki w wyborach prezydenckich w 2019 r. Putin liczył, że nowy prezydent Wołodymyr Zełenski pójdzie na ustępstwa, skoro kandydował z obietnicą kompromisowego załatwienia konfliktu. Tak się jednak nie stało. Gdy Kreml się zorientował, że nie uda mu się złamać Zełenskiego, przeszedł do planu B, zakładającego użycie siły.
Ultimatum Rosji dla Zachodu
Wiosną 2021 r. pod pozorem białorusko-rosyjskich ćwiczeń wojskowych na granicach z Ukrainą zaczęto gromadzić wojsko. W grudniu Moskwa przedstawiła Zachodowi ultimatum w postaci projektów dwóch odrębnych umów międzynarodowych, które miano zawrzeć oddzielnie ze Stanami Zjednoczonymi i z państwami członkowskimi Sojuszu Północnoatlantyckiego. Żądania zawierały warunki dotyczące także Polski i zakładały m.in.:
- rezygnację państw NATO ze współpracy wojskowej z krajami powstałymi po rozpadzie Związku Sowieckiego,
- zakaz dalszego rozszerzania NATO na wschód, zwłaszcza o Ukrainę,
- wycofanie zachodnich żołnierzy i sprzętu wojskowego z państw, które przystąpiły do NATO po 1997 r., a więc także z Polski.
24 lutego 2022 r. Rosjanie zaatakowali. Siły lądowe przekroczyły ukraińską granicę od strony okupowanego Krymu i Donbasu, z graniczących z Ukrainą rosyjskich obwodów, a także z Białorusi. Flota Czarnomorska podpłynęła pod Odessę. Przeprowadzono desant na podkijowskie lotnisko w Hostomlu, skąd miano nadzieję na dalszy marsz na stolicę, podobny do przeprowadzonego w 1968 r. w Czechosłowacji. Siły uderzeniowe były jednak zbyt małe, by zrealizować postawione cele. Do kwietnia Rosjanie musieli wycofać się spod ukraińskiej stolicy. Zamiast mozaiki obszarów kontrolowanych przez obie strony, wykrystalizowała się bardziej jednoznaczna linia frontu.
Straty Ukrainy, straty Rosji
Przed 24 lutego 2022 r. Rosjanie kontrolowali nieco ponad 43,3 tys. km kw. terenów należących do Ukrainy: cały Krym z Sewastopolem oraz jedną trzecią obwodów donieckiego i ługańskiego. Pierwsze dwa miesiące inwazji potroiły zajęty obszar. Ostatecznie jednak wyjście spod Kijowa i Czernihowa oraz udane kontrofensywy ukraińskie pod Charkowem we wrześniu i pod Chersoniem w listopadzie 2022 r. zmniejszyły okupowany teren do 105 tys. km kw. Źle zaplanowana i przeprowadzona ukraińska kontrofensywa w 2023 r. nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, a w kolejnych miesiącach inicjatywę znów przejęli Rosjanie. Ukraińcy tracą zwykle po kilkaset kilometrów kwadratowych miesięcznie. Luty 2026 r., dzięki sukcesom w obwodzie dniepropetrowskim, może przynieść bardziej optymistyczne dane.
Na razie jednak, zamiast szybkiej wojny manewrowej obserwowanej na początkach inwazji, widać mozolne i wyjątkowo krwawe zdobywanie kolejnych kwartałów i wsi. Wiosna 2023 r. i boje o Bachmut, w których trakcie Rosjanie rzucali do ataku falami kolejne, dziesiątkowane przez obrońców grupy żołnierzy, zapoznały świat z terminem „mięsne szturmy”, w których specjalizował się zwłaszcza Jewgienij Prigożyn. Dane dotyczące liczby poległych i rannych rosyjskich żołnierzy, podawane przez Ukraińców, nie są w pełni wiarygodne, jeśli chodzi o wartości nominalne, ale – w zgodnej opinii analityków – dobrze obrazują trendy. Wynika z nich, że najwięcej ofiar Rosjanie odnotowywali w trakcie starć o Pokrowsk na przełomie 2024 i 2025 r. Ogólna tendencja jest przy tym rosnąca.
Wzrost brutalizacji wojny widać też na przykładzie liczby cywilnych ofiar śmiertelnych. Takie dane zbierają na Ukrainie agendy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Są one zdecydowanie zaniżone, ponieważ obejmują wyłącznie ofiary zweryfikowane i zarejestrowane, tymczasem dostęp do informacji na temat sytuacji w świeżo podbijanych rejonach jest mocno utrudniony. Wciąż nie udokumentowano choćby w pełni liczby ofiar oblężenia Mariupola z I połowy 2022 r., która może być nawet pięciocyfrowa – i najpewniej aż do wyzwolenia miasta nie będzie to możliwe. Dane UNHCR mówią o 8,4 tys. zabitych ukraińskich cywilów w 2022 r., 2 tys. w 2023 r., 2,1 tys. w 2024 r. i 2,5 tys. w 2025 r. Wzrost liczby ofiar wiąże się także z obserwowanym od końca 2024 r. nasileniem ataków z użyciem bezzałogowców i kierowanych bomb lotniczych.
Technologiczne przyspieszenie
Technologię dronową Rosjanie zapożyczyli od Iranu, rozwinęli ją i obecnie są w stanie wysyłać nad ukraińskie miasta nawet kilka tysięcy Szahedów i rodzimych Gierani miesięcznie. Kijów rozwija własne zdolności dronowe, choć na mniejszą skalę. Ukraińcy koncentrują się na atakach na rosyjskie rafinerie, fabryki zbrojeniowe i lotniska wojskowe w głębi Rosji.
Moskwa w dużej mierze przestawiła gospodarkę na tory wojenne. Kreml najwyraźniej nie planuje przy tym długotrwałego pokoju. Wskazują na to dane dotyczące produkcji amunicji, które zawarł w ostatnim raporcie estoński wywiad.
Według Służby Wywiadu Zagranicznego (Välisluureamet) do własnej produkcji należy dodać 5–7 mln sztuk pocisków artyleryjskich sprowadzonych z Iranu i Korei Północnej, które wykorzystano na froncie ukraińskim. Północnokoreańscy żołnierze pomogli też Rosjanom wyprzeć ukraińskie siły z rosyjskiego obwodu kurskiego.
Co czwarty Ukrainiec poza domem
Wojna rosyjsko-ukraińska ma istotny aspekt humanitarny. 5,3 mln Ukraińców znalazło schronienie w innych krajach europejskich. Prawie połowa z nich wybrała Niemcy, Polskę albo Czechy. Przy czym liczba ukraińskich uchodźców w Polsce stopniowo się zmniejsza, a w Niemczech – zwiększa. Wpływ na taki trend mają warunki ekonomiczne: za Odrą Ukraińcy mogą liczyć na znacznie większe wsparcie socjalne i lepiej płatną pracę. Jak mówią przedstawiciele diaspory, w RFN jest też mniejszy poziom antyukraińskich nastrojów odczuwalnych w życiu codziennym.
Z danych UNHCR wynika, że do 5,3 mln uchodźców przebywających w Europie należy doliczyć grono 600 tys. uchodźców przebywających w państwach pozaeuropejskich oraz grupę uchodźców wewnętrznych. Pod koniec 2024 r. ukraińskie statystyki rządowe mówiły o 4,6 mln osób, które w wyniku wojny opuściły swoje domy, ale nie zdecydowały się na emigrację. W sumie wymuszonej przeprowadzki doświadczyło ponad 10 mln ludzi, więcej niż co czwarty Ukrainiec. Miasta przyfrontowe teoretycznie podlegają obowiązkowej ewakuacji, wraz ze zbliżaniem się rosyjskiej armii. Nawet tam nie wszyscy decydują się na wyjazd.
Mimo trwającej od czterech lat wojny i najtrudniejszej zimy od jej wybuchu Ukraińcy nie zamierzają się poddawać. Sondaże wciąż mówią, że większość ankietowanych nie chce pokoju, gdyby miał się wiązać ze zgodą na najważniejsze żądanie stawiane przez Rosję w zamian za rozejm, czyli oddanie jej kontrolowanych obszarów Zagłębia Donieckiego. Ostatnie badanie kijowskiego ośrodka KMIS mówi, że dla 52 proc. badanych taki warunek jest zupełnie nie do zaakceptowania.
Wnioski
- Po czterech latach pełnowymiarowej wojny żadna ze stron nie jest w stanie przełamać frontu i zadać przeciwnikowi strat pozwalających na ogłoszenie zwycięstwa. Etap wojennych sukcesów Ukrainy o znaczeniu strategicznym skończył się wraz z wygraną w 2023 r. bitwą o Morze Czarne. Rosjanie skupiają się na podboju kolejnych miast Zagłębia Donieckiego, płacąc za nie kolosalną cenę w postaci rannych i zabitych żołnierzy. Miesięczne zmiany obszaru kontrolowanego przez każdą ze stron są liczone w promilach całości terytorium Ukrainy.
- Z upływem czasu i wraz z rozwojem technologicznym wojna pochłania coraz większą liczbę ofiar śmiertelnych z dala od frontu. Kolejne ukraińskie miasta są zagrożone coraz częstszymi atakami bezzałogowców uderzeniowych i kierowanych bomb lotniczych. Rośnie też liczba poległych i rannych żołnierzy.
- Wojna oznacza pogłębienie katastrofy demograficznej Ukrainy. Po 24 lutego 2022 r. kraj opuściło na stałe sześć milionów osób. Im dłużej trwa wojna, tym bardziej maleje odsetek tych, którzy zdecydują się na powrót. Potencjalny rozejm może zresztą wywołać kolejną falę wyjazdów powiązanych z łączeniem rodzin, jeśli mężczyźni, pozbawieni obecnie legalnej możliwości emigracji, zdecydują się na wyjazd do swoich żon i dzieci za granicą.
Linki zewnętrzne:
Raport Służby Wywiadu Zagranicznego Estonii na temat rosyjskiego zagrożenia.
Rosyjskie ultimatum dla Zachodu z 2021 r. w wersji anglojęzycznej. Moskwa nigdy nie zrezygnowała z postawionych tam żądań: