W Sejmie ruszyły prace nad przygotowaniem ustawy o prawie kosmicznym. Do tej pory nasz kraj nie miał kompleksowych regulacji prawnych, określających zasady eksploracji kosmosu i wynoszenia ładunków w przestrzeń. Do opracowania takiego prawa od 2017 r. obliguje Polska strategia kosmiczna. Ustawa jest jednym z kamieni milowych w Krajowym Planie Odbudowy.

Kosmiczna ustawa z poparciem posłów

W kosmosie przybywa też polskich obiektów. Już dziś na orbitach krąży osiem naszych satelitów badawczych, a do gry włączyło się wojsko. W listopadzie 2025 r. w kosmos poleciał pierwszy z trzech satelitów wojskowych, wysłanych w ramach programu „Piast”. Dostarczać będzie zdjęcia o rozdzielczości do 25 cm niezależnie od warunków pogodowych na Ziemi.

Rząd, przedstawiając projekt przepisów, zapewnia, że mają one pomóc skoordynować krajową działalność kosmiczną. – Chcemy, by to nie była nadregulacja. Zależy nam na tym, aby to była podstawa prawna dla działalności kosmicznej, ale przy jej tworzeniu pamiętaliśmy o tym, że rozpoczęliśmy proces deregulacji – zapewnia Michał Jaros, wiceminister rozwoju i technologii.

Ustawa ma powołać do życia m.in. Krajowy Rejestr Obiektów Kosmicznych oraz wprowadzić pozwolenia na wykonywanie działalności kosmicznej. Bez takiej zgody, którą będzie wydawać prezes Polskiej Agencji Kosmicznej, firma zapłaci nawet do 4 mln zł kary. Podczas prac w komisji posłowie zaproponowali uproszczenia rządowych przepisów. Jednym z pomysłów jest skrócenie czasu wydania pozwolenia z sześciu do dwóch miesięcy.

Nowe prawo wprowadza też obowiązek powiadomienia policji w przypadku znalezienia na swojej działce obiektu pochodzącego z kosmosu. Ustawa nie wspomina jednak, skąd w Polsce miałyby startować rakiety. Znalazła się w niej jedynie sugestia, iż „zaleca się, by loty suborbitalne podlegały oddzielnej regulacji, np. regulacji związanej również z działalnością kosmodromów”.

Luce tej bliżej postanowili się przyjrzeć posłowie KO i PSL, kierując do ministra obrony interpelację dotyczącą pomysłu budowy w Polsce kosmodromu. „Inwestycja mogłaby stać się strategiczną specjalizacją Polski i województwa pomorskiego, wzmacniając krajową pozycję w strukturach Europejskiej Agencja Kosmicznej oraz całej europejskiej, a szerzej również i NATO-wskiej, branży kosmicznej” – piszą parlamentarzyści.

Przedstawiciele polskiej branży kosmicznej nie mają wątpliwości, że najlepszą lokalizacją byłby Centralny Poligon Sił Powietrznych w Ustce. Tam testowana jest pierwsza suborbitalna rakieta Perun, opracowana przez gdyńską firmę Space Forest. W nominalnej konfiguracji rakieta osiąga prędkość Mach 5, czyli pod tym względem niewiele ustępuje rosyjskiemu Iskanderowi.

Kosmodrom dla polskich rakiet i dla wojska

Aby jednak móc ją wynieść na wysokość 150 km, dostarczyć ważący 50 kg ładunek i sprowadzić ją na ziemię, konieczny jest odpowiedni teren. W Space Forest nie mają pod tym względem wielkich wymagań.

– Kosmodrom to w praktyce niewielka infrastruktura: utwardzony plac, na którym można ustawić wyrzutnię, lekka hala montażowa o powierzchni ok. 300 mkw. z zasilaniem, w której można integrować elementy rakiety. Nie musi to być teren zamknięty – wystarczą monitoring i zabezpieczenie dla materiałów pędnych. Lecimy na wysokość 150 km, co daje nam ok. 5 min. mikrograwitacji, a lądowanie odbywa się w obszarze o średnicy ok. 20 km, co odpowiada wymaganej strefie bezpieczeństwa – wyjaśnia w rozmowie z DGP Krzysztof Osiak ze Space Forest.

Podobnego zdania są posłowie, którzy w tej sprawie zwrócili się do MON. Przekonują, iż polski kosmodrom „mógłby służyć zarówno celom wojskowym, jak i cywilnym”. Także przedstawiciele Space Forest jasno dają do zrozumienia, iż od opracowania rakiety badawczej do przeskalowania jej na potrzeby wojska droga nie jest daleka. Wiele zależy jednak od pieniędzy. – Większość sektora kosmicznego na świecie jest finansowana przez państwa, a my jesteśmy prywatną firmą i przede wszystkim musimy sami się finansować, a to nie są tanie pasje – mówi Krzysztof Osiak.©℗