Dążeniom do militarnego uniezależnienia się od Stanów Zjednoczonych dał wyraz w ubiegłym tygodniu kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Przemawiając w Bundestagu, wezwał do inwestowania w europejski potencjał obronny. – Będziemy mogli realizować własne wizje, jeżeli nauczymy się przemawiać w języku polityki siły. Jeżeli sami staniemy się europejskim mocarstwem – zadeklarował Merz.
Państwa Europy kłócą się o myśliwce
Sposobem na osiągnięcie mocarstwowości miało być kilka wspólnych europejskich projektów obronnych. Jednym z nich jest Future Combat Air System (FCAS), czyli koncepcja stworzenia myśliwca szóstej generacji, współpracującego z rojem dronów. Zastąpić ma on dziś użytkowane Eurofightery i Rafale. Za jego opracowanie zabrały się w 2017 r. francuski Dassault, Airbus Defence and Space (Niemcy) i hiszpańska Indra. Prace nad wartym 100 mld euro projektem utknęły w miejscu, bowiem firmy z Niemiec i Francji nie są w stanie się dogadać, kto przejmie większość udziałów w przedsięwzięciu. Francuzi, pewni swojej przewagi technologicznej, chcą 80 proc. udziałów, a Niemcy równego podziału. Skłócone strony nie wykluczają, że samodzielnie zabiorą się do opracowania własnych myśliwców. Jak przyznał kilka dni temu kanclerz Merz, decyzje powinny zapaść „w ciągu najbliższych kilku tygodni”.
Iskrzy także między Rzymem a Londynem. W 2021 r. stolice te nawiązały współpracę z Japonią, by opracować własny myśliwiec stealth szóstej generacji w ramach Global Combat Air Programme (GCAP). Przez lata prace przebiegały gładko, a nowe maszyny miały wejść do służby w 2035 r. W styczniu 2026 r. włoski minister obrony, Guido Crosetto, oskarżył jednak partnerów z Londynu, że ci niezbyt chętnie dzielą się swoimi technologiami.
– W takiej chwili niedzielenie się technologią z sojusznikami to szaleństwo – powiedział Crosetto. We Włoszech narasta też finansowe niezadowolenie. Szacowany wkład własny w opracowanie nowej maszyny wzrósł bowiem z planowanych w 2021 r. 6 mld euro do 18,6 mld euro.
Czołg przyszłości z potężnym poślizgiem
Problemy Europa ma też na lądzie. Już w 2014 r. Niemcy i Francuzi zaczęli prace nad czołgiem przyszłości, który miałby zastąpić niemieckie Leopardy 2 i francuskie Leclerc. Powstałe konsorcjum firm KNDS przygotowało demonstrator maszyny, ale dziś prace utknęły w martwym punkcie. Berlin już zapowiedział opracowanie własnej maszyny, która ma stanowić rozwiązanie przejściowe od Leoparda 2 do czołgu przyszłości. W tym samym czasie Amerykanie przedstawili następcę wysłużonych Abramsów, czyli maszynę M1E3. Armia zacznie testować ją już w 2026 r. Za oceanem testy kończy też myśliwiec szóstej generacji, następca F-35, czyli F-47. Do służby ma wejść w najbliższych latach. Czy zatem podzielona Europa na stałe pozostanie w tyle za Stanami Zjednoczonymi? W ocenie Jerzego Marka Nowakowskiego, szefa Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego, dla naszego kontynentu jest jeszcze szansa.
– Ja najbardziej liczę na Donalda Trumpa. Jak jeszcze dostaniemy ze dwa razy fangę w nos od naszych sojuszników, to będziemy zdecydowanie bardziej nastawieni na przyspieszenie prac i współpracę – mówi DGP dyplomata. ©℗A7