Według oficjalnych danych od 1 sierpnia granicę polsko-białoruską próbowało nielegalnie przekroczyć 2100 osób, z czego 64 proc. nie zostało przepuszczonych przez SG, a resztę zatrzymano i skierowano do specjalnych ośrodków.

Tymczasem UE zaczyna się zastanawiać, jak reagować na spodziewany wzrost liczby uchodźców z opanowanego przez talibów Afganistanu.

O otwarciu granic nie ma mowy, za to prezydent Francji Emmanuel Macron mówi, że wprawdzie Europa powinna chronić tych Afgańczyków, których życie jest zagrożone ze strony talibów, ale musi się też przygotować na powstrzymanie „niekontrolowanego napływu” cudzoziemców. We wtorek ministrowie spraw zagranicznych UE dyskutowali na ten temat podczas zwołanej w trybie pilnym wideokonferencji.
Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell powiedział po niej, że Bruksela zaangażuje się w dialog z talibami, by uniknąć „katastrofy humanitarnej i potencjalnej migracyjnej”, co jednak nie oznacza formalnego uznania odrodzonego po dwóch dekadach Islamskiego Emiratu Afganistanu. – Musimy pozostawać kontakcie z władzami w Kabulu, jakiekolwiek by one były. Talibowie wygrali wojnę, więc musimy do nich mówić, choćby po to, by spróbować ochronić kobiety i dziewczęta – powiedział Borrell. Wkroczenie dżihadystów do Kabulu 15 sierpnia określił mianem „geopolitycznie najważniejszego wydarzenia od czasu inwazji Rosji na Krym w 2014 r.”.
Hiszpan dodał, że priorytetem pozostaje wyciągnięcie z Afganistanu 400 osób, które współpracowały z unijnymi instytucjami. Najpierw mogłyby one trafić do Hiszpanii, która zaoferowała swoje usługi jako kraj tranzytowy. Tam miałyby czekać na wizy innych państw UE. Francja zaoferowała pomoc w ochronie lotniska w Kabulu, zaś Włosi mieliby pomóc w utworzeniu mostu powietrznego. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zastrzegła, że podstawowym wariantem dla chcących emigrować Afgańczyków powinno być schronienie w krajach ościennych, a dopiero gdyby okazało się to niemożliwe, można będzie rozmawiać o tym, które państwa UE ilu uchodźców powinny przyjąć.
W latach 2015–2016 główny szlak migracyjny dla przybyszów z Bliskiego Wschodu przebiegał przez Turcję i państwa bałkańskie. – Na pewno nasz kraj nie stanie się bramą dla nowej fali uchodźców – zapewniał minister migracji i azylu Grecji Notis Mitarakis na antenie kanału Open TV, dodając jednak, że sytuacja jest dynamiczna i wiele będzie zależeć od postawy Turcji. – Nie chcemy znów widzieć scen z 2015 r. – dodał. Od początku roku, według danych ONZ, domy opuściło 400 tys. Afgańczyków. Jak mówiła Caroline Van Buren, która odpowiada za Afganistan w Biurze Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców, każdego tygodnia emigruje 20–30 tys. ludzi.
Ze względu na postawę białoruskich władz rośnie prawdopodobieństwo, że część z nich wybierze drogę lądową i spróbuje przekroczyć granicę z Litwą, Łotwą lub Polską. Wilno ograniczyło rozmiary zjawiska, odkąd na początku sierpnia przyznało pogranicznikom prawo do siłowego zawracania migrantów z powrotem na Białoruś, co wywołało krytykę obrońców praw człowieka. Po podobne środki sięgnęła Warszawa. Resort spraw wewnętrznych podał wczoraj, że od 1 sierpnia granicę polsko-białoruską próbowało nielegalnie przekroczyć 2100 osób. Z tej liczby 1342 osoby (w tym 138 ostatniej doby) nie zostały przepuszczone przez służbę graniczną, a 758 osób (w tym osiem ostatniej doby), którym się to udało, zatrzymano i przewieziono do ośrodków dla cudzoziemców. Nie podano, ile z nich stanowili Afgańczycy.
„Osoby, które trafiają do zamkniętych ośrodków, są weryfikowane przez polskie służby pod kątem bezpieczeństwa. W tym czasie jest prowadzone postępowanie w sprawie udzielenia pomocy międzynarodowej bądź deportacji do kraju pochodzenia. Rząd Prawa i Sprawiedliwości od początku sprzeciwia się nielegalnej i niekontrolowanej migracji. Nie ma zgody Polski na wjazd do naszego kraju osób, które mogą stanowić zagrożenie dla naszych obywateli” – czytamy w niepodpisanym imieniem i nazwiskiem oświadczeniu MSWiA. „Granica jest uszczelniona. Straż Graniczną wspiera od tygodnia 1000 żołnierzy Wojska Polskiego” – napisał na Twitterze wiceszef resortu Maciej Wąsik.
Do tymczasowego przyjęcia uchodźców z Afganistanu, odpowiadając na apel Stanów Zjednoczonych, przygotowują się za to niektóre państwa Bałkanów Zachodnich. Albania ma zaoferować miejsce dla 250 osób, Macedonia Północna – dla 390, zaś Kosowo na razie nie określiło liczby, choć lokalne media piszą nawet o 10 tys. Do Albanii ma trafić grupa osób, które współpracowały z siłami koalicji. Burmistrz Tirany Erion Veliaj powiedział, że zostaną one ulokowane w akademikach w stolicy oraz hotelach w Durrës. Szef MSW Kosowa Xhelal Sveçla dodał, że jego kraj ma moralny obowiązek przyjęcia uchodźców, biorąc pod uwagę, że podczas wojen w latach 90. to Kosowianie szukali schronienia za granicą.