O szczegółach swojej propozycji politycy KO mówili w piątek w Sejmie. – Widzimy, jak wiele szkód wyrządza dzieciom nieograniczony dostęp do mediów społecznościowych i telefonów komórkowych. Państwu brakuje narzędzi i realnej sprawczości w tym obszarze, dlatego nie możemy pozostać obojętni – mówiła minister edukacji Barbara Nowacka.
– W tej ustawie nie chodzi wyłącznie o zakazy, ale o odpowiedzialność – zarówno dorosłych, jak i przede wszystkim wielkich platform cyfrowych – wtórowała jej Monika Rosa, szefowa komisji ds. dzieci i młodzieży.
Politycy KO wzorowali się na rozwiązaniu wdrożonym w Australii. Zgodnie z ich propozycją zakaz korzystania z mediów społecznościowych obejmowałby dzieci do 15. roku życia. Wiek użytkowników byłby weryfikowany za pomocą Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej.
Projekt przewiduje ogólnokrajowy zakaz używania telefonów na lekcjach w podstawówkach. Dziś szkoły mogą wprowadzać takie ograniczenia w statutach. W Sejmie jest rządowy projekt dotyczący praw i obowiązków ucznia. Minister Nowacka przypomniała, że są w nim zapisy, które "pozwolą szkołom na rozszerzenie dzisiejszego ograniczenia na zakaz".
– Ale nauczycielom brakuje twardych narzędzi i dlatego zdecydowaliśmy się nie tylko na te zapisy, które już są w ustawie, ale także na rozszerzenie ich o zakaz używania na lekcjach – dodała.
Potrzebna współpraca serwisów społecznościowych
Urszula Woźniak, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, przyznaje, że korzystanie ze smartfonów w szkołach wymaga wyraźnych regulacji. Zwraca uwagę, że rośnie liczba incydentów, w których dzieci nagrywają lekcje lub transmitują je online, a w sieci padają ofiarami przemocy rówieśniczej. – Smartfon podczas lekcji powinien pozostawać wyłączony. Dekoncentruje uczniów i absolutnie nie służy nauce – ocenia.
Jak politycy postrzegają tę kwestię? Anna Maria Żukowska z Lewicy uważa, że podnoszenie granicy wieku korzystania z platform społecznościowych będzie sensowne, gdy serwisy zaczną realnie przestrzegać własnych regulaminów i zostaną wprowadzone skuteczne mechanizmy weryfikacji m.in. wieku użytkowników. Większość serwisów dopuszcza korzystanie po ukończeniu 13 lat.
Żukowska zwraca uwagę na obawy nauczycieli związane z odpowiedzialnością za sprzęt. – Same zakazy tworzą złudzenie rozwiązania problemu. Niezbędna jest kompleksowa i rzetelna edukacja najmłodszych w szkołach dotycząca bezpieczeństwa poruszania się po sieci i rozpoznawania fake newsów czy innych zagrożeń – dodaje.
Paweł Śliz z Polski 2050 popiera wprowadzenie ograniczeń dla najmłodszych w mediach społecznościowych i zakaz używania smartfonów w szkołach. Zwraca uwagę, że projekt jego ugrupowania "Szkoła wolna od smartfonów" od pół roku tkwi w zamrażarce sejmowej.
- Cieszymy się, że minister Barbara Nowacka zmieniła swoje stanowisko i dostrzegła wagę problemu - komentuje.
Grzegorz Płaczek z Konfederacji uważa, że kluczowe będą zapisy projektu. – Moim zdaniem decyzje w takich sprawach powinny należeć do szkół i rodziców – wskazuje. – Jesteśmy jednak otwarci na debatę. Gdy poznamy szczegóły proponowanych regulacji, będziemy mogli się do nich odnieść – zaznacza.
W podobnym tonie sprawę komentuje Anna Gembicka z PiS. Zgadza się, że potrzebne są nowe regulacje dotyczące mediów społecznościowych i telefonów w szkołach, ale muszą być one skuteczne. – Nie chodzi o to, żeby uchwalić ustawę i "odhaczyć" temat. Zagrożenia związane z deepfake'ami, hejtem czy przemocą psychiczną wobec dzieci są bardzo poważne i niepokojące. Trzeba im realnie przeciwdziałać – komentuje.
Inicjatorzy ustawy przewidują zakaz mediów społecznościowych dla dzieci od przyszłego roku, a ograniczenie używania telefonów w szkołach od września.
Jak kontrolować decyzje urzędu?
Nadzór nad przestrzeganiem przepisów sprawowałby koordynator usług cyfrowych, którym ma być prezes Urzędu Komunikacji Elektroniczej. Mógłby on nakładać kary finansowe sięgające nawet 6 proc. rocznego obrotu firm. Monika Rosa poinformowała, że w projekcie użyte będą definicje platform cyfrowych właśnie z DSA. Zgodnie z tym aktem platforma internetowa oznacza usługę hostingu, która na żądanie odbiorcy usługi przechowuje i rozpowszechnia publicznie informacje, chyba że takie działanie jest nieznaczną lub wyłącznie poboczną cechą innej usługi.
Obecnie są trzy projekty nowelizacji ustawy o świadczeniu drogą elektroniczną, które mają na celu implementację do Polski DSA. Jeden projekt, który wrócił do Sejmu po wecie prezydenta, oraz dwa nowe przygotowane przez ministerstwo cyfryzacji. Jeden z nich ustanawia prezesa UKE koordynatorem usług cyfrowych, a drugi dotyczy blokowania nielegalnych treści. I właśnie do tego projektu uwagi zgłosił prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Część z nich dotyczy ochrony dzieci.
Według projektu prezes UKE i przewodniczący KRRiT mogliby usuwać nielegalne treści z internetu. Od decyzji będzie przysługiwał sprzeciw do sądu powszechnego. Nie będzie możliwości zastosowania rygoru natychmiastowej wykonalności w przypadku blokowania nielegalnych treści.
W ocenie prezesa UODO takie rozwiązanie może znacznie wydłużać procedury dotyczące usuwania skutków naruszenia prawa. „W wielu sytuacjach może to prowadzić do nieodwracalnych konsekwencji dla ofiary przestępstwa (w tym nawet do poważnych kryzysów psychicznych i suicydalnych osób, których dane są ujawniane przez przestępców, np. dokonywanych przez dzieci, których wyłudzone lub spreparowane technologią deepfake’ nagie zdjęcia zostaną rozpowszechnione przez Internet i media społecznościowe)”.
Prezes UODO uważa, że należy rozważyć, czy w ramach proponowanego trybu usuwania treści z Internetu, w wybranych wyjątkowych kategoriach spraw decyzje prezesa UKE lub przewodniczącego KRRiT nie powinny uzyskiwać jednak rygoru natychmiastowej wykonalności i podlegać wówczas następczej, a nie uprzedniej, kontroli sądowej.