- Kiedy zapadnie wyrok w sprawie Sebastiana M.? Finał procesu w Piotrkowie
- Oświadczenie rodziny zmarłych
- Kontrowersyjna linia obrony: śmierć w pożarze, a nie w wyniku wypadku?
- „Nie wygramy z pieniędzmi i koneksjami”
- Obrona Sebastiana M. odpowiada: „wersja śledczych jest po prostu błędna”
Kiedy zapadnie wyrok w sprawie Sebastiana M.? Finał procesu w Piotrkowie
W piątek, 20 lutego 2026 roku, odbyła się przedostatnia z planowanych rozpraw w Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim w sprawie Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1. Do tragicznego zdarzenia, w którym zginęła trzyosobowa rodzina z województwa śląskiego, w tym kilkuletnie dziecko, doszło 16 września 2023 roku.
Jak ustalili śledczy, kierujący BMW Sebastian M. miał poruszać się po autostradzie A1 z prędkością sięgającą nawet 315 km/h. Brawurową jazdę oskarżonego zdają się potwierdzać nagrania utrwalone na kamerach innych uczestników ruchu drogowego. Zgodnie z aktem oskarżenia przygotowanym przez katowicką prokuraturę, w pewnym momencie Sebastian M. stracił panowanie nad autem, zjechał na inny pas ruchu i uderzył w jadący nim samochód marki Kia, który w krótkim czasie stanął w płomieniach.
Oświadczenie rodziny zmarłych
Proces w sprawie tragicznego wypadku na A1 od początku budzi kontrowersje – głównie za sprawą oskarżonego, który w żadnym stopniu nie poczuwa się do winy. Teraz głos zabrali członkowie pokrzywdzonych rodzin. Na piątkowej rozprawie w ich imieniu przemówiła Małgorzata Duda, mama Martyny, która zginęła w wypadku wraz z mężem Patrykiem i ich synem – 5-letnim Oliwierem.
„Zdecydowaliśmy się zabrać głos, widząc zachowanie pana oskarżonego i jego rodziny (…) Odeszli bez pożegnania, co na pewno było wbrew ich woli. O ich odejściu zdecydował pan Sebastian M., który tamtego wieczoru swoją brawurą oraz bezmyślnością narażał na niebezpieczeństwo wszystkich obecnych na drodze, jadących kierunku Katowic. Finalnie doprowadził do śmierci mojego dziecka, zięcia i ukochanego jedynego wnuczka” – powiedziała Małgorzata Duda, mama zmarłej w wypadku kobiety.
Kontrowersyjna linia obrony: śmierć w pożarze, a nie w wyniku wypadku?
Kobieta odniosła się również do postępowania oskarżonego. Odpowiedziała również na słowa obrończyni Sebastiana M., która na poprzedniej rozprawie powiedziała, że rodzina nie zmarła w wyniku wypadku samochodowego, a w pożarze.
„Cierpimy, panie Sebastianie, nie tylko przez pana ciągłe zmiany stanowiska, pana ucieczkę do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie zafundował pan sobie półtoraroczne luksusowe wakacje pod pretekstem rzekomego wyjazdu w celach biznesowych, czy przez stwierdzenie, że nasze dzieci zginęły w pożarze, a nie w wyniku wypadku samochodowego. Cierpimy przede wszystkim dlatego, że pan albo nie rozumie, co się stało, albo co gorsza rozumie doskonale, ale nie potrafi jako dorosły mężczyzna wziąć na swoje barki jakiejkolwiek odpowiedzialności”.
„Nie wygramy z pieniędzmi i koneksjami”
Małgorzata Duda przyznała w oświadczeniu, że kilkanaście minut przed wypadkiem rozmawiała przez telefon z córką. Wtedy jeszcze nie przypuszczała, że będzie to ich ostatnia rozmowa. „(…) Odebrał nam pan to, co mieliśmy najcenniejsze w życiu. Nie tylko pan, panie Sebastianie oraz pańska rodzina jesteście ofiarami oszczerstw i niewybrednych słów. Chcąc wyłącznie sprawiedliwości, my również słyszymy, że nie wygramy z pieniędzmi i koneksjami rodziny. Wierzymy w sprawiedliwość, a istotą sprawy nie jest to, czy stracił pan panowanie nad autem, czy zabrakło refleksu, czy zawiodła maszyna, czy pan tego chciał, czy też nie. Wiemy tylko, że jechał pan znacząco za szybko, o czym świadczy zgromadzony w tej sprawie materiał dowodowy” – podsumowała.
Obrona Sebastiana M. odpowiada: „wersja śledczych jest po prostu błędna”
Obrona Sebastiana M., oskarżonego w sprawie tragicznego wypadku na autostradzie A1, odniosła się do oświadczenia rodzin zmarłych. W rozmowie z serwisem o2.pl głos zabrała mec. Katarzyna Hebda, reprezentująca oskarżonego.
„Nikt nie kwestionuje bólu rodzin. To wielka tragedia. Rodziny cierpią i przeżywają żałobę już niemal trzy lata. Często na tej sali padają słowa nienawiści w kierunku oskarżonego. One padają też po zakończeniu rozpraw. Nie dziwi się temu oskarżony, ani obrona. Rodziny mają do tych odczuć prawo. Jednak zrozumiałym jest, że ofiarom, rodzicom ciężko jest przyjąć, że wersja wypadku określona przez śledczych jest po prostu błędna”.
Źródło
- www.lodz.tvp.pl
- www.o2.pl