Zgodnie z ustaleniami „GW”, premier zakwestionował projekt w trakcie wtorkowych obrad rządu i nie dopuścił do dalszego procedowania dokumentu. Według informatora dziennika Donald Tusk uznał, że obecna wersja ustawy „jest nie do zaakceptowania” i – jak relacjonuje gazeta – „postawił sprawę na ostrzu noża”. W praktyce oznaczało to jednoznaczne polecenie: projekt ma zostać wycofany z porządku prac rządu i odesłany do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Decyzja premiera była zaskoczeniem, ponieważ reforma PIP była jednym z kluczowych projektów przygotowywanych przez resort pracy i wcześniej nie sygnalizowano tak zdecydowanego sprzeciwu ze strony szefa rządu. Tym bardziej że dokument przeszedł już etap Stałego Komitetu Rady Ministrów, który zwykle pełni rolę filtra przed ostatecznym przyjęciem projektów przez rząd.

O co chodzi w ustawie o reformie PIP

Projekt ustawy zakładał istotne wzmocnienie kompetencji inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy. Głównym celem reformy była skuteczniejsza walka z fikcyjnym samozatrudnieniem oraz nadużywaniem umów cywilnoprawnych, w szczególności umów zlecenia i kontraktów B2B, w sytuacjach, gdy faktycznie spełniane są przesłanki stosunku pracy.

Kluczowym i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnym elementem projektu było przyznanie inspektorom PIP prawa do wydawania decyzji administracyjnych o przekształceniu umów B2B lub umów zlecenia w umowy o pracę. W praktyce oznaczałoby to, że po kontroli inspektor mógłby samodzielnie stwierdzić, iż dana osoba powinna być zatrudniona na etacie, a nie na podstawie kontraktu cywilnoprawnego.

To właśnie ten zapis stał się osią sporu wewnątrz rządu i bezpośrednią przyczyną decyzji Donalda Tuska o cofnięciu projektu.

Spór o decyzje administracyjne i rolę sądów

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, premier nie zgadza się na przekazanie tak daleko idących uprawnień inspektorom pracy. Donald Tusk opowiedział się za utrzymaniem dotychczasowej zasady, zgodnie z którą ostateczne rozstrzygnięcia w sprawach dotyczących charakteru zatrudnienia należą do sądów pracy, a nie do organów kontrolnych.

W ocenie szefa rządu to właśnie sądy, a nie administracja, powinny decydować o tym, czy dana relacja między pracodawcą a pracownikiem spełnia kryteria stosunku pracy. Z tego powodu premier nakazał wycofanie projektu i jego gruntowną korektę.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk ma poprawić projekt

Zadanie przygotowania nowej wersji ustawy otrzymała ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. To jej resort odpowiadał za pierwotny kształt reformy PIP i to tam ma trafić projekt po decyzji premiera. Zgodnie z relacją „GW”, dokument ma zostać „radykalnie poprawiony”, tak aby uwzględniał zastrzeżenia Donalda Tuska dotyczące zakresu kompetencji inspektorów.

Na razie nie wiadomo, jakie konkretnie zmiany zostaną wprowadzone i czy nowa wersja ustawy nadal będzie przewidywała jakiekolwiek nowe narzędzia dla Państwowej Inspekcji Pracy w walce z fikcyjnym samozatrudnieniem. Pewne jest natomiast, że w obecnym kształcie projekt nie wróci pod obrady rządu.

Stały Komitet Rady Ministrów i nagły zwrot w sprawie PIP

Fakt, że projekt został zatrzymany już po zatwierdzeniu przez Stały Komitet Rady Ministrów, pokazuje skalę wątpliwości. Stały Komitet analizuje projekty ustaw pod kątem prawnym i merytorycznym, a jego zgoda zwykle otwiera drogę do szybkiego przyjęcia dokumentu przez Radę Ministrów.

Tym razem jednak ostateczna decyzja Donalda Tuska była jednoznaczna. Projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy wraca do punktu wyjścia, a spór o granice uprawnień inspektorów oraz rolę sądów pracy pozostaje nierozstrzygnięty.