Kandydatka Koalicji Obywatelskiej na prezydenta zorganizowała we wtorek konferencję nieopodal warszawskiej Hali Mirowskiej. Poinformowała, że właśnie odwiedziła pobliski bazarek, "szczególnie stoiska z jarzynami i warzywami".

"Kupiłam kilogram ziemniaków, trzy jabłka, włoszczyznę, z ekstrawagancji kupiłam sobie pęczek kolendry, zapłaciłem aż 17 złotych" - poinformowała Kidawa-Błońska, która podczas konferencji prasowej miała w ręku siatkę z zakupami. "I sprzedawcy, i kupujący mówią, że ceny są wysokie" - dodała.

Zwróciła uwagę, że na tym bazarku zakupy robią emeryci i dla nich każdy grosz ma znaczenie. "Polacy tego dłużej nie wytrzymają" - stwierdziła.

Reklama

Kidawa-Błońska stwierdziła, że prezydent Andrzej Duda nie zaprosił np. Rady Polityki Pieniężnej i nie spytał, co zrobić, by ceny tak drastycznie nie rosły.

"Panie prezydencie, Polacy nie chcą odpowiadać za błędy PiS, chcą wiedzieć, że ceny są stabilne" - podkreślała. "Panie prezydencie, proszę zareagować, ceny nie mogą rosnąć, bo rosną jak oszalałe" - apelowała Kidawa-Błońska.

Prezydent Andrzej Duda w ostatnim czasie odnosił się na spotkaniach w kraju do wzrostu cen. Dwa tygodnie temu w Turku (woj. wielkopolskie) przyznał, że zdaje sobie sprawę ze wzrostu cen w kraju. "Też płacę rachunki w domu w Krakowie, za mieszkanie, w którym mieszka nasza córka" - dodał.

"Rosną ceny. No proszę państwa rosną. Ale chcę państwa uspokoić - wiele z nich rośnie tylko przejściowo. Chociażby przez takie wydarzenia, które są zupełnie od nas niezależne, jak choćby kryzys na Bliskim Wschodzie, który spowodował wzrost cen ropy naftowej. Pociągnął za sobą wzrost cen paliw (...) Ale te ceny już zaczynają spadać, bo ten kryzys miał charakter przejściowy" - powiedział wówczas Duda.

Z kolei w ubiegłym tygodniu w Kozienicach (woj. mazowieckie) prezydent mówił o cenach przywołując akcję dziennikarzy, którzy zrobili zakupy w sklepie jednej z sieci handlowych, w którym on zrobił zakupy podczas kampanii w 2015 r.

"Oczywiście niektóre produkty zdrożały bardziej - oni tam podawali, że w tej sieci o 25 proc. zdrożał chleb i o 25 proc. zdrożał cukier. Ale z kolei w ogromnym stopniu potaniał olej, inne produkty wzrosły niewiele, w związku z czym summa summarum, kiedy średnio podsumowali tamten koszyk, a były tam produkty podstawowe - masło, mleko, chleb, sok w kartonie, był olej, makaron, to co kupujemy po prostu na co dzień - okazało się, że koszyk jest o niecałe 10 proc. droższy" - mówił wówczas prezydent.

Dodał, że "ceny poszły w górę, przyczyny tego są bardzo różne, ale wynagrodzenia powędrowały w górę znacznie więcej, są dodatkowe świadczenia, których wtedy nie było". (PAP)