Aż pięć godzin trwało burzliwe posiedzenie sejmowej komisji infrastruktury, na którym posłowie PiS żądali wyjaśnień w dwóch kwestiach kolejowych. Po pierwsze dopytywali się o zakup przez PKP Intercity 50 używanych wagonów od Deutsche Bahn. Poseł tej partii Mariusz Krystian od pewnego czasu sugeruje, że wagony te mogą zawierać szkodliwy azbest. – Dlaczego nie opublikowaliście wyników szczegółowych badań tych wagonów ? Czy pasażerowie nie zasługują na coś więcej niż na niemiecki złom ? – pytał się szefa PKP Intercity Janusza Malinowskiego i wiceministra infrastruktury Piotra Malepszaka. Ten ostatni tłumaczył, ze zakupy używanych wagonów wynikają m.in. z tego, że w czasie rządów PiS nie udało się zakupić obiecanego taboru. Chodzi zwłaszcza o przetarg na 38 siedmiowagonowych pociągów piętrowych typu „push-pull”. Poprzedniej ekipie nie wypaliły dwa postępowania w tej sprawie. Za każdym razem zgłaszał się tylko jeden oferent – konsorcjum Pesa – Newag, które proponowało cenę znacznie przekraczającą kosztorys zamawiającego.
PKP Intercity bije rekordy przewiezionych pasażerów
Wiceminister Malepszak przyznawał zaś, że w ostatnim czasie bite są kolejne rekordy przewozów. W zeszłym roku spółka PKP Intercity przewiozła 89 mln pasażerów- o 31 proc. więcej niż w 2023 r. Tymczasem poprzednie władze przewoźnika zakładały, że podobny wynik uda się osiągnąć dopiero w 2030 r.
Prezes PKP Intercity Janusz Malinowski tłumaczył, że choć zakupione od Deutsche Bahn wagony zostały wyprodukowane w latach 1975 – 2003, to są często lepsze niż wagony polskie – nawet po kosztownej modernizacji. Mają wygodne siedzenie, są dobrze wyciszone. Według Malinowskiego zostały zakupione po bardzo okazyjnej cenie. Za 50 wagonów zapłacono 93 mln zł. To ok. 13 proc. kwoty, który trzeba by wydać na nowe pojazdy. Janusz Malinowski zarzekał się, że kupione wagony zostały dokładnie sprawdzone i nie zawierają żadnego azbestu. Dodał, że rzucanie tego typu zarzutów jest działaniem na szkodę PKP Intercity.
Obecnie wagony kupione w Niemczech przechodzą niezbędne przeglądy. Zyskują też malowanie PKP Intercity. Pierwsze z nich mają się pojawić na torach w marcu.
Wagony niemieckie ratują przewozy
Janusz Malinowski przyznał, że wagony z Niemiec mają ratować sytuację taborową przy ciągle zwiększającym się popycie na przewozy. Zaznaczył, że nie dałoby kupić szybko pojazdów w polskich fabrykach, bo wszyscy producenci – Pesa, Newag, czy FPS Cegielski są mocno zajęci realizacją bieżących kontraktów – w tym także dla PKP Interciity.
Jednocześnie posłowie PiS twierdzili, że zakupy wagonów w Niemczech być może nie byłyby potrzebne, gdyby spółka PKP Intercity pilnowała terminowej realizacji kontraktu na dostawę 300 nowych wagonów przez zakłady Cegielskiego. Niedawno okazało się, że produkcja pierwszych pojazdów ma blisko roczne opóźnienie. Prezes Malinowski odpowiedział, że wszystkie realizowane w ostatnich latach kontrakty w poznańskiej fabryce Cegielskiego miały opóźnienie. Zaznaczył jednak, że PKP Intercity chce pomóc temu największemu producentowi wagonów w Polsce. Jednocześnie okazało się, że FPS Cegielski nie dotrzyma harmonogramu, według którego firma obiecywała przyśpieszenie dostaw. Teraz podpisano zaś aneks, w którym powrócono do harmonogramu zapisanego w specyfikacji przetargowej.
W czasie obrad komisji bardzo dużo czasu poświęcono też wielkim kłopotom na kolei w czasie zimy. Przewoźnik przyznał, że w styczniu spółka miała najgorsze od lat statystyki punktualności. Tylko 54 proc. pociągów dojechało do stacji docelowej bez wyraźnych opóźnień. Chodzi o składy, których opóźnienie nie było większe niż 6 minut.
Rekordowa liczna zdarzeń na torach
Według władza spółki przyczyną tego stanu były niespotykane od lat warunki pogodowe. Z jednej strony chodzi o rekordowe śnieżyce, które pojawiały się w niektórych regionach oraz nagłe spadki temperatur, które doprowadzały do oblodzenia sieci trakcyjnej. Dodatkowo w styczniu tego roku miało dojść do znaczniej większej liczby tzw. zdarzeń na torach w porównaniu do stycznia ubiegłego roku. Chodzi o potrącenia ludzi na torach (wzrost z 16 do 27), kolizje ze zwierzyną (wzrost ze 180 do 270) wypadki na przejazdach (wzrost z 8 do 11) czy duże zdarzenia np. wykolejenia czy awarie sieci. Czasem powoduje to blokadę tras na wiele godzin. Łączne opóźnienia pociągów PKP Intercity liczone za każdym razem wynoszą nawet 100 – 150 godzin.
Janusz Malinowski zaznaczył, że tylko niewiele ponad jednej trzeciej opóźnień powstało z winy przewoźnika. Powodem tu były np. usterki taboru czy dłuższa obsługa składu w czasie zmiany kierunku jazdy. Jednocześnie po przedstawieniu statystyk przez przewoźnika okazało się, że spośród tzw. elektrycznych pociągów zespolonych najmniej awaryjne są składy ED74 z bydgoskiej Pesy, tzw. Edyty (wyprodukowane kilkanaście lat temu i zmodernizowane kilka lat temu). Nieco gorzej wypadają składy Pendolino z Alstomu a potem Darty z Pesy. Najbardziej awaryjne są zaś Flirty wyprodukowane przez Stadlera.
Trzeba lepiej przygotować się do zimy
Wiceminister Malepszak przyznał, że kolej- zarówno spółka PKP Polskie Linie Kolejowe jak i PKP Intercity mogła być lepiej przygotowana do zimy. Zaznaczył, że trzeba będzie wyciągnąć z tego wnioski i lepiej przygotować się do kolejnej zimy.
Prezes PKP PLK Piotr Wyborski przyznał, że nie zawsze radzono sobie np. odśnieżaniem peronów. Spółka w dużej mierze zleca to zadanie prywatnym firmom. Po nie wywiązaniu się należycie z tego obowiązku na część podwykonawców nałożono kary. Z częścią z nich rozwiązano zaś umowy.
Posłowie wskazywali, że niejednokrotnie w czasie opóźnień mocno kulała też informacja dla pasażerów.