Obecnie mocnych argumentów przeciw obniżce w marcu nie ma, w związku z czym jej prawdopodobieństwo jest wyższe niż jeszcze trzy tygodnie temu, po posiedzeniu styczniowym Rady Polityki Pieniężnej. Natomiast o całkowitej pewności absolutnie nie możemy mówić. Ciągle nie znamy styczniowego odczytu inflacji. Jako rada spodziewamy się, że będzie on bardzo dobry, ale go nie znamy. Ponadto od dłuższego czasu podkreślamy, że decydujemy z posiedzenia na posiedzenie. Jesteśmy otwarci na napływające dane i informacje; na ich podstawie podejmujemy decyzje. W marcu otrzymamy projekcję Narodowego Banku Polskiego, która będzie miała swoją wagę informacyjną. Jako rada jesteśmy raczej spokojni o odczyty inflacyjne.
Nie mogę i nie chcę się wypowiadać za całą radę. Wydaje się jednak, że ważne będą informacje z Głównego Urzędu Statystycznego o korekcie koszyka inflacyjnego. Tutaj jest trochę niepewności, jeśli chodzi o wiedzę RPP i przewidywania dotyczące tego, jakie będą odczyty po korekcie koszyka. Czekamy też na potwierdzenie bądź nie pewnych wielkości i tendencji związanych z dynamiką płac. Ostatnie informacje o płacach nieco zmieniły optykę patrzenia na tę kategorię. Wcześniej rada dostrzegała wyraźne słabnięcie presji inflacyjnej ze strony płac. W IV kw. 2025 r. dynamika płac w przedsiębiorstwach zbliżyła się do 8 proc. Wcześniej mówiliśmy o wyraźnie niższych poziomach. Po drugie: mieliśmy bardzo dobry wzrost gospodarczy w ubiegłym roku – 3,6 proc. – a zwłaszcza w IV kw. Czekamy na informacje o aktywności gospodarczej na początku roku, a konkretnie, jak silnego impulsu inflacyjnego możemy się spodziewać właśnie z tytułu wzrostu gospodarczego. To, o czym mówię, wymaga konfrontacji z marcową projekcją; istotne są m.in. ceny energii. Myślę, że generalnie przy podejmowaniu decyzji w marcu nie możemy w żadnym razie zapomnieć o ostrożności.
Dzisiaj na pewno potrzebuję więcej informacji na potwierdzenie mojej oceny w kontekście decyzji o zmianie poziomu restrykcyjności polityki pieniężnej już w marcu. Presja płacowa według mnie stanowi istotny element ryzyka, choć jeszcze na posiedzeniu styczniowym, a nawet grudniowym, parametr ten nie był traktowany jako zagrożenie. Być może projekcja marcowa nie potwierdzi presji płacowej jako istotnego źródła napięć inflacyjnych i to będzie ważny czynnik przy podejmowaniu decyzji, choć nie główny.
Wchodzimy na wyższy poziom spekulacji. Nie widzę przesłanek, by rada miała działać w trybie większych kroków niż dotychczasowe, standardowe obniżki o 0,25 pkt proc. Nie ma żadnego uzasadnienia do głębszych cięć jednorazowo. Ogólna sytuacja decyzyjna, przed jaką stoi rada, wydaje się łatwa. Pierwszym celem z naszego mandatu jest stabilny poziom cen i mamy inflację w celu (w grudniu 2025 r. 2,4 proc.; cel to 12-miesięczna zmiana cen na poziomie 2,5 proc. z tolerancją o 1 pkt proc. w górę i w dół – red.). Na podstawie dostępnych prognoz możemy nawet nieśmiało mówić o trwałości pozostawania w celu inflacyjnym. Jestem przekonany, że odczyt za styczeń to potwierdzi. Polityka pieniężna jest dziś w dobrym punkcie. Poziom jej restrykcyjności skutecznie neutralizuje zagrożenia. Chciałbym zaznaczyć, że nasz poziom restrykcyjności jest właściwy również z punktu widzenia otoczenia zewnętrznego. Nazywam to geograficzną strukturą restrykcyjności polityk pieniężnych. W porównaniu z Europejskim Bankiem Centralnym czy ze Stanami Zjednoczonymi stopy u nas są wyższe, ale mamy też znacząco wyższy wzrost gospodarczy. Ubiegłoroczne obniżki, traktowane jako pierwotny impuls dla gospodarki, zwłaszcza dla systemu bankowego, nie zostały skonsumowane w całości. One ciągle pracują w oczekiwaniu na nasze kolejne posunięcia.
Serie obniżek stóp procentowych w liczbie zbliżonej do ubiegłego roku już nie wrócą. W tym miejscu chcę podkreślić znaczenie drugiego elementu policy mix, czyli polityki fiskalnej. Ona zawsze jest istotnym uwarunkowaniem dla polityki pieniężnej. Mam wrażenie, że zbyt łatwo zapominamy, że jesteśmy w okresie ultraluźnej polityki fiskalnej trwającej już trzeci rok z rzędu. Usprawiedliwiamy deficyty przekraczające 7 proc. PKB. Na dodatek dzieje się to w warunkach dobrej koniunktury, takie okresy powinny być wykorzystywane do tego, by konsolidować finanse publiczne. Mówię o tym, aby przypomnieć, że luźna polityka fiskalna ma konsekwencje dla restrykcyjności polityki pieniężnej. Wracając do pytania o przestrzeń dla obniżek, w ostatnim okresie w przestrzeni medialnej jako docelowy w 2026 r. zafunkcjonował poziom 3,5 proc. Biorąc pod uwagę przekonanie o trwałości pozostawania inflacji w celu do końca roku, ten poziom wydaje się realistyczny, ale pamiętajmy, że ciągle jesteśmy na początku roku.
Na początku 2025 r. nie należały do rzadkości głosy, nawet w radzie, wykluczające możliwość obniżek stóp przed końcem 2025 r. Skończyło się na sześciu obniżkach, przy czym jedna była podwójna. Na początku 2026 r. jest szeroki konsensus, nazwijmy to ekspercki, co do cięć o 0,5 pkt proc. W którymś momencie mogą się pojawić przesłanki do cięcia o dodatkowe 0,25 pkt proc. Widziałbym takie przesłanki zarówno w otoczeniu wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Osobiście wierzę, że w celu inflacyjnym będziemy trwale do końca roku. W związku z tym nasze decyzje w roku bieżącym będą być może dyktowane w większym stopniu troską o drugi cel z naszego mandatu (wspieranie polityki gospodarczej rządu – red.), bo pierwszy jest już osiągnięty – o ile nic dramatycznego się nie wydarzy. Przebywanie inflacji w celu w tym roku to efekt dobrze skalibrowanej i ustrukturyzowanej polityki pieniężnej, ale również korzystnej sytuacji na rynkach międzynarodowych, zwłaszcza dotyczącej cen surowców energetycznych. ©℗