Cztery lata temu, w czasie gdy wchodziła w życie ustawa antykryzysowa, przeprowadzałem wywiad z ówczesną minister pracy i polityki społecznej.
I jak to dziennikarz gazety, która lubi szczegóły, zadawałem pytania, które miały wyjaśnić pracodawcom i pracownikom, jak stosować ustawę, która była tak fatalnie napisana, że w praktyce jej przepisów np. o umowach na czas określony zgodnie z prawem stosować się nie da. Poirytowana szefowa resortu, który te rozwiązania przygotował, powiedziała, że od interpretacji przepisów są sądy.
Słowa pani minister się sprawdziły i to w stopniu ostatecznym. W tym roku dwukrotnie ustawą antykryzysową zajmował się Sąd Najwyższy. I nawet SN, mając wyraźny problem z oceną tych rozwiązań, musiał odwołać się konstytucji, aby odpowiedzieć, jak należy stosować zawarte we wspomnianej ustawie ograniczenia w zatrudnianiu pracowników na czas określony (notabene oba orzeczenia nie są w tym zakresie spójne). A to zapewne dopiero początek sporów sądowych, bo ustawa przestała obowiązywać niedawno, 31 grudnia 2011 r.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.