Analizę przyjętego projektu zacznę od złożenia trzech deklaracji. Po pierwsze, jestem zwolennikiem decyzji administracyjnych. Po drugie, jestem zwolennikiem okresowej abolicji dla pracodawców i „pracowników”. Po trzecie, decyzje administracyjne nie będą miały tak dużego oddziaływania, jak się sądzi, ponieważ jednym ze źródeł stosowania umów cywilnych jest zbyt wąska definicja stosunku pracy.
Skutek wdrożenia reformy PIP będzie odwrotny
Projekt ustawy promuje zawieranie umów prawa cywilnego, bo skutki w zakresie obciążeń publicznych oraz praw pracowniczych będą obowiązywały dopiero od dnia wydania decyzji. Teoretycznie można tego uniknąć w ten sposób, że PIP lub pracownik wytoczy powództwo o ustalenie istnienia stosunku pracy. Tyle że, jeśli okręgowy inspektor pracy wyda decyzję, to będzie nią związany już z tego powodu, że ustali w niej datę zawarcia umowy. A skoro tak, to nie będzie mógł wytoczyć powództwa o ustalenie za okresy wcześniejsze.
Ponadto można powiedzieć, że PIP w ogóle nie ma prawa wydać decyzji administracyjnej, jeśli ustalony stan faktyczny dowodzi, że mamy do czynienia ze stosunkiem pracy. Organy administracji publicznej mają bowiem obowiązek działania w interesie publicznym. A skoro tak, to nie powinny wydawać decyzji „na przyszłość”, jeśli mają wiedzę, że naruszenie prawa trwa „od przeszłości”, co ma wpływ na daniny publiczne oraz na prawa pracownicze.
Przy takim założeniu decyzje powinny być wydawane w sprawach niepewnych, a w każdej innej sprawie obowiązkiem PIP powinno być wytaczanie pozwów do sądu, bo leży to w interesie publicznym oraz indywidualnym pracownika. Dodam od razu, że tak nie będzie, zabawiam się jedynie logiką prawniczą.
Jednocześnie z treści projektu wynika, że organ PIP będzie ustanawiał istnienie stosunku pracy, a nie stwierdzał, że umowa już obowiązuje. Wynika to z tego, że decyzja administracyjna będzie ustalała datę zawarcia umowy o pracę, którą ma być co do zasady data wydania decyzji. Jest to sprzeczne z art. 22 k.p., z którego wynika, że istnienie stosunku pracy odpowiada okresowi faktycznego jej wykonywania pod kierownictwem. Dodatkowo decyzja może stać w sprzeczności z przyszłym wyrokiem sądu ustalającego istnienie stosunku pracy, wydanym np. na skutek pozwu wniesionego przez pracownika.
Kuriozum na seminaria dla studentów
Co więcej – projekt zawiera zdumiewające rozwiązanie mające polegać na tym, że ustalenie istnienia stosunku pracy będzie oparte na stanie faktycznym stwierdzonym w trakcie kontroli, ale stosunek pracy powstanie co do zasady dopiero z dniem wydania decyzji. Jest to kuriozum nadające się na seminaria uniwersyteckie jako szczególnie jaskrawy przykład zaniechania zwalczania bezprawia przez państwo.
Nadto jest to rozwiązanie po prostu bezsensowne. Jeśli bowiem decyzja administracyjna się ostanie, to pracownik może następnego dnia złożyć pozew o ustalenie istnienia stosunku pracy za okres objęty kontrolą i powinien wygrać na pierwszej rozprawie.
Ustawa wprowadzi również nieracjonalny pomysł interpretacji indywidualnych. Interpretacja indywidualna w sprawach dotyczących dynamicznego i złożonego stanu faktycznego, jakim jest wykonywanie pracy, nie ma żadnego waloru prawnego. Nadto korzystne interpretacje indywidualne oparte na opisie stanu faktycznego dokonanego przez pracodawcę będą państwowym narzędziem nacisku na osoby zatrudnione do niekorzystania ze swoich praw. Z treści projektu wynika też, że interpretacja nie jest wiążąca dla głównego inspektora pracy, o ile ustali on inny stan faktyczny w toku kontroli. Problem w tym, że kontrolę prowadzą okręgowi inspektorzy pracy, co oznaczałoby, że oni są jednak związani interpretacją. Zakładam oczywiście, że nie taka była intencja.
Wykonywanie poleceń nie będzie się opłacało?
Projekt ustawy wciąż błędnie używa pojęcia polecenia w odniesieniu do czynności będącej wezwaniem do podjęcia czynności w celu usunięcia naruszenia prawa. Sugeruje ono, że pracodawca może usunąć stan naruszenia prawa czynnością indywidualną. Nie wiadomo, jak takie polecenie wykonać, bo z projektu nie wynika, jaka jest jego treść.
Jedyną sensowną interpretacją jest taka, że towezwanie będzie odpowiadało treści decyzji administracyjnej. Tylko wtedy będzie możliwe stwierdzenie, że polecenie nie zostało wykonane. Przy takim założeniu nie opłaca się wykonywanie poleceń, ponieważ im później zostanie ustalone istnienie stosunku pracy, tym lepiej. Jeśli jednak projektodawca ma na myśli inny sposób wykonania polecenia, to nie wiadomo, jaki. A skoro tak, to nie wiadomo, kiedy wolno wydać decyzję.
Problem także w tym, że nie da się jednostronnie wykonać takiego wezwania. Pracodawca może więc wykonać polecenie przez wypowiedzenie umowy cywilnej oraz złożenie osobie zatrudnionej propozycji zawarcia umowy o pracę.
Odwołania od decyzji administracyjnych będą rozpatrywane w trybie procesowym, co jest absurdalne. Rozumiem, że twórcy projektu skorzystali z równie nieudanej konstrukcji, jaka dotyczy postępowań dotyczących odwołania od decyzji ZUS. Ale to, że kiedyś popełniono błąd, nie oznacza, że ma być on wieczny. Skutek jest taki, że zgodnie z projektem w postępowaniach odwoławczych wystąpią trzy strony: skarżący, organ oraz uczestnik. W uzasadnieniu twierdzi się, że odwołanie od decyzji jest pozwem. A zatem nieodwołujący się od decyzji pracownik jest pozwanym, czy tego chce, czy nie.
Zabezpieczenie praw pracownika - niekonstytucyjne
Projekt wprowadza instytucję zabezpieczenia praw pracownika w toku postępowań wszczętych na skutek powództw o ustalenie lub odwołań, chyba że „w świetle okoliczności sprawy jest oczywiste, że umowa, której dotyczy odwołanie, nie jest umową o pracę”. Odnosi się to także do wprowadzenia szczególnej ochrony przed wypowiedzeniem.
Nie jest to rozwiązanie zupełnie nowe, jednak w moim przekonaniu rażąco niekonstytucyjne – nieproporcjonalnie narusza prawa przedsiębiorców. Nie ma żadnej dostatecznie istotnej racji, aby samo wniesienie powództwa lub odwołania skutkowało tak drastyczną zmianą sytuacji prawnej pracodawcy, jak np. obowiązek zatrudniania osoby objętej szczególną ochroną. ©℗