Choć sztuczna inteligencja (AI) ma być dla Europy tym, czym niegdyś elektryczność, dla Polski korzyści mogą się okazać o połowę mniejsze niż u unijnych liderów – wynika z najnowszej analizy grupy badawczej CESifo.
Sztuczna inteligencja jest dziś odmieniana przez wszystkie przypadki w kontekście ratowania europejskiej produktywności. Jednak modelowanie makroekonomiczne oparte na metodologii Darona Acemoglu (2024) wskazuje, że zamiast wielkiego boomu Europę czeka raczej skromna ewolucja. Wzrost gospodarczy wynikający z innowacji i zmian technologicznych wyniesie w ciągu najbliższych pięciu lat ok. 1,1 proc. W tym zestawieniu Polska ląduje jednak w grupie państw o najniższych przewidywanych korzyściach. Dla naszego kraju bowiem prognozy oscylują wokół zaledwie 0,6 proc. To stawia nas w jednym rzędzie z Rumunią i Maltą, do tego poniżej średniej unijnej.
Co zatem sprawia, że technologia ma zadziałać nad Wisłą słabiej niż w innych krajach Europy? Z raportu wynika wprost, że głównym motorem wdrażania AI w europejskich firmach nie jest dostępność kapitału czy poziom cyfryzacji, lecz poziom wynagrodzeń. Każdy wzrost płac o 1 euro na godzinę zwiększa prawdopodobieństwo wykorzystania AI w firmie o 0,75 pkt proc.
– Tymczasem koszty pracy w Polsce, mimo sukcesywnych podwyżek płacy minimalnej w ostatnich latach, wciąż są niższe niż w innych krajach UE. Tym samym motywacja pracodawców do zastępowania ludzi algorytmami lub wspomagania ich pracy drogimi systemami AI jest po prostu mniejsza – zauważa Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. Zatem, jak zauważa, firmom częściej opłaca się pozostać przy tradycyjnym modelu pracy niż inwestować w technologię, której koszt wdrożenia i utrzymania może przewyższać oszczędności na funduszu płac.
Do tego dochodzi specyfika naszego kraju. W Polsce przemysł jest bardziej zdywersyfikowany niż w innych państwach UE, w tym u naszych najbliższych sąsiadów. To sprawia, że w takich krajach jak np. Czechy, w których kluczową rolę odgrywa przemysł motoryzacyjny, zastępowanie pracy ludzkiej robotami jest prostsze.
Drugim hamulcem specyficznym dla polskiego rynku pracy jest jego struktura. Autorzy raportu zwracają uwagę, że bariery wejścia do zawodów skutecznie zniechęcają do implementacji AI. Tymczasem w zawodach regulowanych proces integracji AI jest wolniejszy i bardziej kosztowny.
Do tego dochodzą restrykcje krajowe i ogólnoeuropejskie, jak unijny akt o AI (AI Act) oraz przepisy o ochronie danych osobowych (RODO). Analiza wykazuje, że łączny efekt regulacji może obniżyć zyski z AI o ponad 30 proc. Sam tylko akt o AI, nakładający rygorystyczne wymogi na systemy wysokiego ryzyka i modele o dużej mocy obliczeniowej, może zniechęcać firmy do stosowania AI w trudnych zadaniach, takich jak diagnostyka czy zaawansowane procesy decyzyjne.
– Firmy mają obawy, czy prawo w niedługim czasie od inwestycji nie zmieni się na niekorzyść, co obniży zyskowność z przedsięwzięcia – zauważa Mariusz Zielonka.
Z raportu płynie jeszcze jeden niekorzystny wniosek dla Polski. AI może spowolnić doganianie bogatszych krajów przez Polskę, jeśli sytuacja się nie zmieni. A to dlatego, że korzyści z AI kumulują się w krajach o wyższych dochodach i większym udziale usług białych kołnierzyków, takich jak finanse czy IT.
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, zauważa jednak, że demografia, mająca wpływ na kurczenie się rynku pracownika, przy jednocześnie ograniczonym dostępie do pracowników z innych krajów będzie skłaniała firmy do wdrażania nowych technologii.
– W największym stopniu będzie to jednak widoczne w usługach, dopiero potem z powodu robotyzacji i automatyzacji zyska przemysł. Przy czym nie należy zapominać, że branża usługowa odpowiada za dwie trzecie PKB w kraju – dodaje. ©℗