Trwający w Stanach Zjednoczonych boom inwestycyjny wokół sztucznej inteligencji (AI) może mieć dwa skrajne rezultaty. Firmy wprowadzą na masową skalę nowe rozwiązania, ich wydajność znacząco wzrośnie, dzięki czemu amerykańska gospodarka przyspieszy, umacniając się na pozycji globalnego lidera. Największe koncerny technologiczne zaleją swoich akcjonariuszy morzem zysków, a dzisiejsze kursy akcji, przez wielu ekspertów uważane za wygórowane, z perspektywy czasu będą postrzegane jako dobra okazja do kupna.

Alternatywą jest przeinwestowanie. Budowane za setki miliardów dolarów centra danych do trenowania sztucznej inteligencji pozostaną uśpione. Tak jak światłowody na początku XXI w., gdy wydawało się, że popyt na dostęp do internetu jest nieograniczony. Kursy technologicznych gigantów runą, tak jak 20 lat wcześniej załamały się kursy koncernów telekomunikacyjnych. Plany inwestycyjne zostaną zredukowane, efekt majątkowy związany ze spadkiem notowań doprowadzi do obniżenia konsumpcji, co ostatecznie zepchnie USA w recesję. Największe firmy przetrwają, ale kandydatów do bankructwa, którzy nie będą w stanie obsłużyć zaciągniętych na inwestycje długów, nie brakuje.

Pieniędzy na razie nie brakuje. Rekordowe zyski Wspaniałej Siódemki

Na rynku amerykańskim trwa właśnie sezon publikacji wyników finansowych za IV kw. i cały 2025 r. Z już opublikowanych raportów i prognoz analityków wynika, że czołowe koncerny technologiczne, zaliczane do tzw. wspaniałej siódemki (Amazon, Alphabet, Apple, Meta, Microsoft, Nvidia i Tesla), na której od ponad trzech lat opiera się hossa wokół sztucznej inteligencji, osiągnęły w poprzednich 12 miesiącach łączny zysk netto na poziomie 615 mld dol. To wynik o 25 proc. wyższy niż rok wcześniej. Przychody zwiększyły się o 15 proc., do 2,4 bln dol.

Tak dobre bieżące rezultaty w połączeniu z korzystnymi prognozami dalszej poprawy wyników finansowych w najbliższych dwóch latach sugerują, że sytuacja rozwija się w kierunku optymistycznego scenariusza. Oddziaływanie sztucznej inteligencji widać też w szybkim wzroście wydajności pracy w USA – z danych Biura Statystyki Pracy wynika, że produktywność na godzinę pracy w sektorach pozarolniczych poszła w górę między I kw. 2023 r. (pod koniec 2022 r. firma OpenAI udostępniła ChatGPT) i III kw. 2025 r. o ponad 7 proc. To wynik porównywalny z tymi okresami w historii USA, gdy wydajność pracy poprawiała się najszybciej.

Pojawiają się również sygnały ostrzegawcze. Po publikacji raportu kwartalnego, w którym Microsoft poinformował o rekordowych 38,5 mld dol. zysku netto (+59 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem), kurs akcji spadł o 10 proc. Inwestorom nie bardzo spodobało się to, że w ciągu trzech miesięcy firma wydała na inwestycje 38 mld dol., o 66 proc. więcej niż rok wcześniej. Kurs akcji jest obecnie na najniższym poziomie od kwietnia 2025 r.

Microsoft, obok Amazona, Alphabetu (właściciela Google’a), Mety (właściciela Facebooka) i Oracle, zalicza się do hiperskalerów. To firmy, które inwestują ogromny kapitał w rozbudowę centrów danych. Nakłady odzwierciedlają rosnący popyt na usługi w chmurze i specjalistyczną infrastrukturę do obsługi zadań związanych z AI. Hiperskalerzy oferują klientom ogromne moce obliczeniowe i wielkie zasoby pamięci.

W 2025 r. pięć wymienionych firm zainwestowało niemal 400 mld dol., a w obecnym zamierzają wydać ponad 500 mld dol. Jeszcze w 2023 r. ich nakłady nie przekraczały 200 mld dol. Łączne inwestycje amerykańskich przedsiębiorstw technologicznych związane ze sztuczną inteligencją są szacowane na równowartość 1,9 proc. PKB w 2025 r. Dla porównania wydatki na projekt Manhattan w szczytowym 1944 r. miały równowartość 0,4 proc. PKB. Program Apollo pochłonął 0,6 proc. PKB w 1966 r., a wydatki na rozwój sieci światłowodowej wyniosły ok. 1,2 proc. PKB w 2000 r.

Niepewny wynik wielkich inwestycji w sztuczną inteligencję

Część ekspertów kwestionuje te porównania, argumentując, że nie ma sensu zestawiać projektów finansowanych publicznie, które miały doprowadzić do konkretnego rezultatu, z dobrowolnymi inwestycjami firm prywatnych. Nikt jednak nie zaprzecza, że skala inwestycji jest duża i może rodzić wątpliwości co do oczekiwanych efektów. Według analityków firmy Bain, żeby nakłady te się opłaciły, w 2030 r. przychody ze sztucznej inteligencji musiałyby sięgnąć 2 bln dol. Morgan Stanley oszacował, że w 2024 r. produkty AI przyniosły 45 mld dol. Złożyły się na to abonamenty za dostęp do modeli sztucznej inteligencji oraz opłaty za korzystanie z centrów danych. W ciągu sześciu lat rynek ma urosnąć 40-krotnie.

Ekonomiści Goldman Sachs ocenili, że dzisiejsza wartość zapowiedzianych na najbliższe lata inwestycji w AI to 3,5 bln dol. W ciągu 10–15 lat pieniądze te mają dać dodatkowe korzyści, które dziś mają wartość 8 bln dol. Z tego punktu widzenia nakłady wydają się usprawiedliwione.

Dla posiadaczy akcji firm technologicznych nawet ważniejsze od zysków są przepływy pieniędzy. Dopóki podstawowa działalność koncernu generuje tyle gotówki, by wystarczyło na pokrycie inwestycji i zostało coś jeszcze na wypłatę dywidendy, to wszystko w porządku. Sytuacja na razie jest pod kontrolą – zeszłoroczne przepływy gotówkowe hiperskalerów wyniosły ok. 500 mld dol. i były o ponad 100 mld dol. wyższe od inwestycji.

Ale ta nadwyżka wolnych środków nieuchronnie maleje. Stąd tak nerwowa reakcja w przypadku Microsoftu. Z opublikowanego przez Metę raportu wynika, że na koniec 2025 r. na rachunkach firmy znajdowało się 39 mld dol. wobec 45 mld dol. 12 miesięcy wcześniej. Różnica wydaje się niewielka, ale bilans wyglądałby inaczej, gdyby gigant nie pozyskał 30 mld dol. z emisji obligacji. To pokazuje, że nawet największe spółki będą musiały się zadłużyć, by sfinansować inwestycje. Eksperci przekonują, że to nie problem, a przestrzeń do zaciągania zobowiązań jest wystarczająca.

Pozostaje jedynie kwestia oprocentowania długu. Według szacunków Bank of America w ciągu najbliższych trzech lat największe firmy technologiczne wyemitują obligacje o wartości 140–300 mld dol. każdego roku. Dla porównania w latach 2020–2024 sprzedawały papiery dłużne o wartości 28 mld dol. rocznie. To nieuchronnie doprowadzi do wzrostu kosztów pożyczania pieniędzy, przede wszystkim dla mniejszych firm.

OpenAI jako spalarnia pieniędzy

Jednym z najważniejszych graczy w obszarze sztucznej inteligencji jest OpenAI, twórca ChatGPT. Na rozbudowę centrów danych spółka planuje w najbliższych latach wydanie ponad 1 bln dol. OpenAI wciąż jest nienotowanym na rynku start-upem, a jego zeszłoroczne przychody szacowane są na 13 mld dol. W pierwszej połowie 2025 r. OpenAI miało ok. 8 mld dol. straty. Jeszcze niedawno firma prognozowała, że jej szczyt zapotrzebowania na gotówkę wypadnie w 2027 r. na poziomie 20 mld dol. Według najnowszych wyliczeń ujemne przepływy pieniężne w tej wysokości zanotuje już w tym roku, a do 2028 r. wzrosną one do ponad 40 mld dol. OpenAI przestanie spalać kapitał dopiero pod koniec dekady, gdy przychody osiągną 200 mld dol.

Spółka nie ma odpowiednich funduszy na pokrycie inwestycji, więc musi szukać finansowania na zewnątrz. We wrześniu zeszłego roku OpenAI podpisało wstępną umowę z Nvidią. Producent chipów, który jest głównym beneficjentem rozwoju sztucznej inteligencji, zadeklarował 100 mld dol. na inwestycje. Za te pieniądze OpenAI ma m.in. wyleasingować chipy od Nvidii i wykorzystać je do budowy centrów danych. Jednak do końca stycznia finalna umowa nie została podpisana. Według doniesień medialnych szef Nvidii Jensen Huang nazwał podpisane porozumienie niewiążącym i zakwestionował kwotę inwestycji.

Największą umowę na zakup mocy obliczeniowej – o wartości 300 mld dol. – OpenAI podpisało z Oracle. Analitycy agencji ratingowej Moody’s zwrócili uwagę, że korporacja będzie się w najbliższym czasie szybko zadłużać, a przy tym jej przyszłe przychody w dużym stopniu są uzależnione od jednego kontrahenta. Od chwili podpisania umowy z OpenAI cena akcji Oracle spadła o ponad 50 proc.

Specyfika umów podpisywanych przez OpenAI z dostawcami sprzętu – obok Nvidii i Oracle także z AMD i Broadcomem – polega na tym, że na początkowym etapie to kontrahenci mają sfinansować rozwój infrastruktury. Dopiero później spółka Sama Altmana wywiąże się ze swoich zobowiązań. Około 27 proc. udziałów w firmie należy do Microsoftu.

Przychody niższe od zobowiązań. Komu zabraknie pieniędzy?

Rozdźwięk między wydatkami a spodziewanymi korzyściami, który w przyszłości musi zostać usunięty, dobrze obrazuje przykład spółki CoreWeave. To pośrednik, który dzierżawi centra danych, a potem wynajmuje je firmom technologicznym. Model działania CoreWeave’u wykreował boom na sztuczną inteligencję. We wrześniu 2025 r. firma podpisała umowy z klientami – w tym z OpenAI – zapewniające jej 42 mld dol. przychodów w kilku kolejnych latach. Jednocześnie bilans spółki obciąża 15 mld dol. długu i 56 mld dol. zobowiązań z tytułu płatności za dzierżawę centrów danych. CoreWeave nie przynosi obecnie zysków. Mimo to notowania firmy wzrosły o ponad 100 proc. w stosunku do ceny, po jakiej sprzedawała swoje akcje w poprzedzającej debiut na giełdzie ofercie publicznej w marcu 2025 r.

Na razie popyt na moc obliczeniową znacznie przewyższa podaż, więc inwestorzy mają prawo zakładać, że dla takich spółek jak CoreWeave czy OpenAI wszystko dobrze się skończy. Pojawią się dodatkowe przychody i zyski, dzięki czemu będą też pieniądze na obsługę zobowiązań. Jednak założenia dotyczące przyszłości mogą być zbyt optymistyczne. Dziś każdy, kto jest w stanie pozyskać finansowanie, buduje centra danych. Zainstalowana w nich moc obliczeniowa ma wzrosnąć w USA z 8 GW na koniec 2025 r. do 44 GW w 2030 r.

Na początku wieku nadmierne inwestycje w rozwój szerokopasmowego internetu doprowadziły do gwałtownego spadku cen za dostęp do sieci. Kursy na Wall Street załamały się, plany inwestycyjne firm zostały ograniczone, a w 2001 r. gospodarka znalazła się w recesji. Wielu ekspertów dopuszcza powtórkę tego scenariusza, choć na ogół jeszcze nie w 2026 r. ©Ⓟ