W grudniu 2025 r. opublikowano projekt ustawy „o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości”. Roboczo nazwę ją ustawą o transparentności wynagrodzeń. Jest bardzo ważna, więc warto zająć się nią szczegółowo. Swoją wypowiedź zacznę od kwestii pobocznej, ale niepokojącej, dotyczącej zaufania lub jego braku co do tego, czy projekt został należycie przemyślany.
Powyższą refleksję wyrażę na tle proponowanych w ustawie przepisów karnych. Konkretnie chodzi o art. 54 pkt 2 projektu. W przepisie tym proponuje się zmianę do art. 281 kodeksu pracy. Na skutek nowelizacji powstałaby norma o treści „Kto, będąc pracodawcą lub działając w jego imieniu, pozyskuje dane osobowe inne niż wymienione w art. 22(1) § 1 i § 2, podlega karze grzywny od 1000 zł do 30 000 zł.”
Treść powyższej propozycji jest wadliwa na trzech poziomach. Po pierwsze, skoro twórcy mieli na myśli art. 22[1] § 1 i § 2 k.p., to warto dostrzec, że przepis ten dotyczy uprawnienia pracodawcy do „żądania” danych osobowych, a nie do „pozyskiwania”. Innymi słowy, zgodnie z powyższym przepisem pracodawca może nałożyć na pracownika lub kandydata obowiązek przekazania swoich danych osobowych. Tymczasem pozyskiwanie danych może się odbywać przez samodzielne zbieranie ich przez administratora. Jeśli więc już, to przepis powinien sankcjonować nieuprawnione „żądanie” danych, a nie „pozyskiwanie”. Tyle tylko, że taki przepis nie miałby żadnego sensu. Uprawnienie do żądania przysługuje bowiem wyłącznie wtedy, gdy przyznaje je ustawa. Skoro więc ustawa nie przyznaje uprawnienia do żądania innych danych niż określone w art. 22[1] § 1 i § 2 k.p., to znaczy, że nie ma czego zakazywać.
Po drugie, być może intencją projektodawcy jest coś innego. Może chodzi o to, aby pracodawca nie mógł w ogóle pozyskiwać innych danych osobowych niż wymienione w powyższym przepisie. Nie chodziłoby więc jedynie o zakaz „żądania”, który jak wspomniałem i tak byłby bezprzedmiotowy, ale o zakaz pozyskiwania na podstawie art. 6 oraz 9 RODO. Tyle tylko, że taka norma byłaby wątpliwa merytorycznie. Czasem pracodawca ma bowiem obowiązek pozyskiwać dane osobowe inne niż określone w powyższym przepisie, działając sam lub przez swoje organy. Bez pozyskiwania danych nie mógłby bowiem wykonać swoich zadań określonych przez ustawę, żeby wspomnieć o przeciwdziałaniu dyskryminacji na etapie rekrutacji czy prowadzonych w związku z rekrutacją postępowaniach sygnalistycznych. Nadto nie ma żadnych racjonalnych powodów, aby kodeks pracy wyłączył stosowanie art. 6 lub 9 RODO.
Po trzecie i najważniejsze, projektodawca zmiany do art. 281 k.p. nie dostrzega, że art. 22[1] § 1 i § 2 k.p. nie dotyczy osób fizycznych, ale pracodawcy-administratora, a tak naprawdę jednostek organizacyjnych, jakimi są zakłady pracy. Ujmując rzecz prościej, osoba fizyczna nie pozyskuje danych dla siebie, lecz działa jako organ administratora danych osobowych. Dane osobowe pozyskuje administrator działający przez osoby fizyczne. Jeśli więc celem projektodawcy było to, aby administrator nie przetwarzał danych osobowych innych niż wymienione w art. 22[1] § 1 i § 2 k.p., to proponowany przepis takiego zakazu nie wprowadza. Nie jest nim bowiem objęty administrator, lecz osoba, która podejmuje w jego imieniu decyzje. Innymi słowy, przepis ten w istocie nie zakazuje przetwarzania danych, o których w nim mowa, a jedynie sankcjonuje czyn osoby fizycznej, co nie ma sensu. Nie ma sensu zresztą także dlatego, że decyzje o przetwarzaniu danych może podejmować organ kolegialny, a wtedy proponowany przepis staje się nieefektywny, a więc bezwartościowy.
Powyższa uwaga dotyczy także pracodawcy osoby fizycznej. Jak bowiem już wyżej wspomniałem i, nie wchodząc w tym miejscu w szczegóły, podkreślam, że wbrew błędnie przetłumaczonej polskiej wersji językowej RODO, administratorami danych osobowych pracowników są przedsiębiorstwa/zakłady pracy, a nie pracodawcy/przedsiębiorcy. Z tego też powodu przeciwdziałanie niezgodnemu z prawem przetwarzaniu danych osobowych w RODO dokonywane jest za pomocą kar administracyjnych stosowanych wobec przedsiębiorstw, a nie grzywien nakładanych na osoby fizyczne. Dokładnie takie same rozwiązania sankcyjne przewiduje dyrektywa 2023/970 w art. 23 i motywie 55, w których nie ma mowy o grzywnach w rozumieniu polskiego prawa karnego. A przecież komentowany tu przepis ma na celu jej wdrożenie. Z tego też powodu nie mają nic wspólnego z dyrektywą dwa inne proponowane w projekcie wykroczenia, tj. nieprzekazywanie informacji osobie ubiegającej się o zatrudnienie, o których mowa w art. 18 [3ca] §1 k.p. oraz niestosowanie nazw stanowisk neutralnych pod względem płci w ogłoszeniach rekrutacyjnych.
Jak wspomniałem, analizowany tu projekt przepisu ustawy jest niepokojący z uwagi na jego ułomności merytoryczne i legislacyjne. Zasadnymi byłoby jego usunięcie lub zmiana. Niestety jego treść rodzi obawę, czy inne regulacje wdrażające tę trudną dyrektywę zostały dostatecznie przemyślane.