Branża turystyczna w Polsce ma długą historię, ale prawdziwy jej rozwój zaczął się po 1989 r., a rozkwit – po wejściu do UE w 2004 r. i strefy Schengen w 2007 r. Przed zmianą polityczno-gospodarczą mieliśmy ośrodki zakładowe, sanatoria i pensjonaty. Po 1989 r. na mapie Polski pojawiły się hotele, powstające zarówno z pomocą kapitału rodzimego, jak i te sieciowe, międzynarodowe. Turystyka krajowa odnotowywała szybki wzrost dzięki rosnącej zamożności społeczeństwa. Jednocześnie zwiększała się popularność Polski jako turystycznej destynacji. Dane pokazują, że w ostatnich latach odwiedzało nas rocznie około 20 mln gości zagranicznych przyjeżdzających w celach wyłącznie turystycznych. Z kolei co roku około 10 mln Polaków wyjeżdża zarówno indywidualnie, jak i grupowo za granicę. Polska gospodarka przez lata dynamicznie rosła, zmieniała się i coraz większe znaczenie miały wydarzenia takie jak szkolenia, kongresy czy po prostu integracja. A one wymagały właściwego miejsca, którym okazały się hotele.

Moja przygoda z tą branżą zaczęła się w 1995 r., kiedy wraz z żoną podjęliśmy decyzję o budowie hotelu w Krynicy-Zdrój. Wówczas profesjonalne hotelarstwo na tym terenie dopiero raczkowało. Istniały oczywiście domy zdrojowe oraz pensjonaty, ale baza była stosunkowo niewielka. Dziś jest imponująca, a sama Krynica-Zdrój stała się cenionym ośrodkiem narciarskim i jednym z najbardziej renomowanych polskich uzdrowisk. Ośrodek w Krynicy traktowaliśmy jako poletko doświadczalne: postanowiliśmy stworzyć hotel spa – wówczas nieznanej w naszym kraju kategorii. Uczyliśmy się na nim i eksperymentowaliśmy.

Po 25 latach doświadczenia wiem jedno: są hotele i hotele. Od dłuższego czasu staram się przekonać środowisko i decydentów, że statystyki GUS, gdzie nie ma żadnych zróżnicowań hoteli, powinny ulec zmianie. Przecież inaczej powinniśmy podsumowywać hotele nastawione na biznes, inaczej te nastawione na wypoczynek gości krajowych, a jeszcze inaczej obiekty nastawione na gości zagranicznych. Z pozoru problem wydaje się błahy, ale tak nie jest. Widać to szczególnie teraz, w okresie pandemii. Czy wystarczy powiedzieć, że obłożenie hoteli w tym trudnym okresie wynosi 40 proc.? Oczywiście, że nie. Hotele wypoczynkowe w okresie wakacyjnym pomimo pandemii dochodziły do obłożenia 80 proc. i więcej. Hotele czekające na biznes mają problem z osiągnięciem 10 proc. Zawsze było odwrotnie – te biznesowe miały 80 proc. i więcej, a te wypoczynkowe – 50–60 proc.


NPBP2020

Jak więc państwo ma pomagać, jeżeli nie wie, komu? Hotele spa dają sobie radę – po fatalnej wiośnie powoli wracają do życia. Jesteśmy optymistami i nie oczekujemy pomocy rządowej. Ale hotele biznesowe nie przeżyją bez tego wsparcia. W tej chwili nie tylko nie ma popytu na tego typu usługi, ale przede wszystkim brakuje perspektyw na istotne zwiększenie ruchu w tej części biznesu. Przed rządem stoi olbrzymie wyzwanie, jak skutecznie pomóc temu sektorowi gospodarki. Zawsze jest tak, że część firm radzi sobie lepiej, a część powinna otrzymać pomoc, aby przeżyć. Nasze ośrodki stały się beneficjentami zamkniętych granic i obawy przed wirusem. Wielu gości, którzy do tej pory wyjeżdżali na zagraniczne wakacje w dobrych, jakościowych ośrodkach, z powodu strachu związanego z SARS-CoV-2 w tym roku wybrało nasze hotele. Ale aktualna sytuacja spowoduje to, że wzrośnie konkurencja na rynku. Bardzo szybko zmienia się też świadomość klientów, co obliguje do ciągłych zmian całą branżę hotelarską. Rynek usług spa jest dziś nieuporządkowany. Z uwagi na duże zapotrzebowanie na tego rodzaju usługi wiele ośrodków promuje się jako spa, ale poza nazwą nic specjalnego za tym się nie kryje. Właściwa statystyka, kategoryzacja i rozróżnienie hoteli zawsze jest potrzebne, teraz to stało się szczególnie widoczne, ale nawet w czasach dobrobytu jest to niezmiernie ważne. Pomaga podejmować decyzje, ustalać strategię działania i dokonywać właściwej oceny.

Henryk Orfinger, przewodniczący Rady Nadzorczej Dr Irena Eris SA