Minister obrony Niemiec, kraju od kilku dziesiątek lat gorąco miłującego pokój i najszczelniej okrytego amerykańskim płaszczem ochronnym (baza w Ramstein i inne), powiedział niedawno, że musimy być gotowi na wojnę w Europie. I wezwał do dalszej modernizacji Bundeswehry.

Kontekst to oczywiście krwawe zmagania Rosji i Ukrainy, które nie tylko według polityków, lecz także zdaniem ekspertów są jedynie „pierwszą fazą szerszego konfliktu między Zachodem a nową osią zła”.

Kilka miesięcy wcześniej wysocy rangą przedstawiciele amerykańskiej administracji otwarcie przyznali, że w armii USA zachodzą szybkie zmiany uwzględniające ryzyko wybuchu wojny – która nie jest jednak nieunikniona – z Chinami. A jeden z generałów nie wykluczył, że dojdzie do niej w 2025 r. Wyraził przy tym nadzieję, że się myli.

Kiedy eksplodował najnowszy konflikt w Strefie Gazy, powszechne były głosy, że może się stać zarzewiem globalnych zawirowań o niespotykanej skali. Włożono wiele wysiłku w to, by tak się nie stało, ale Bliski Wschód nie przestaje być istotnym dla całego świata punktem zapalnym.

Na drugim planie znalazły się inne problemy. Nie znaczy to, że ich skala i znaczenie są mniejsze. Ten rok ma być dla globu najcieplejszy w historii. W listopadzie po raz pierwszy zanotowano średnie temperatury o co najmniej 2 st. C wyższe niż w czasach sprzed rewolucji przemysłowej. To oznacza, że Rubikon został przekroczony. Australia zapewniła, że przyjmie wszystkich mieszkańców Tuvalu, malutkiego wyspiarskiego państwa zagrożonego zalaniem. Inne kraje w obliczu nasilającej się migracji budują coraz wyższe mury i zapory.

Niemal zupełnie w cieniu znalazły się kwestie ekonomiczne (m.in. wysoka inflacja, droga żywność, uparcie szwankujące łańcuchy dostaw, kryzys w Chinach itd.) oraz te związane ze sztuczną inteligencją. Na wyobraźnię – zwłaszcza tych, którzy obawiają się, że AI obróci się ostatecznie przeciw jej twórcom – musiały podziałać nieoficjalne doniesienia o Q-Star – „przerażająco inteligentnym” algorytmie, który sam się nauczył rozwiązywać zadania matematyczne.

Jakkolwiek takie zestawienie informacji może się wydawać klikbajtowe, faktem jest, że symboliczny zegar zagłady wskazuje, iż do północy zostało nam rekordowo mało czasu: zaledwie 1 min 30 s.

W staroświeckim świecie, którego papier jest częścią (choć ma oczywiście swój automatyczny odpowiednik w internecie), „klikbajtowość” nie jest dobrą miarą. Słowa są tu wciąż mniej ulotne, a odpowiedzialność większa. Pamiętając o tym, my także pytamy w specjalnym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej – Horyzonty 2024 o przyszłość. Jak się wydaje, możemy być pewni jednego. Wiele się dzieje na świecie w każdym z zasygnalizowanych aspektów. Niestety, nic nie wskazuje na to, by miało dziać się mniej. Bynajmniej. ©Ⓟ