Z Kazimierzem Ujazdowskim rozmawia Jan Wróbel
Do senatora Kazimierza Ujazdowskiego z Koalicji Polskiej (Centrum dla Polski), prawnika, polityka i historyka idei, wysłałem taki oto list:
„Panie senatorze, pokutuje, zwłaszcza na prawicy, mniemanie, że ze swojej natury Polak i przed szkodą, i po szkodzie głupi - kiedy łapiemy za szable, to albo niepotrzebnie, albo ze złym skutkiem, na matactwach chytrych przywódców wielkich mocarstw całkiem się nie znamy, gonimy za uznaniem dla naszego bohaterstwa, lecz po wszystkim to my mamy spalone miasta, a oni wypchane portfele. Czy i tym razem, kiedy sercem i czynem popieramy Ukrainę, na koniec zobaczymy, że znowu ktoś nas wykołował, wykorzystał i zostawił? Czy z naszych wzruszających nieraz emocji solidarności dla walczących o wolność nie pozostanie smutne przekonanie, że trzeba było grać inaczej: z wyrachowaniem, z kalkulatorem zamiast serca? Może Pan, zaczytany w Adolfie Bocheńskim i innych klasykach polskiej myśli politycznej, ma jakąś receptę? Sprawa nie jest błaha - niemała część prawicy staje w opozycji do rządu PiS, domagając się, by był trzeźwy i pragmatyczny, a nie patriotyczny i naiwny”. I zaczęliśmy rozmawiać.
Nie zaszkodzi relacjom Warszawy z Kijowem komunikacyjne zamieszanie w sprawie ukraińskiego pocisku, który spadł na Przewodów?