Autorzy badania pokazują występowanie kanału depozytowego polityki monetarnej na przykładzie Stanów Zjednoczonych. Między 1985 a 2015 r. każde 100 pkt bazowych wzrostu stopy funduszy federalnych zwiększało różnicę między tą stopą a średnim oprocentowaniem depozytów bankowych o 54 pkt bazowe. Dodatkowo wzrosty stopy funduszy federalnych były silnie skorelowane z odpływem depozytów z sektora bankowego. Efekt ten był silniejszy dla płynniejszych typów depozytów (np. środków na rachunkach oszczędnościowych) niż dla tych mniej (lokat terminowych).
Aby zrozumieć, w jaki sposób działa kanał depozytowy polityki monetarnej, zauważmy, że gospodarstwa domowe cenią sobie płynność posiadanych aktywów. W przeciwieństwie do długookresowych inwestycji płynne aktywa – jak gotówka, środki posiadane na koncie bankowym czy depozyty o krótkim terminie zapadalności – mogą w miarę łatwo zostać wykorzystane w nagłych potrzebach. Ta właściwość jest cenna i dlatego godzimy się na to stosunkowo niskie oprocentowanie na rachunkach bankowych. Depozyty bankowe i gotówka nie są idealnymi substytutami: płynność zapewniana przez te pierwsze jest nieco mniejsza, ale kompensują one to wyższym oprocentowaniem. Im lepiej zarabiamy na niepłynnych aktywach, tym wyższy jest koszt trzymania tych płynnych. Tak jak traktujemy stopę zwrotu z aktywów, które nie dają premii za płynność, jako cenę gotówki, tak możemy interpretować różnicę między stopą zwrotu z niepłynnych aktywów a oprocentowaniem depozytów jako cenę trzymania depozytów.
Banki udzielają kredytów i angażują środki w różne aktywa, finansując inwestycje m.in. poprzez emisję depozytów. Zysk na jednostkę depozytów jest większy, gdy różnica między stopą zwrotu z inwestycji a oprocentowaniem depozytów jest znaczna. Z drugiej strony im większa ta różnica, tym mniejsza będzie wielkość popytu na depozyty. Im słabiej wielkość popytu na depozyty reaguje na zmiany ceny depozytów (w tym przypadku spread), tym wyższy z punktu widzenia banków będzie optymalny spread. I tutaj dochodzimy do kanału depozytowego. Podnosząc stopy procentowe, bank centralny sprawia, że koszt trzymania gotówki rośnie. Banki nie muszą się zatem obawiać, że gdy zwiększą spread, stracą klientów (którzy chcą mieć choć trochę płynnych aktywów na wszelki wypadek), bo będą oni woleli trzymać gotówkę. Oczywiście skala odpływu klientów będzie zależeć od tego, jak wiele konkurencyjnych banków działa na rynku. Im silniejsza rywalizacja, tym słabsze bodźce do zwiększania spreadu w czasie zacieśniania polityki pieniężnej.
Reklama
Interpretacja zaobserwowanej w danych korelacji między zmianami stopy funduszy federalnych, wzrostem spreadów i odpływem depozytów wymaga nieco ostrożności. Możemy przecież wyobrazić sobie alternatywny kanał: banki redukują podaż depozytów, bo restrykcyjna polityka pieniężna zmniejsza opłacalność udzielania kredytów. Drechsler, Savov i Schnabl są tego świadomi. Wykorzystują to, że banki działające w Stanach Zjednoczonych mają oddziały w wielu hrabstwach, w których stopień koncentracji na rynku depozytów może być inny. Możliwości inwestycyjne nie zależą od hrabstwa – jeden oddział może przecież wyemitować depozyty i przekazać pozyskane środki do drugiego. Dane zdają się potwierdzać występowanie kanału depozytowego. Oddziały danego banku działające w hrabstwach, gdzie koncentracja (a zatem i siła rynkowa) jest większa, bardziej zwiększają spread po podwyżce stóp procentowych niż te, które działają w hrabstwach z mniejszym poziomem koncentracji. Różnica jest znaczna: każdy wzrost stopy funduszy federalnych o 100 pkt bazowych wiąże się ze wzrostem różnicy w poziomie spreadu między branżami działającymi w obszarach o dużej koncentracji a tymi, które działają tam, gdzie koncentracja jest mała, o 14 pkt bazowych. A wszystko to dzieje się zazwyczaj w ciągu dwóch tygodni od ogłoszenia podwyżki stóp procentowych przez Fed.