Reklama
By odpowiedzieć na to pytanie, ekonomiści Andrew Scott (London Business School) i Martin Ellison (Uniwersytet Oksfordzki) połączyli siły z badaczem długowieczności Davidem Sinclairem (Uniwersytet Harvarda). Problem polega na tym, że stoimy przed wyborem: czy żyć dłużej per se, czy też wydłużyć tę część naszego życia, w której jesteśmy zdrowi. Może – zamiast walczyć o kolejne lata – powinniśmy się skupić na tym, by choroby pojawiały się jak najpóźniej? I jakie są korzyści z działań ukierunkowanych na walkę ze skutkami starzenia się?
Badacze połączyli narzędzia biostatystyki z ekonomią – w ich modelu ludzie dokonują wyboru między pracą a konsumowaniem jej owoców, biorąc pod uwagę przyszłe zdrowie i wiek emerytalny, a także stopy procentowe i płace. Analiza decyzji pozwala poznać indywidualną skłonność do płacenia za poprawę zdrowia i porównać ją ze skłonnością do zapłacenia za dodatkowe lata życia. Model został zastosowany na danych dotyczących mieszkańców USA.
W praktyce porównano kilka scenariuszy. W pierwszym ludzie są nieśmiertelni, ale się starzeją i ich zdrowie cały czas się pogarsza – ten wariant nazwali przypadkiem z „Podróży Guliwera”. W drugim scenariuszu dokonują przesunięcia zachorowań na ostatnie lata życia, lecz utrzymując realistyczną przeciętną długość życia – to wariant Doriana Graya. W trzecim scenariuszu, nazwanym wariantem Piotrusia Pana, jakość i długość życia są poprawiane jednocześnie. To ostatnie założenie pozwala zbadać, do jakiego stopnia długie życie cieszy nas dodatkowo, gdy mija w dobrym zdrowiu.
Zgodnie z intuicją – w miarę wydłużania się trwania życia kolejne lata cieszą nas coraz mniej przy danym poziomie zdrowia; zaś w miarę poprawy zdrowia przy danym dalszym trwaniu życia dalsze postępy medycyny nie wnoszą tak dużych korzyści jak początkowo, choć jesteśmy skłonni za nie płacić. Ponadto indywidualna skłonność do płacenia za poprawę jakości i długości życia jest wyższa u ludzi starszych. Naukowcy sugerują, że być może dopiero osoby starsze w pełni rozumieją powagę tego wyboru.
Okazuje się też, że poprawa jakości egzystencji na starość poprzez opóźnianie chorób ma dla nas większą wartość niż długość życia per se. Nie tęsknimy tak bardzo za długowiecznością jak za spokojnym starzeniem się. Natomiast same kwoty, które jesteśmy skłonni poświęcić, by żyć dłużej (i w lepszym zdrowiu), są iście kosmiczne. Wydłużenie średniej oczekiwanej długości życia o jeden rok to 38 biliardów dolarów, czyli 38 milionów bilionów dolarów. Ta wartość rośnie wraz z poprawą jakości życia. Zatem tak walka o długowieczność, jak i walka o ograniczanie skutków starzenia się są na wagę złota. ©℗