Czy można już dziś przewidzieć, jakie będą koszty psychiczne wojny ukraińsko-rosyjskiej, przede wszystkim dla walczących żołnierzy?
Nie, bo nie wiemy, ilu żołnierzy bierze udział w konflikcie oraz jakim fizycznym i psychicznym przygotowaniem dysponują. Nie wiemy, ilu jest żołnierzy jednostek specjalnych, a ilu z powszechnej mobilizacji albo takich, którzy zostali powołani pół roku czy rok przed wybuchem wojny. Bo doświadczenie bojowe też ma wpływ na pojawienie się ewentualnych problemów.
Podkreślił pan, że inaczej konsekwencje wojny będzie znosił wyszkolony żołnierz, a inaczej człowiek z powszechnej mobilizacji. Jak przygotowuje się tego pierwszego?
Podstawą wysokiej sprawności żołnierza jest wyszkolenie bojowe. Prawdziwe jest stare powiedzenie: im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w walce. Jeśli mówimy o dekompensacji stanu psychicznego, jakiejś formie załamania, to dużo większe prawdopodobieństwo jej wystąpienia jest wtedy, gdy człowiek styka się z sytuacją zaskakującą. Więc im więcej sposobów walki i technik działania przeciwnika przerobiliśmy w warunkach poligonowych, tym jesteśmy odporniejsi psychicznie. Bez wątpienia żołnierze jednostek specjalnych, którzy uczestniczyli w wielogodzinnych, różnorodnych rodzajach szkolenia, są zaprawieni i wśród nich najrzadziej występuje zjawisko dekompensacji.