Andrzej Sławiński - wykładowca w Szkole Głównej Handlowej, w latach 2004–2010. Był członkiem Rady Polityki Pieniężnej, później kierował w Narodowym Banku Polskim Instytutem Ekonomicznym, a po jego likwidacji przez kilka miesięcy departamentem badań ekonomicznych

Jerome Powell, prezes Fed, powiedział niedawno, że podwyższona inflacja nie jest tymczasowa. To duża zmiana, bo wcześniej liczył, że ona wzrosła tylko chwilowo. Co to oznacza dla nas?
Może najpierw tło dla jego słów, czyli to, co się działo na świecie w latach 70. XX w. Pamięta się o tym, że wysoka inflacja zaczęła się wtedy od bardzo silnego wzrostu cen surowców. Mniej pamięta się o tym, że równie silnie wzrosły ceny żywności. Jak na to zareagowały banki centralne? Te, które były już niezależne - Bundesbank i Narodowy Bank Szwajcarii - zaostrzyły politykę pieniężną i dość szybko poradziły sobie z podwyższoną inflacją. Inne banki nie mogły zrobić podobnie, bo uzyskiwały niezależność dopiero od końca lat 70. I dopiero wtedy wzięły się do ostrego obniżania inflacji. Ale ponieważ ona utrzymywała się długo, to w górę poszły oczekiwania inflacyjne. W latach 70. wielu ekonomistów było przeciwnych zaostrzaniu polityki pieniężnej. Bagatelizowali skutki wzrostu inflacji, natomiast podniesienie stóp wydawało się czymś bardzo groźnym. Obawiano się, że wzrośnie bezrobocie, że załamie się koniunktura. Ale w latach 80. to w zasadzie się nie zdarzyło, choć w Stanach była przez chwilę recesja. Wszędzie jednak udało się jedno: przełamano oczekiwania inflacyjne, sprowadzono je na niski poziom. I gdy po kilku latach Rezerwa Federalna złagodziła politykę pieniężną, inflacja już nie wróciła, bo zmieniono oczekiwania.
Ale czy dziś sytuacja jest taka sama?
Są dwie istotne różnice. Od początku tego wieku w krajach wysoko rozwiniętych w sektorze przedsiębiorstw występuje chroniczny nadmiar oszczędności. Skoro są, to można prowadzić ekspansywną politykę fiskalną, która nie powoduje dużego wzrostu cen. Ekspansja fiskalna to przecież nic innego, jak pożyczanie przez rząd nadmiaru tych oszczędności. Ale ponieważ odbywa się to w ten sposób, to nie ma to dużego wpływu na inflację. Skrajnym przypadkiem jest Japonia. U nas tego nadmiaru oszczędności nie ma.
Depozyty w firmach przecież przez cały czas szybko rosną.