Otworzyły serię „Bękarty pańszczyzny” Michała Rauszera, potem były „Śladami Szeli” Piotra Korczyńskiego – obie książki były na tych łamach omawiane. Teraz czas na „Bez pana i plebana” Dariusza Zalegi. Śląskiego pisarza, który jak ryba w wodzie czuje się w swojskim gatunku gawędy. Snutej najlepiej w knajpie, gdzieś w Katowicach, Bytomiu albo Gliwicach. Jak trzeba, to i do rana.
Bo zanim wymyślono internet, gawęda spełniała właśnie rolę, jaką nadaliśmy sieci. Teraz przeklikujemy się przez ludzi, ich życiorysy czy historie. Można na tym żeglowaniu w czasie i przestrzeni (kiedyś nazywało się to „surfowaniem”, ale ostatnio to określenie chyba wyszło z mody) spędzać słodkie godziny. Sporo się przy tym dowiadując. Gawęda jest czymś, co spełnia dokładnie tę samą rolę – ale prowadzi się ją w offline. Jeśli więc sięgniecie po „111 gawęd z ludowej historii Śląska”, to spodziewajcie się nietuzinkowych odkryć.