Nie przesadzam. Wyciągam wnioski z listu prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, który, uwaga, wysyłają do placówek kuratoria, czyli rządowe ramię kontroli dyrektorek i nauczycieli.
List do młodzieży zawiera słuszne przypomnienie złowrogich skutków pandemii oraz apel do młodych: „Możecie nie dopuścić do ponownego zamknięcia szkół. Możecie zadbać o to (…), aby bezpiecznie wyjeżdżać na obozy czy wycieczki. Odpowiedzią są szczepienia. Porozmawiajcie z rodzicami i opiekunami. Wyjaśnijcie, że nie chcecie pozwolić na kolejną izolację, że chcecie normalnie dojrzewać”. Czy prezes Andrzej Matyja powinien trafiać do głów i serc rodziców za pomocą ich dzieci? Dyskusyjne, bo jednak namawianie młodych przez dorosły autorytet, aby młodzi wyjaśnili własnym rodzicom, że ci są… że nie rozumieją, na czym polega dobro ich dzieci, nie jest w Polsce powszechnie przyjęte. Rzecz jasna, w chwili kryzysu obowiązuje zasada, że wszystkie ręce na pokład. Wystarczyłby jednak list profesora do rodziców – zresztą już napisany, jako wsparcie.
Rozprowadzanie wezwania do młodzieży poprzez kuratoria i szkoły jest natomiast moralnym dziwolągiem. Bywa, że państwo wie lepiej, jak rodzice mają edukować dzieci; pełnego porozumienia między państwowym systemem edukacji a domem nigdy nie będzie. Wykorzystywanie młodych przeciwko domowi to przecież coś więcej niż objaw naturalnych tarć. Jawne wyrażanie przez szkołę zachęty, aby nastolatek wrócił do domu i przeprowadził rozmowę wyjaśniającą rodzicom ich zacofanie, to kolejny objaw nostalgii za starym, dobrym komunizmem. W PRL, a i owszem, pokolenie poddane jedynie słusznej powojennej edukacji szkolnej miało za zadanie podszkolić pokolenie poddane za młodu oddziaływaniu szkoły przedwojennej, sanacyjnej, klerykalnej, burżuazyjno-obszarniczej…
Intencję profesora doceniam. Zresztą nie jego wina, że w resorcie edukacji nikt się nie kapnął, jak kompromituje polskie kuratoria wspomaganie akcji „Młodzieży! Oświeć swoją niedouczoną mamę i głupiego ojca!”. A swoją drogą z tym peerelem to magia. Uczciwszy uszy, komuna to był straszny gnój – a coraz ładniej, dla niektórych nozdrzy, pachnie.