Gdy 11 września 2001 r. samoloty porwane przez terrorystów Al-Kaidy wbijały się w nowojorskie wieże WTC, runął nie tylko mit niezwyciężonego USA. Wielu potraktowało to także jako kres mrzonek o końcu historii – miał się on pojawić po upadku komunizmu i objawiać rozkwitem liberalnej demokracji. Taką tezę postawił Francis Fukuyama w 1989 r.
Choć wiele osób krytycznie oceniało myśl amerykańskiego politologa, to jednak przez dekadę można się było łudzić, że ideologia Zachodu pokojowo rozlewa się na świat. Czego dowodem były malejące budżety obronne. W latach 1985–1989, u końca zimnej wojny, wydatki zbrojeniowe USA stanowiły 6 proc. PKB. Ale już w kolejnej pięciolatce było to średnio 4,7 proc., a w latach 1995–1999 „tylko” 3,3 proc. PKB. Choć to i tak wskaźniki nieosiągalne dla większości krajów Europy, to jednak zmniejszenie nakładów było kolosalne.