Program SAFE, czyli Finansowy Instrument Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, nie tylko w Polsce wywołał spory polityczne. Kontrowersje pojawiły się również we Francji oraz w Wielkiej Brytanii. Przeciwko ograniczeniu możliwości kupowania broni poza Unią za fundusze SAFE zaprotestowali dwaj amerykańscy ambasadorowie przy UE i NATO: Andrew Puzder i Matthew Whitaker. Nerwowość jest o tyle zrozumiała, że w historii zaciąganie wielkich pożyczek często miało daleko idące konsekwencje.
Relacje na włosku
„Z perspektywy minionego czasu i w świetle późniejszych wydarzeń nie da się zaprzeczyć, że słusznie przewidywali ci spośród nas, którzy uważali dzień 7 marca 1936 r. za przełomowy moment w polityce europejskiej, za fatalną datę dla Francji i jej ostatnią utraconą szansę” – zanotował Leon Noël w książce „Agresja niemiecka na Polskę”. Francuski ambasador z niepokojem obserwował nastroje w Warszawie po wkroczeniu wojsk niemieckich do Nadrenii. Pomimo naruszenia postanowień traktatu wersalskiego francuska armia pozostała w koszarach, a rząd w Paryżu ograniczył się do protestów na forum Ligi Narodów. Józef Beck, który dotąd deklarował bezwarunkowe wypełnianie umowy sojuszniczej z 1921 r., zaczął okazywać coraz większą sympatię Berlinowi. „Nie chciał ryzykować utraty z trudem zdobytej dobrej pozycji wobec Niemiec. Uznał zatem, iż nie ma powodu czynić pustych demonstracji na rzecz Francji” – pisze w książce „Wrzesień 1939. Nowe spojrzenie” Grzegorz Górski.
III Republika nie potrafiła przezwyciężyć kryzysu politycznego. Oddała Nadrenię walkowerem, choć jej przewaga militarna była wówczas olbrzymia. „Gdyby w tym momencie na czele Francji stał wielki mąż stanu, zrozumiałby to niewątpliwie” – wzdychał po latach ambasador Noël.
Rządem kierował wówczas uznawany za tymczasowego premiera Albert Sarraut. Polski minister spraw zagranicznych Beck – jak pisze Górski – nie ukrywał swojej niechęci do Francji. Domagał się, by Paryż traktował Warszawę jako równego partnera, sugerując, że w przeciwnym razie poszuka innego sojusznika. Miał już chętnego. „Późną zimą i wiosną 1936 r. strona polska otrzymała wiele niemieckich ofert na sprzęt wojskowy, głównie artylerię” – podkreśla w artykule „Droga do Rambouillet: zabiegi o francuski kredyt zbrojeniowy na modernizację Wojska Polskiego” Wojciech Mazur. Zawiadujący gospodarką III Rzeszy prezes Reichsbanku Hjalmar Schacht obiecywał Polakom, że jeśli kupią niemiecką broń za udzielony przez niego kredyt, to odblokuje też należne im pieniądze za tranzyt kolejowy przez Pomorze Gdańskie.
Na wieść o tej propozycji Noël wściekł się na Becka, a jednocześnie odnotował z niepokojem, że jego kraj mocno stracił w oczach opinii publicznej nad Wisłą. „Nikła mniejszość, która nas nie lubiła, cieszyła się z tego niezmiernie” – pisał. „Natomiast przyjaciele Francji byli zgnębieni naszą rezygnacją (z Nadrenii – red.), byli rozczarowani i pełni niepokoju o przyszłość” – dodawał ambasador. Uważał, że Paryż musi szybko wykonać jakiś spektakularny ruch, żeby odwrócić niebezpieczny trend i mocniej związać Polskę z III Republiką. Okazja ku temu właśnie się nadarzyła.
Polska musi się zbroić
Generał Edward Rydz-Śmigły, który objął funkcję Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych po śmierci Józefa Piłsudskiego, doszedł do wniosku, że polska armia wymaga modernizacji i rozbudowy, jeśli nie chce zostać przytłoczona przez zbrojące się na potęgę Niemcy i ZSRR. „Specjalne ekipy oficerów, powoływanych przez szefa Sztabu Głównego, opracowały w szybkim tempie całokształt planu rozbudowy armii, wzorując się na ówczesnym stanie armii obcych, a w szczególności armii niemieckiej i rosyjskiej” – wspominał płk Józef Wiatr. Komitet do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu (KSUS) przełożył postulaty na konkretne kwoty. „Pierwsze prognozy zapotrzebowania finansowego na poczet – jak początkowo przewidywano – 4-letniego planu inwestycyjnego, zgłoszone przez Sztab Główny w 1936 r., oscylowały wokół kwoty 5,6 mld zł” – pisze Daniel Koreś w artykule „Komitet do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu a przygotowania Wojska Polskiego do wojny, 1935–1939”. Dla państwa, którego roczne dochody budżetowe zamykały się w kwocie ok. 2 mld zł, była to astronomiczna suma. Sanacyjne rządy dbały o równowagę finansów publicznych i nikt nie brał pod uwagę emisji pustego pieniądza.
Możliwości zadłużania się kraju były ograniczone, a podniesienie podatków – mało prawdopodobne. Pozostawał więc kredyt zagraniczny. W początkach II Rzeczpospolitej jego zdobycie graniczyło jednak z cudem. Pomimo olbrzymich wysiłków w latach 20. rządowi udało się dostać od zagranicznych instytucji finansowych, przedsiębiorców i innych państw zaledwie kilka pożyczek – do tego obwarowanych surowymi warunkami i zaporowym oprocentowaniem. Jeszcze trudniej było po wybuchu wielkiego kryzysu, któremu towarzyszył olbrzymi spadek dochodów budżetowych. „Wobec (…) obowiązującej wówczas na giełdach w Nowym Jorku, Paryżu i Londynie zasady, że w Europie Środkowo-Wschodniej nie udziela się kredytów finansowych, lecz tylko kredyty polityczne, wszczęto intensywne zabiegi dyplomatyczne o uzyskanie pożyczki tego typu, skierowane do rządów największych mocarstw” – pisze w artykule „Pożyczka Rambouillet z 1936 roku na cele dozbrojenia Polski” Jakub Skiba. „Szczególnie aktywnie o uzyskanie państwowej pożyczki o charakterze generalnym (obejmującej wymiar finansowy, zbrojeniowy i ogólnogospodarczy) zabiegał pułkownik Adam Koc, który pełnił funkcje wiceministra skarbu od grudnia 1930 roku do grudnia 1935 roku (…) jednak na tym etapie jego wysiłki okazywały się bezowocne” – dodaje Skiba. Tymczasem Niemcom i Związkowi Radzieckiemu funduszy nie brakowało. Sytuacja II RP stawała się dramatyczna, ale strach zaczął też narastać w Paryżu.
Pieniądz polityczny dla Polski
„Po katastrofalnej klęsce, jaką była remilitaryzacja Nadrenii, w świadomości francuskich kół wojskowych pojawiła się myśl, iż Polska jest tym państwem, bez którego zaangażowania nie będzie możliwe stworzenie frontu wschodniego, gdyby doszło do wojny w Europie w rezultacie niemieckich działań agresywnych, zwłaszcza zaś w sytuacji, kiedy te ostatnie mogłyby skierować się najpierw na zachód” – twierdzi Marek Kornat w monografii „Polityka zagraniczna Polski 1938–1939”.
W maju 1936 r. nad Sekwaną doszło do zwrotu politycznego. Wybory wygrał stworzony przez socjalistów i komunistów Front Ludowy. Na czele nowego rządu stanął znany z lewicowych przekonań Leon Blum. Wedle wspomnień Noëla sojusz polsko-francuski zawisł wtedy na włosku. „Komunizm był u naszych sojuszników na indeksie, obawiano się go bardziej niż czegokolwiek innego. Fakt, że we Francji po raz pierwszy w jej historii na czele rządu stanął Semita, był dla Polaków, najprzychylniej usposobionych dla naszego kraju, czymś skandalicznym. Ruchy społeczne, strajki, pojawienie się czerwonego sztandaru na murach fabryk i budowli, co miało miejsce przed i zaraz po utworzeniu nowego rządu francuskiego, wywoływało zaniepokojenie i łatwe do odgadnięcia komentarze w Warszawie” – odnotował Noël. Ale nie dało się ignorować faktu, że potencjał finansowy i militarny republiki był wielokrotnie większy niż biednej II Rzeczpospolitej.
W grę wchodziły również inne czynniki. Pomimo światowej zapaści gospodarczej Bank Polski utrzymywał parytet złota, by stabilizować kurs złotówki. Jednak wiosną 1936 r., kiedy kryzys już wygasał, doszło do załamania. Broniąc kursu złotego, Bank Polski szybko tracił rezerwy cennego kruszcu. Gdy uszczupliły się one o 57 mln zł, za namową ministra skarbu Eugeniusza Kwiatkowskiego prezydent Ignacy Mościcki wydał dekret o obrocie dewizowym, który zawiesił wymienialność złotówki na złoto oraz przyznał władzom prawo ścisłego nadzorowania obrotu walutami innych krajów. Ustabilizowało to sytuację, ale nad II RP zawisła groźba utraty płynności finansowej. Rząd nie zamierzał luzować dyscypliny budżetowej, więc jedynie zagraniczne kredyty mogły przywrócić obieg pieniądza do równowagi. Pożyczka zbrojeniowa byłaby do tego znakomitym narzędziem. Kwiatkowski planował też wykorzystanie jej do rozkręcenia koniunktury gospodarczej. Minister skarbu, a zarazem wicepremier, marzył o zbudowaniu nowego okręgu przemysłowego na południu Polski – nad swoją koncepcją pracował od ośmiu lat. Brakowało mu tylko funduszy. Do swojego planu przekonał wkrótce prezydenta Mościckiego i premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego.
W marcu 1936 r. Kwiatkowski rzucił generalicji pomysł, by zaciągnąć kredyt wojskowy od Francji, a połowę uzyskanej sumy przeznaczyć na budowę nowych zakładów zbrojeniowych. Po remilitaryzacji Nadrenii szef Sztabu Generalnego gen. Wacław Stachiewicz przekazał ambasadorowi Noëlowi notę z pytaniem o możliwość udzielenia pożyczki w wysokości 2 mld franków. Proponowano podzielić ją – jak pisze Jakub Skiba – „na dwie równe części: kredyt na zakupy materiałowe we Francji oraz pożyczkę gotówkową na rozbudowę polskiego przemysłu zbrojeniowego wraz z zakupem w Polsce materiałów do rozwinięcia miejscowej produkcji”.
Historia nienawiści
Wezwany do Paryża Noël zreferował premierowi Leonowi Blumowi i ministrowi obrony narodowej Édouardowi Daladierowi kluczowe problemy w relacjach z Polską. Podobnie jak francuska generalicja opowiedział się za udzieleniem pożyczki Warszawie. „Jednakże doświadczenie zdobyte w ciągu roku spędzonego w Polsce skłoniło mnie do zaproponowania rządowi, aby uzależnił udzielenie tej pomocy od dwóch warunków: jednego natury technicznej, a drugiego politycznej” – zanotował Noël. Zaproponował, aby postawić Polakom taki warunek: cała kwota kredytu ma być przeznaczona na zakup uzbrojenia francuskich firm. „Druga gwarancja, której absolutną konieczność podkreślałem, miała jeszcze bardziej zasadniczy charakter: dotyczyła ona płk. Becka. Po wszystkich zawodach, na jakie naraziło nas jego postępowanie i w związku z niepokojem, który budziła jego przychylność dla Niemiec, wydawało mi się rzeczą niemożliwą pomagać Polsce w rozbudowie jej potencjału wojennego, dopóki Beck będzie nieograniczonym panem jej polityki zagranicznej” – wspominał ambasador.
Po powrocie do Warszawy Noël zaczął knuć intrygę, by skłócić znienawidzonego Becka z Rydzem-Śmigłym: zaprosił generała do złożenia wizyty we Francji, na której doszło do podpisania umowy kredytowej. Zgodnie z planem negocjowanie warunków i odnowienie sojuszu polsko-francuskiego odbyło się z ostentacyjnym pominięciem ministra Becka. Ambasador zamierzał też przekonać Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, by doprowadził do wymiany szefa MSZ. „Sugerowałem więc (rządowi – red.), aby oświadczyć naczelnemu wodzowi armii polskiej, co następuje: «Rząd francuski jest gotów wam pomoc, lecz wiadomo panu, że – słusznie czy nie – Francuzi nie mają zaufania do Becka. Obawiamy się więc, że dopóki w jego rękach spoczywać będzie teka ministra spraw zagranicznych, parlament i opinia francuska zajmą oporne stanowisko wobec udzielenia Polsce poważniejszej pożyczki»”.
Misterny plan spalił na panewce, bo Beck miał szeroką sieć kontaktów w Paryżu. Ale na wszelki wypadek wymienił w lipcu 1936 r. ambasadora we Francji – kierowanie placówką przejął jego zaufany współpracownik Juliusz Łukasiewicz. „Nagle dowiedziałem się w pierwszym dniach sierpnia (1936 – red.) ze zdziwieniem, że gen. Gamelin ma przybyć za kilka dni do Warszawy pod pretekstem, że wypada, aby osobiście zaprosił swego polskiego kolegę (Rydza-Śmigłego – red.), co przecież zostało uczynione od dawna oficjalnie za moim pośrednictwem, oraz dla odbycia z nim pierwszej serii rozmów. Był to błąd” – zanotował Noël. Intryga się posypała. Premier Blum i minister Daladier uznali, że ratowanie więzów z Polską jest ważniejsze, i zrezygnowali z próby usunięcia Becka. Podejmowany z honorami godnymi głowy państwa Rydz-Śmigły spotkał się z premierem Blumem, prezydentem III Republiki Albertem Lebrunem i ministrem spraw zagranicznych Yvonem Delbosem w Château de Rambouillet pod Paryżem, gdzie uzgodnili ostateczną kwotę i warunki pożyczki. „W ich rezultacie układ płatniczy, podpisany w Rambouillet 7 września 1936 r., przyniósł Polsce kredyt zbrojeniowy w wysokości 2 mld franków – największy, jaki otrzymała za granicą II Rzeczpospolita” – pisze Marek Kornat. Tak jak chciała Warszawa, „połowę stanowił kredyt gotówkowy, drugą – «materiałowy». Umowę zawarto bez żadnych dodatkowych warunków politycznych, co w optyce polskiej miało duże znaczenie” – dodaje Kornat.
Zaciągnięcie tak olbrzymiego kredytu (ok. 600 mln ówczesnych złotych) musiał jeszcze zatwierdzić francuski parlament. Za radą ekonomisty Jacquesa Rueffa część pożyczki (400 mln franków) formalnie przekazywano polsko-francuskiemu Towarzystwu Kolejowemu, które odpowiadało za budowę magistrali węglowej z Górnego Śląska do Gdyni. Polski rząd zobowiązywał się do przekazania takiej samej kwoty. Dzięki temu Towarzystwo Kolejowe mogło wznowić wstrzymaną z braku funduszy inwestycję. „Instrument ten był znakomitym sposobem uzyskania nad Sekwaną poparcia dla udzielonej Polsce pożyczki” – podkreśla Jakub Skiba. „Korzyść strony polskiej była dwojaka: po pierwsze uzyskano środki na dokończenie najważniejszego strategicznie szlaku komunikacyjnego w Polsce, omijającego Niemcy i umożliwiającego przewóz eksportowanych kopalin ze Śląska do portu w Gdyni (…), i po drugie – złagodzono nacisk na dokonywanie zagranicznych transferów dewizowych ze strony Francji, jednego z największych wierzycieli Polski” – dodaje.
Ponieważ od francuskiej pożyczki zależały nie tylko inwestycje zbrojeniowe, lecz także plany budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego, pomysły zerwania sojuszu z Paryżem stały się mrzonką. Noël i Beck mogli dalej pałać do siebie nienawiścią, ale przyjaźń obu państw znów rozkwitła. ©Ⓟ