Z Krzysztofem Galosem rozmawia Aleksandra Hołownia
Czwartego lutego w Waszyngtonie odbył się szczyt ponad 50 państw dotyczący surowców krytycznych. Czy to punkt zwrotny w podejściu do bezpieczeństwa surowcowego?
Krzysztof Galos, profesor nauk ścisłych i przyrodniczych, podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, główny geolog kraju
ikona lupy />
Krzysztof Galos, profesor nauk ścisłych i przyrodniczych, podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, główny geolog kraju / Materiały prasowe / Fot. mat. prasowe

Jesteśmy w bardzo ważnym momencie. Rozwijające się branże związane z odnawialnymi źródłami energii, transformacją cyfrową czy przemysłem obronnym potrzebują coraz większych ilości określonych surowców. Tymczasem przez ostatnie trzy dekady nastąpiła koncentracja produkcji tych surowców w Chinach. To nie przypadek. Już w latach 90. Państwo Środka uznało surowce za swoją strategiczną dźwignię, również geopolityczną. Zachód przez lata tego nie dostrzegał, trzymając się logiki wolnego rynku. Dziś udział Chin w globalnej produkcji wielu surowców krytycznych przekracza 70 proc., a w niektórych przypadkach nawet 90 proc. (pierwiastki ziem rzadkich, magnez, gal). Chiny zdominowały rynki wielu surowców dzięki niskim kosztom pracy i energii, a także wzięciu na siebie kosztów środowiskowych. Zachód chętnie z tego korzystał. Tylko że Chiny już kilkakrotnie pokazały pazury.

Chociażby względem Japonii.

Tak, w 2011 r. ograniczenia eksportu pierwiastków ziem rzadkich z Chin, zwłaszcza do Japonii, i wywołany tym kilkakrotny wzrost ich cen były bardzo mocnym sygnałem. Chiny zaczęły używać swojej niemal monopolistycznej pozycji jako lewara politycznego. A narzucanie zasad na rynku surowców szybko przekłada się na kondycję i konkurencyjność innych dostawców tych surowców.

Poza Chinami głównymi użytkownikami metali są państwa wysoko rozwinięte – Stany Zjednoczone, kraje Unii Europejskiej, Japonia oraz Korea Płd. Dziś każde z nich próbuje na swój sposób znaleźć rozwiązania ograniczające zależność od jednego dostawcy surowców krytycznych. Unia podjęła ten temat już w 2008 r., ale, niestety, od tamtej pory ten proces postępuje pomału, jak to w Unii, choć w ostatnich dwóch latach przyspieszył. Stany Zjednoczone tradycyjnie podchodziły do tego tematu bardziej biznesowo, a mniej geopolitycznie. Jednak ostatni rok przyniósł duże przyspieszenie. Konferencja w Waszyngtonie była próbą wypracowania wspólnego stanowiska USA, UE i Japonii. Być może przystąpi do niego też Korea Płd. Widać przy tym istotne różnice w podejściu Waszyngtonu i Brukseli do tworzenia wspólnych mechanizmów działania.

Na czym polegają te różnice?

Stany Zjednoczone stawiają przede wszystkim na mechanizmy cenowe, w tym na wprowadzenie minimalnych cen surowców w połączeniu z odpowiednim mechanizmem ceł. Ma to zapewnić inwestorom w branży surowcowej gwarancję osiągnięcia opłacalności rozwoju nowych projektów. Dzięki temu amerykańskie firmy surowcowe będą w stanie utrzymać się na rynku, nawet gdyby Chiny próbowały go zalać tanimi surowcami. Dotychczas właśnie w ten sposób skutecznie eliminowały konkurencję.

Dumpingiem?

Tak, takie działania doprowadziły do co najmniej czasowego zatrzymania produkcji w wielu zakładach – m.in. w przypadku pierwiastków ziem rzadkich w amerykańskim Mountain Pass czy we francuskim La Rochelle. Zamknięto również liczne kopalnie grafitu na wielu kontynentach, bo firmy mogły korzystać z taniego surowca chińskiego. Krótkoterminowo było to korzystne dla odbiorców tych surowców, ale gdy później Chiny zaczynają dyktować ceny, sytuacja szybko odwraca się o 180 stopni.

Wracając do różnic między USA a UE, europejskie podejście jest o wiele bardziej zniuansowane. Na razie jednak szczegóły tych rozwiązań pozostają przedmiotem naszych wewnętrznych prac, a nie publicznej debaty.

Jakich prac?

Na podstawie rozporządzenia ws. surowców krytycznych (Critical Raw Materials Act, CRMA) z 2024 r. powstała Europejska Rada ds. Surowców Krytycznych. Reprezentuję w niej Polskę, spotykamy się co najmniej kilka razy w roku. W 2011 r. w UE powstała pierwsza lista surowców krytycznych. CRMA okazało się dokumentem przełomowym – po raz pierwszy wyznaczyło szeroki katalog działań, jakie Unia Europejska powinna podjąć w tym obszarze, oraz nadało im solidną, instytucjonalną podstawę prawną. Obecnie trwają prace nad szczegółami wdrożenia regulacji, są one przygotowywane i konsultowane z państwami członkowskimi, a kluczową rolę odgrywają Komisja Europejska, jej wiceprzewodniczący Stéphane Séjourné oraz DG Grow [Dyrekcja Generalna ds. Rynku Wewnętrznego, Przemysłu, Przedsiębiorczości i MSP – red.]. W grudniu przedstawiono także plan RESourceEU, naturalną kontynuację CRMA. Pokazał on, w jakim miejscu się znajdujemy i jakie dodatkowe działania mogą wzmocnić realizację unijnych celów surowcowych.

Czym to europejskie podejście różni się od amerykańskiego?

W Stanach działania są nieporównywalnie szybsze niż w UE. Przykładem jest uruchomienie przez administrację prezydenta Trumpa inicjatywy Project Vault, ukierunkowanej na utworzenie strategicznej rezerwy surowców za 12 mld dol. W UE również mówi się o konieczności budowy zapasów, ale wciąż trwają dyskusje: kto miałby je tworzyć, na jakiej podstawie, z jakiego budżetu i w jakiej formie. Skala prawdopodobnie będzie też mniejsza, rezerwa obejmie węższą paletę surowców. Wdrażana jest budowa wspólnego portfela popytowego na wybrane surowce. Powołane zostanie unijne Centrum Surowców Krytycznych, które będzie się zajmować zapewne tymi zapasami, ale też monitoringiem projektów strategicznych wg CRMA czy też rynku surowców krytycznych, czego w Europie z pewnością brakowało. Japonia ma znakomitą instytucję w tym zakresie – JOGMEC. Myślę, że UE chce iść jej śladem, tyle że 25 lat później.

Zależność Europy od dostaw surowców krytycznych

Wicepremier Radosław Sikorski powiedział w Waszyngtonie, że „minerały krytyczne nie powinny być przedmiotem szantażu, a ich produkcja powinna być bardziej zróżnicowana geograficznie”. Czy już dziś jesteśmy szantażowani?

Myślę, że ostatni rok pokazał, że jest to możliwe w przypadku pierwiastków ziem rzadkich. W poprzednich latach miało to miejsce m.in. w przypadku galu czy germanu. Jeśli w Europie chcemy rozwijać branżę wiatrową, to wąskim gardłem są magnesy trwałe z kilkuprocentowym udziałem pierwiastków ziem rzadkich. Chińczycy o tych wąskich gardłach doskonale wiedzą. W niektórych obszarach zdominowali też cały łańcuch wartości – tak jest np. z fotowoltaiką.

Czym taka zależność różni się od wcześniejszej – od dostaw ropy czy gazu z Rosji?

Obecne wąskie gardła mogą blokować lub opóźnić rozwój konkretnych branż, w tym odnawialnych źródeł energii. Ale prądu z tych wiatraków, paneli fotowoltaicznych czy magazynów energii, które już wybudowaliśmy, nikt nam nie odetnie. W przypadku Stanów Zjednoczonych prezydentowi Trumpowi chyba w większym stopniu chodzi o dostawy surowców dla przemysłu obronnego. Pierwiastki ziem rzadkich są niesłychanie ważne także w elektronice, a wyspecjalizowane urządzenia elektroniczne są obecnie kluczowe dla zastosowań wojskowych. Bez nich trudno sobie wyobrazić współczesne pole walki.

Na ile chińska dominacja opiera się na naturalnych uwarunkowaniach, a na ile wynika ze strategii?

To nie jest tak, że Chiny mają geologiczny monopol na większość surowców. Szacuję, że na poziomie samego wydobycia ich udział globalny wynosi zwykle 30–60 proc. Wiele kopalin wydobywa się w Australii czy krajach afrykańskich, ale etap przetwórstwa – hutnictwa i rafinacji – został w przeważającej części skoncentrowany w Chinach. I właśnie to jest dziś główny problem, który coraz wyraźniej dostrzegają zarówno Unia Europejska, jak i Stany Zjednoczone. Z drugiej strony warto podkreślić, że to Zachód sam wypychał ciężki przemysł, w tym hutnictwo, poza swoje terytorium – poprzez regulacje, polityki środowiskowe i czynniki ekonomiczne. W efekcie europejskich hut metali jest dziś znacznie mniej niż 30 lat temu. Na szczęście część z nich, także w Polsce, wciąż funkcjonuje, choć kwestie środowiskowe i koszty energii są dla nich dużym wyzwaniem. Postrzeganie sektora górniczego w Europie, w tym i w Polsce, jest od dłuższego czasu bardzo negatywne. Tymczasem społeczeństwo wydaje się nie dostrzegać, że niemal wszystko, co nas otacza, wymaga surowców (w tym ropy, a dokładniej wytwarzanych z niej tworzyw sztucznych, metali, surowców budowlanych itd.). Europejczycy nie chcą brudnego przemysłu, w tym kopalń, w swoim otoczeniu, ale to oznacza, że powstają one gdzie indziej – i tam ponoszony jest środowiskowy koszt, który faktycznie powinien obciążać także nas. Oczywiście sektor górniczy wiąże się z emisjami, odpadami i wpływem na wody, ale nowoczesne rozwiązania sprawiają, że wpływ ten może być parokrotnie niższy.

Jakie to technologie?

Zamiast tworzyć ogromne składowiska odpadów przeróbczych coraz częściej lokuje się je ponownie pod ziemią. Realnym wyzwaniem pozostają zasolone wody kopalniane, jednak rozwijane są technologie ich odsalania. Kolejny obszar, w którym możliwe są znaczące usprawnienia, to w przypadku kopalń podziemnych ograniczenie osiadania terenu. Ryzyka i koszty wydobycia można również zmniejszyć poprzez szeroką automatyzację procesów, choć wiąże się to z tym, że przyszłe kopalnie nie będą już potrzebowały tysięcy górników – najwyżej setek.

W Polsce od 50 lat nie powstała żadna nowa kopalnia rud metali. Ostatnimi były kopalnia rud miedzi i srebra Rudna oraz kopalnia rud cynku i ołowiu Pomorzany, uruchomione w 1974 r. Jeśli powstanie kiedyś kolejna taka kopalnia, to będzie musiała kompleksowo zmierzyć się ze wszystkimi problematycznymi aspektami działalności wydobywczej i zastosować nowoczesne rozwiązania technologiczne.

Poszukiwanie cennych metali w hałdach poprzemysłowych

Wspomniał pan o odpadach. Obecnie z jednej strony pojawiają się inicjatywy wykorzystania hałd poprzemysłowych, aby odzyskać z nich surowce, a z drugiej – produkujemy coraz więcej odpadów, bo wykorzystujemy uboższe złoża.

To prawda. Wynika to ze względów technologicznych. Pół wieku temu normalnym poziomem zawartości miedzi w wydobywanej rudzie było 2 proc. Teraz jest to nawet 0,3 proc. W przypadku złota było to 2 g na tonę, a obecnie największa kopalnia złota w Australii eksploatuje rudę o zawartości 0,5 g złota na tonę. Aby pozyskać taką samą ilość metalu, trzeba wytworzyć, niestety, większą ilość odpadów. Możliwość pozyskania metali ze starych odpadów górniczych i przeróbczych jest z tym częściowo powiązana. Potencjał jest zwłaszcza w odpadach zgromadzonych 200–300 lat temu, ponieważ zawartość metalu jest w nich niejednokrotnie większa niż we współcześnie eksploatowanych nowych złożach. Tylko że czasem są to małe hałdy, więc sięganie po nie niekoniecznie się opłaca. Jednak także w hałdach sprzed kilkudziesięciu lat zawartość metalu jest zbliżona do tego, co się współcześnie eksploatuje.

Jakie metale można odnaleźć w tych hałdach?

W Polsce podejmowane są próby odzysku cynku na bazie odpadów powstałych kilkadziesiąt lat temu. Myślę, że w zakresie miedzi potencjał istnieje także w starych zbiornikach poflotacyjnych. Kto wie, może kiedyś KGHM się nad nimi pochyli, choć zapewne jeszcze nie teraz.

Polska planuje także badania w ramach krajowego programu poszukiwań surowców krytycznych. Z czego wynika potencjał w tym zakresie? Z nieodkrytych dotychczas złóż czy eksploatacji tych, które kiedyś wydawały się nieopłacalne?

Chcemy, żeby projekt został zatwierdzony przez Radę Ministrów w najbliższych trzech miesiącach i uruchomiony w drugiej połowie tego roku. Swego rodzaju minus sytuacji w tym względzie w Polsce polega na tym, że wiele obszarów Polski jest bardzo dobrze zbadanych, oczywiście do pewnej głębokości. W czasach PRL na takie badania wykładano ogromne środki. Dlatego raczej trudno jest oczekiwać spektakularnych odkryć. Pojawiają się jednak przykłady surowców, którym w przeszłości nie poświęcano wystarczającej uwagi, a których znaczenie w ostatnich latach wyraźnie wzrosło.

Krajowy program poszukiwań surowców krytycznych. Gdzie kryje się potencjał?

Może pan podać przykłady?

Chcemy sprawdzić potencjał dla grafitu. Warto też będzie popatrzeć nieco szerzej i głębiej na obszary, w których pierwsze ruchy zrobiono często jeszcze w latach 70., 80. czy nawet 90. Przykładem jest rejon Myszkowa i mineralizacja miedziowo-molibdenowo-wolframowa. Trzecim obszarem są miejsca, gdzie wieki lub dekady temu była prowadzona eksploatacja, ale z różnych powodów została zaniechana. Przykład to rudy niklu koło Szklar czy mineralizacje barytowo-fluorytowe na Dolnym Śląsku. Do tego będziemy badać dodatkowe obszary potencjalnego występowania naszych sztandarowych surowców, czyli miedzi i srebra czy węgla koksowego. A także helu, którego, nieco przez przypadek, jesteśmy jedynym producentem w Unii Europejskiej.

Jak to „przez przypadek”?

Hel jest odzyskiwany w instalacjach odazotowania gazu ziemnego w Wielkopolsce. Instalacja w Odolanowie ma już ok. 50 lat i dalej funkcjonuje, więc jesteśmy producentem helu, który w Polsce jest zużywany w niewielkich ilościach, a przede wszystkim eksportowany do innych krajów Unii Europejskiej.

Wróćmy do programu poszukiwania surowców. Jakie będą jego etapy i kiedy może on się przełożyć na realne wydobycie?

To będzie długotrwały proces. Pierwszy jest etap poszukiwań. Tylko on jest zadaniem państwa. Efektem będzie pokazanie: „w tym obszarze nic nie znaleźliśmy, za to w tym drugim być może coś jest”. W ten sposób chcemy zachęcić inwestorów do drugiego etapu, czyli rozpoznania. Jest on mniej ryzykowny niż poszukiwanie, ale bardziej kosztowny. Prowadzi do trzeciego etapu, czyli udokumentowania złoża. Wtedy trzeba uwzględnić uwarunkowania lokalne, przestrzenne, społeczne czy środowiskowe – i upewnić się, czy jest szansa na powstanie kopalni pod określonymi warunkami. Dopiero wtedy można przygotować wniosek o koncesję na wydobycie.

Ile to wszystko może potrwać?

Prace w ramach krajowego programu poszukiwań zaplanowaliśmy do 2033 r., przy czym w pierwszej kolejności zajmiemy się obszarami uznanymi za priorytetowe – związanymi z poszukiwaniem dodatkowych źródeł miedzi, platynowców, grafitu, barytu, fluorytu, helu, węgla koksowego czy surowców skaleniowych. A później, od trzeciego roku realizacji planu, m.in. także rud wolframu, tytanu, wanadu, arsenu, bizmutu, strontu czy fosforytów. W ostatniej kolejności będziemy szukać tego, czego najmniej spodziewamy się znaleźć – czyli m.in. koncentracji pierwiastków ziem rzadkich, galu, germanu, litu, berylu, boru, antymonu. W tych przypadkach perspektywy są albo bardzo słabe, albo prawie ich nie ma.

W Polsce są podejmowane próby odzysku cynku z odpadów powstałych kilkadziesiąt lat temu. W zakresie miedzi potencjał jest w starych zbiornikach poflotacyjnych

Kolejny możliwy etap rozpoznania i przygotowania dokumentacji pod uzyskanie koncesji wydobywczej zajmuje zazwyczaj pięć, sześć lat, choć często trwa nawet 10 lat. Czasem koncesja wydobywcza nie jest nigdy wydawana. Kiedy wszystkie wymogi formalne są już spełnione, może zacząć się realna inwestycja górnicza, a to jest co najmniej kolejnych kilka lat. Czyli jeśli dziś znaleźlibyśmy miejsca, w których warto coś dalej rozpoznawać, to gotowy surowiec uzyskalibyśmy najwcześniej za kilkanaście lat. A należy zauważyć, że tylko niewielka część projektów geologiczno-górniczych się udaje – praktyka światowa pokazuje, że spośród rozpoznanych miejsc w najlepszym przypadku zrealizowany zostanie co 30., może co 20. projekt.

Resort środowiska przeprowadził już konsultacje projektu ustawy, która pomoże we wdrożeniu CRMA do polskich warunków. Kiedy zostanie przyjęty?

Myślę, że na przełomie lutego i marca będziemy gotowi, by projekt ustawy o zapewnieniu gospodarce krajowej dostępu do surowców, w tym surowców krytycznych, przedstawić na Stałym Komitecie Rady Ministrów. Mam nadzieję, że pod koniec marca lub na początku kwietnia powinien pojawić się on na posiedzeniu Rady Ministrów. Oczywiście zależy mi, by rozwiązania te weszły jak najszybciej w życie.

Realizacja niektórych celów dotyczących surowców krytycznych może się nie udać

Jak pan widzi szanse na realizację celów CRMA, które odnoszą się już do 2030 r.? Zgodnie z nimi 40 proc. popytu powinno być realizowane przez przetwarzanie w Unii, 10 proc. z wydobycia, a 25 proc. z recyklingu. W dodatku od jednego dostawcy spoza Unii nie powinno pochodzić więcej niż 60 proc. dostaw jednego minerału.

W tym zakresie nie jest do końca jasne, z jakiego poziomu wychodzimy i jak liczymy te procenty. Czy te cele powinny być osiągnięte dla każdego surowca czy sumarycznie? Jeśli sumarycznie, to punktem wyjścia dla wydobycia jest 8 proc., w przypadku hutnictwa – 24 proc., a dla recyklingu – 12 proc. Nie zaczynamy więc od zera. Ale mimo wszystko kopalni w cztery, pięć lat się nie zbuduje, chyba że byłaby to niewielka kopalnia odkrywkowa. Aby wybudować nową kopalnię rud miedzi i srebra w Polsce, potrzebowalibyśmy zapewne ok. 10 lat, mając już wszystkie papiery. Tak więc nawet wzrost z 8 do 10 proc. w 2030 r. może się nie udać. Myślę, że spośród tych czterech celów najłatwiejszy do realizacji będzie cel dywersyfikacji.

Jakie są najważniejsze kierunki alternatywne do Chin?

Weźmy przykład głośnych medialnie pierwiastków ziem rzadkich. Może się okazać, że kolejne zakłady rafinacji pierwiastków ziem rzadkich powstaną w Azji Południowo-Wschodniej. Tam może to być możliwe w trakcie trzech lat, a w Europie może okazać się niewykonalne. Obecnie rafinacja pierwiastków rzadkich odbywa się w Chinach, w jednym zakładzie w Malezji i na niewielką skalę we Francji, a mały zakład jest uruchamiany w Estonii. Także Amerykanie próbują zbudować moce w tym zakresie. I to tyle. Więc nowe zakłady przetwórcze w wielu przypadkach na pewno będą potrzebne. Mam nadzieję, że jednym z nich jest planowana nowa rafineria pierwiastków ziem rzadkich w Puławach, uznana za projekt strategiczny UE.

No właśnie, w ramach CRMA Unia Europejska zadecydowała do tej pory o wsparciu 47 projektów strategicznych na terenie UE i 13 projektów poza nią. One mają powstać szybciej.

Tak, proces inwestycyjny dla wielu spośród tych projektów, po uzyskaniu wsparcia finansowego, może ruszyć w ciągu jednego czy dwóch lat. W Europie najlepsze perspektywy widać jednak dla projektów recyklingowych.

Projekt recyklingu surowców krytycznych zakładu Polvolt: "śmiały i wymagający"

Przykładem jest polski projekt, który trafił do grona strategicznych – zakład Polvolt grupy Elemental. W Zawierciu ma być prowadzony recykling baterii. W efekcie ma być możliwy odzysk metali i ich soli, w tym niklu, kobaltu, manganu, żelaza czy litu.

Mocno trzymam kciuki za projekt Polvolt, choć jest on śmiały i wymagający. Głównym wyzwaniem w tym przypadku pozostaje technologia. Niezbędne jest połączenie know-how technologicznego z rozwiązaniami akceptowalnymi środowiskowo i społecznie. Polska jest w tym momencie w zakresie recyklingu baterii litowo-jonowych w awangardzie europejskiej, mamy kilka zakładów uruchomionych w ostatnich latach, które z baterii mogą produkować tzw. czarną masę (Elemental, Waste Services, Eneris). Tylko że dotychczas czarna masa była wysyłana do Azji, głównie do Chin, a nie przetwarzana na pojedyncze metale w Europie.

Czyli Chiny są w stanie odzyskiwać metale z tej czarnej masy?

Tak, oni mają tę technologię i zdolności produkcyjne, ale nie jest pewne, jakie jest obecnie oddziaływanie tych instalacji na środowisko. To model działania Chińczyków – najpierw opracowują rozwiązania technologiczne, nawet jeśli odbywa się to kosztem środowiska, a później doskonalą je tak, żeby w mniejszym stopniu narażały środowisko.

Elemental już ma osiągnięcia w zakresie recyklingu niektórych metali w zakładzie w Zawierciu. Uruchomili już duży odzysk platynowców z katalizatorów oraz instalację produkcji czarnej masy z baterii. Jeżeli teraz uda się też dojść do tego kolejnego etapu produkcji metali bateryjnych z czarnej masy w zakładzie Polvolt, to będzie to naprawdę przełom na skalę europejską. Ten projekt jest więc bardzo poważnie traktowany przez Komisję Europejską. ©Ⓟ