- Mineralny blok handlowy. Vance obiecuje „natychmiastowe korzyści“
- Kryzys sojuszniczego zaufania. Nowy filar stosunków euroatlantyckich czy dominacji USA?
- Autonomia strategiczna? Raczej nie w surowcach. Plany UE grzęzną w procedurach
- Surowcowy szantaż Chin obudził kraje zachodnie. Pekin mówi o „zakłócaniu porządku“
Project Vault, czyli „Projekt Skarbiec”, to najnowszy pomysł Stanów Zjednoczonych w ramach polityki surowcowo-przemysłowej. Chodzi o wartą 12 mld dol. inicjatywę stworzenia strategicznej rezerwy surowców krytycznych na potrzeby USA i sprzymierzonych gospodarek, do której mają przystąpić potentaci amerykańskiego przemysłu, energetyki i usług cyfrowych, na czele z General Motors, Stellantisem, Boeingiem, GE Vernovą czy Alphabetem (właścicielem m.in. Google).
Do tego dochodzi coraz dłuższa lista umów dwustronnych pomiędzy USA a ich partnerami oraz koordynujący międzynarodową współpracę w tej dziedzinie nowy format: FORGE – Forum Geostrategicznego Zaangażowania na rzecz Zasobów. Ma ono zastąpić powołane przez administrację Joego Bidena Partnerstwo ds. Bezpieczeństwa w zakresie Minerałów.
Jeszcze na przełomie roku powołana została inicjatywa Pax Silica, skoncentrowana na łańcuchach dostaw technologii cyfrowych, w tym półprzewodników, oraz sieć porozumień dwustronnych pomiędzy Waszyngtonem a jego partnerami. Łącznie z podpisanymi właśnie 11 takimi umowami, zawarto ich już ponad 20, w tym m.in. z Australią, Argentyną, Japonią, Koreą Płd., Tajlandią czy Filipinami. A w toku – jak twierdzi amerykański sekretarz ds. zasobów wewnętrznych Doug Burgum – jest jeszcze drugie tyle.
Mineralny blok handlowy. Vance obiecuje „natychmiastowe korzyści“
Jaki jest cel tych projektów? – Koncepcja jest taka, żebyśmy mieli bezcłowy handel i wymianę między naszymi krajami w dziedzinie krytycznych surowców i minerałów ziem rzadkich, żeby stworzyć blok, którego częścią mogą być ceny minimalne – wyjaśniał ostatnio Burgum w waszyngtońskim think tanku Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych. Amerykanie liczą, że to rozwiązanie najskuteczniej zmityguje ryzyka związane z surowcowym monopolem i zmobilizuje kapitał do inwestycji w wydobycie i przetwarzanie surowców. – Korzyści będą natychmiastowe i trwałe – przekonywał wiceprezydent J.D. Vance.
Z kolei sekretarz stanu Marco Rubio akcentował, że w nowym surowcowym bloku każdy kraj będzie miał swoją rolę do odegrania. – Jeżeli nie macie minerałów, możecie włączyć się w ich przetwarzanie – mówił. Podkreślił również, że zgromadzone w Waszyngtonie delegacje reprezentują największych odbiorców krytycznych minerałów i ich produktów, którzy dzięki swojej wspólnej sile nabywczej mają potencjał, żeby zbudować bardziej odporny i zdywersyfikowany rynek tych dóbr.
Sam Donald Trump nowe inicjatywy amerykańskie w sprawie surowców krytycznych porównuje do działań podjętych w latach 70. XX w. w odpowiedzi na kryzys naftowy. Wtedy to USA stworzyły swoją strategiczną rezerwę ropy, a kraje zależne od importu nawiązały współpracę m.in. w ramach Międzynarodowej Agencji Energii. – Nie chcemy już nigdy znaleźć się w takiej sytuacji jak w zeszłym roku. (…) Tak jak od lat mamy strategiczną rezerwę naftową i zapasy krytycznych minerałów na potrzeby obrony kraju, tak teraz tworzymy nową rezerwę dla amerykańskiego przemysłu – mówił na początku lutego amerykański prezydent.
Kolejne elementy amerykańskiej oferty wskazują – jak diagnozowała już pod koniec stycznia Maria Shagina z IISS – Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych – że administracja USA uświadamia sobie, że działania w skali jednego kraju nie wystarczą, żeby rozwiązać problem surowcowego bezpieczeństwa, a umowy dwustronne często są zbyt fragmentaryczne w swoim zakresie i długotrwałe we wdrażaniu. Potrzebne było także – jak wskazywała ekspertka – wyjście poza logikę współpracy w stosunkowo wąskim gronie „krajów podobnie myślących” na rzecz znacznie szerszego podejścia pozwalającego na budowę dużego ekosystemu handlowego opartego na wzajemnie uzupełniających się potencjałach.
Jak wygląda zainteresowanie amerykańskimi pomysłami? Na poświęcony surowcom szczyt w Waszyngtonie swoich przedstawicieli przysłało ponad 50 państw, w tym większość rządów obu Ameryk i Europy, a także Indie, Mongolia, Kazachstan, Arabia Saudyjska oraz szereg bogatych w surowce krajów afrykańskich, na czele z Demokratyczną Republiką Konga. Ten ostatni kraj jest istotnym elementem układanki, ponieważ stanowi wyzwanie dla wyraźnie dominującej na tamtejszym rynku w ostatnich latach obecności chińskiego kapitału.
Kryzys sojuszniczego zaufania. Nowy filar stosunków euroatlantyckich czy dominacji USA?
Własne porozumienie z Ameryką ma też zawrzeć Unia Europejska. Według aktualnych deklaracji w ciągu miesiąca należy spodziewać się memorandum w tej sprawie. Dalszą, bardziej praktyczną współpracę zapowiedziano także na środowym trójstronnym spotkaniu USA–UE–Japonia. Negocjacje w tym gronie – jak mówił przedstawiciel Białego Domu ds. handlu Jamieson Greer – określą podstawy przyszłych wielostronnych zobowiązań w zakresie handlu surowcami krytycznymi.
Dla Tokio bezpośrednią motywacją są najnowsze chińskie restrykcje, które na początku roku ograniczyły eksport do Japonii m.in. metali ziem rzadkich i ich produktów oraz dóbr podwójnego zastosowania. Obostrzenia dotknęły także przemysł cywilny. Za kolejnego kandydata do przystąpienia do paktu uważany jest Meksyk, który wraz z Amerykanami przyjął 60-dniowy plan prac nad skoordynowaniem polityk surowcowych.
Kierunki działań Waszyngtonu są w dużej mierze zbieżne z planami opisanymi w unijnej strategii RESourceEU. Bruksela zapowiedziała m.in. stworzenie systemu wspólnych zakupów oraz zapasów krytycznych surowców. Jak donosi agencja Reuters, centralną rolę w pracach nad pilotażowymi rozwiązaniami w tej dziedzinie odgrywać mają trzy największe gospodarki Unii: Niemcy, Francja i Włochy. Powierzono im odpowiednio kwestie: źródeł dostaw, ich finansowania oraz fizycznego magazynowania krytycznych minerałów. Podobnie jak Stany, Unia podpisała też serię umów o współpracy surowcowej z krajami trzecimi, m.in. z Kanadą, Australią, Ukrainą, Kazachstanem, Argentyną, Chile i Demokratyczną Republiką Kongo. Ogłoszona w grudniu strategia UE mówi też o możliwości ustanowienia cen minimalnych (co jest filarem propozycji USA).
Ale zgoda co do diagnozy sytuacji czy instrumentów, które należy zastosować, to jeszcze nie wszystko. Równie istotne może być to, kto kontroluje i nadaje ton w nowych formatach, a także wola polityczna poszczególnych stron, by w ślad za zgodnymi deklaracjami szły szybkie i konkretne działania. Na wszystkie te obszary może z kolei wpływać dynamika wzajemnych relacji między potencjalnymi sojusznikami w innych obszarach. A wzajemne zaufanie między Waszyngtonem a wieloma jego partnerami zostało w ostatnich miesiącach istotnie nadszarpnięte.
Efekt? Np. Kanada, uznawana za istotną składową surowcowego sojuszu m.in. ze względu na swoje bogactwa mineralne, już zapowiedziała, że traktować będzie kwestię nowego bloku jako element szerszych rozmów o stosunkach z USA i Meksykiem. Jak przekazała dziennikowi "Globe and Mail" szefowa kanadyjskiej dyplomacji Anita Anand, Ottawy nie interesuje zawieranie monosektorowego porozumienia tuż przed tegorocznymi negocjacjami o przyszłości północnoamerykańskiej umowy o wolnym handlu. I wprost przyznała, że w rozmowach tych dostęp do surowców będzie dla Kanady istotną kartą przetargową.
Autonomia strategiczna? Raczej nie w surowcach. Plany UE grzęzną w procedurach
Jeszcze niedawno, bo w grudniu, obawy w kwestii surowcowego zbliżenia z Ameryką jako „coraz bardziej niepewnym partnerem” artykułował wprost m.in. wiceprzewodniczący KE Stéphane Séjourné. Od tego czasu w Brukseli rośnie jednak świadomość, że – jak sygnalizował ostatnio londyński think tank Chatham House – bez środków i determinacji USA (które, jak zauważa analityk tego ośrodka Christopher Vandome, jako pierwszy kraj uczyniły surowce krytyczne priorytetem swojej dyplomacji i jako pierwsze zrozumiały, że „naruszenie status quo nie powiedzie się bez znaczącej ilości gotówki“), trudno wyobrazić sobie przełom w bezpieczeństwie dostaw. Chiny nie są bowiem skłonne do ustępstw wobec UE, a dywersyfikacja gospodarek europejskich – mimo kolejnych inicjatyw ostatnich lat (na czele z rozporządzeniem o surowcach krytycznych oraz niedawno ogłoszoną strategią RESourceEU) – rozpędza się dość powoli. Potwierdzają to m.in. ustalenia z najnowszego raportu Europejskiego Trybunału Obrachunkowego.
Audytorzy stwierdzili w nim, że niemal dwa lata po przyjęciu przepisów surowcowych UE ma do pokonania daleką drogę do osiągnięcia swoich zamierzeń na 2030 r. Niewiążące cele przyjęte w rozporządzeniu to: 10 proc. zapotrzebowania zaspokajanego z wydobycia surowców krytycznych w ramach UE, 40-proc. udział lokalnych zakładów przetwórczych i 25-proc. materiałów z recyklingu. Maksymalnie 65 proc. zużycia każdego z kluczowych minerałów miałoby pochodzić z jednego kraju nieunijnego. ETO, na podstawie danych z początku ubiegłego roku, informuje tymczasem, że UE pozyskuje z Chin 97 proc. swojego zużycia przetworzonego magnezu – wykorzystywanego m.in. w produkcji elektrolizerów, a także ponad 2/3 zapotrzebowania na sześć metali ziem rzadkich i gal (te trudno zastępowalne pierwiastki mają szerokie zastosowanie we współczesnej gospodarce, w tym w przemyśle lotniczym i elektronice).
Powodów do optymizmu nie dają postępy wspieranych z funduszy UE inwestycji, mających na celu dywersyfikację i reshoring (czyli odzyskiwanie zdolności produkcyjnych, które w imię optymalizacji kosztów „wywędrowały“ do krajów trzecich), a także rozwój recyklingu surowców. Teoretycznie niemal wszystkie z przeanalizowanych 19 przedsięwzięć powinny być gotowe do eksploatacji przed końcem bieżącej dekady. W praktyce zdecydowana większość projektów jest wciąż na etapie studiów wykonalności i audytorzy sugerują, że ryzyko przekroczenia zakładanych terminów jest wysokie. Szczególnie problematyczne okazuje się sprawne przechodzenie procedur pozwoleniowych. Tylko w przypadku trzech projektów udało się doprowadzić do rozpoczęcia budowy.
Jednocześnie z informacji przytoczonych w raporcie wynika, że (w obowiązującej nadal wersji) restrykcje Pekinu potrafią być dla firm z UE dotkliwe, a zgody na eksport dla wielu podmiotów były wstrzymywane jeszcze jesienią ub. roku. Tymczasem Europie nie udało się wyegzekwować od Chin negocjowanego z nimi mechanizmu przyspieszonego rozpatrywania wniosków o licencje. Dyplomaci i eksperci zaangażowani w rozmowy nieoficjalnie przyznają, że władze ChRL uważają obecnie UE za partnera tak słabego, że nie muszą mu niczego dawać. Mówi się też, że Bruksela ma świadomość, że USA mają potencjał do szybszego działania i odrzucenie oferty współpracy transatlantyckiej groziłoby Unii pozostaniem w tyle.
Surowcowy szantaż Chin obudził kraje zachodnie. Pekin mówi o „zakłócaniu porządku“
Fala międzynarodowej mobilizacji jest efektem ubocznym zeszłorocznych restrykcji Pekinu na eksport wybranych minerałów oraz ich pochodnych, które groziły wstrzymaniem lub ograniczeniem produkcji w niektórych sektorach oraz postawiły pod znakiem zapytania plany przemysłów obronnych krajów zachodnich, które – jak sygnalizowały chińskie władze – miały jako pierwsze utracić dostęp do niezbędnych materiałów. Choć z wprowadzenia części najdalej idących obostrzeń handlowych ostatecznie się wycofano, dla uzależnionych od chińskich dostaw odbiorców stało się jasne, że ponowne sięgnięcie po surowcową broń jest kwestią czasu. – Myślę, że dobrze się stało, że doszło do próby wykorzystania tej broni, bo to wszystkich obudziło – mówił w zeszłym tygodniu w Waszyngtonie Howard Lutnick, sekretarz ds. handlu.
USA nie zwalniają tempa również w swoich działaniach na gruncie krajowym, gdzie rząd federalny postawił na udrożnienie procesów pozwoleniowych dla inwestycji oraz wsparcie najważniejszych z nich kapitałowo. W ciągu ostatniego półrocza amerykańska administracja i jej agendy uruchomiły miliardy dolarów na współpracę z amerykańskimi firmami działającymi na różnych odcinkach łańcucha dostaw surowców i technologii krytycznych. Ostatnie porozumienia zawarto w styczniu, odpowiednio, pomiędzy Departamentem Handlu a spółką USA Rare Earths oraz pomiędzy Departamentem Wojny a Atlantic Alumina, wiodącym dostawcą wykorzystywanego m.in. w produkcji aluminium tlenku glinu, który na mocy umowy ma się zaangażować także w pozyskiwanie galu.
Najnowsze działania zmierzające do budowy przeciwwagi dla Chin w światowych łańcuchach dostaw spotkały się z krytyką władz w Pekinie. Rzecznik prasowy MSZ Państwa Środka Lin Jian oznajmił, że ChRL sprzeciwia się budowaniu małych koalicji, których celem miałoby być „zakłócanie międzynarodowego porządku gospodarczego i handlowego”. Pekin, nie po raz pierwszy, broni swojej dominującej pozycji na światowych rynkach poprzez odwołanie się do zasad wolnego handlu. Waszyngton odpowiada, że dywersyfikacja motywowana jest względami bezpieczeństwa i ochrony przed przymusem ekonomicznym.©℗