W debatach o kondycji polskiej gospodarki często używa się wielkich słów: modernizacja, doganianie Zachodu, suwerenność gospodarcza, reindustrializacja. Rzadziej pada bardziej fundamentalne pytanie: jakiego rodzaju kapitalizm właściwie zbudowaliśmy? Czy jest to system zdolny do samodzielnej reprodukcji przewag konkurencyjnych, czy raczej konstrukcja zależna od zewnętrznych impulsów, regulacji i politycznych protez?

Pomocne w odpowiedzi na te pytania okazuje się pojęcie ersatz kapitalizmu (ersatz capitalism), sformułowane pod koniec lat 80. XX w. przez japońskiego ekonomistę Kunio Yoshiharę. Choć autor odnosił je do Azji Południowo-Wschodniej, jego intuicje wydają się dziś zaskakująco aktualne także w Europie Środkowej.

Yoshihara pisał swoją książkę w 1988 r., czyli w momencie, gdy wiele krajów Azji notowało szybki wzrost gospodarczy, przechodziło industrializację i zwiększało swoją obecność na światowych rynkach. Z zewnątrz wyglądało to jak sukces kapitalizmu. Jednak z bliska widać było coś niepokojącego: wzrost nie prowadził do powstania autonomicznej, innowacyjnej klasy kapitalistycznej, która byłaby zdolna przejąć kontrolę nad technologią, markami i kapitałem.

Słowo „ersatz” pochodzi z języka niemieckiego i oznacza zamiennik – coś, co ma pełnić funkcję oryginału, ale nim nie jest. W języku polskim przyjęło się jako „namiastka” lub „podróbka”, często o wyraźnie pejoratywnym zabarwieniu. W jidysz, z którego termin przeniknął do potocznej mowy Europy Środkowej, ersatz oznaczał coś prowizorycznego, stworzonego z konieczności – substytut, który pozwala przetrwać, lecz nie zastępuje pełnowartościowego dobra.

Yoshihara użył tego pojęcia, by opisać kapitalizm, który funkcjonuje formalnie, ale nie odgrywa swojej historycznej roli: nie przekształca struktury gospodarki w kierunku coraz wyższej produktywności i innowacyjności.

Polska: sukces bez transformacji?

Na pierwszy rzut oka Polska wydaje się zaprzeczeniem tej tezy. Trzy dekady wzrostu, integracja z Unią Europejską, rosnący eksport, poprawa poziomu życia. Problem polega na tym, że wzrost ten ma pewne mankamenty. Jesteśmy 20. gospodarką świata pod względem wielkości nominalnego PKB, ale mamy słabsze instytucje i zmagamy się z wyjściem z pułapki średniego rozwoju (albo, jak kto woli, z pułapki średniej produktywności). Kunio Yoshihara zastosował zestaw kryteriów, aby odróżnić „prawdziwy kapitalizm” od tego, który nazwał ersatz kapitalizmem. Można je pogrupować w kilka bloków.

  • Jakość i autonomia klasy kapitalistycznej. Kluczowe pytanie Yoshihary brzmiało: czy istnieje rodzima klasa przedsiębiorców, która samodzielnie inwestuje, opracowuje innowacje i ponosi ryzyko? W ersatz kapitalizmie elity biznesowe są zależne od państwa poprzez licencje, koncesje czy preferencyjny dostęp do kapitału. Bogacenie się odbywa się głównie przez pogoń za rentą (rent-seeking), a nie produktywność. Brakuje długoterminowego myślenia; przedsiębiorcy stają się pośrednikami politycznymi, a nie Schumpeterowskimi innowatorami.

W przypadku Polski autonomia rodzimej klasy kapitalistycznej jest częściowa i ograniczona. Plusy to istnienie sektora prywatnego, dynamicznych małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) oraz firm rozwijających się organicznie w branżach takich jak IT, produkcja mebli, logistyka czy żywność. Minusy to brak silnej klasy przemysłowych czempionów oraz duże znaczenie podmiotów państwowych lub zależnych od regulacji i kontraktów publicznych. Prywatny kapitał rzadko skaluje się do poziomu globalnego producenta technologii. Kapitaliści istnieją, ale nie są „systemowo decydujący” tak jak minister aktywów państwowych.

  • Źródło akumulacji kapitału. W ersatz kapitalizmie akumulacja opiera się głównie na handlu surowcami, nieruchomościach, monopolach regulacyjnych i kontraktach państwowych. Inwestycje w technologię, badania i produktywność są słabe. Kapitał krąży, ale nie pogłębia się strukturalnie.

W Polsce dominują zyski z handlu, nieruchomości, usług oraz integracji z zagranicznymi łańcuchami wartości. Słabsze są inwestycje długoterminowe w przemysł, reinwestycje w R&D oraz własność technologii. Kapitał krąży i się konsoliduje, lecz rzadko przechodzi w innowacyjną akumulację.

  • Relacje państwo–biznes. Państwo rozwojowe, jak Japonia czy Korea, dyscyplinuje kapitał oraz nagradza produktywność i innowacje. Państwo ersatz chroni „swoich”, toleruje nieefektywność i nie wymusza konkurencyjności. W takim systemie banki państwowe mogą przyznawać kredyt na podstawie relacji, a nie zdolności spłaty, zaś upadłość jest rzadkością (tzw. soft budget constraint).

W Polsce rola państwa jako właściciela, regulatora i inwestora jest silna. Ważne są zamówienia publiczne, spółki Skarbu Państwa i decyzje administracyjne. Brakuje dyscypliny rozwojowej – polityzacja zarządzania w SSP przewyższa wymuszanie produktywności. Państwo chroni, ale rzadko wymusza modernizację i efektywność.

  • Struktura przemysłu i zdolność technologiczna. Yoshihara analizował, co dokładnie produkuje gospodarka. W ersatz kapitalizmie dominują montownie, proste przetwórstwo i sektory niskiej wartości dodanej. Brakuje własnych marek, własnej technologii i kontroli nad łańcuchem wartości. Gospodarka może rosnąć, ale nie „uczy się” technologicznie.

W Polsce królują montownie, komponenty i produkcja średniej technologii. Brakuje własnych marek high-tech, kontroli nad własnością intelektualną i obecności na końcu łańcucha wartości. Produkujemy dużo, ale rzadko projektujemy standardy.

  • Rola kapitału zagranicznego. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) same w sobie nie są problemem. Problemem jest zależność od nich. W ersatz kapitalizmie kapitał zagraniczny dominuje w nowoczesnych sektorach, nie wywołuje efektów rozlewania się (spillovers) i nie tworzy lokalnych czempionów. Lokalni przedsiębiorcy pozostają w handlu, usługach regulowanych i sektorach zależnych pośrednio lub bezpośrednio od państwa. Rozwój jest „importowany”, nie endogeniczny.

W Polsce BIZ-y są kluczowe dla eksportu, technologii i produktywności. Problemem są ograniczone spillovers, niewielka transformacja inwestycji zagranicznych w lokalnych czempionów oraz asymetria siły negocjacyjnej. Rozwój jest egzogeniczny, nie w pełni endogeniczny.

  • System bodźców. Yoshihara analizował, co się opłaca przedsiębiorcy. W ersatz kapitalizmie bardziej opłaca się mieć dobre relacje polityczne niż technologię, zdobyć licencję, niż poprawić produktywność, lobbować, niż inwestować. To racjonalne dla jednostek, ale irracjonalne dla rozwoju.

W Polsce bodźce rynkowe często premiują optymalizację podatkową, regulacyjną lub grantową zamiast ryzykownych inwestycji technologicznych. Racjonalne decyzje mikroekonomiczne nie budują przewag makroekonomicznych.

  • Horyzont czasowy decyzji gospodarczych. Prawdziwy kapitalizm cechują długi horyzont inwestycyjny i inwestycje pokoleniowe. W ersatz kapitalizmie dominuje krótkoterminowa maksymalizacja rent, szybka konsumpcja zysków i emigracja kapitału.

W Polsce cechą charakterystyczną jest niska skłonność do ryzyka, preferencja wysokiej dywidendy zamiast reinwestycji oraz emigracja kapitału prywatnego. Kapitał zabezpiecza się zamiast transformować gospodarkę.

  • Efekty społeczne i instytucjonalne. Yoshihara zwracał uwagę na nierówności strukturalne, napięcia etniczne (np. rolę chińskiej mniejszości) i słabą legitymizację kapitalizmu w społeczeństwie. Nie staje się on systemem powszechnym, tylko elitarnym. W Polsce widać podobną tendencję: silne poparcie dla redystrybucji, nieufność wobec „wielkiego biznesu” oraz oczekiwanie, by państwo odgrywało rolę stabilizatora. Kapitalizm nie jest postrzegany jako projekt wspólny, lecz jako system nierówny.

Polska nie jest klasycznym ersatz kapitalizmem, ale utknęła w jego miękkiej, europejskiej wersji – z silnym państwem, zależnością od kapitału zagranicznego i niedojrzałą klasą kapitalistyczną.

Polska gospodarka na rozdrożu

Ostatnie ćwierćwiecze rozwoju polskiej gospodarki zaskakująco przypomina trajektorię, jaką po II wojnie światowej przeszły Włochy w okresie swojego boomu. Porównanie to powinno działać jak sygnał ostrzegawczy: konwergencja nie dokonuje się sama z siebie. Wraz ze zbliżaniem się do światowej granicy technologicznej tempo wzrostu coraz częściej słabnie, a w skrajnych przypadkach może nawet ulec odwróceniu. Podobna logika dotyczy Japonii, gdzie po fazie spektakularnego sukcesu spowolnienie okazało się jeszcze bardziej gwałtowne i długotrwałe niż we Włoszech.

Ersatz kapitalizm nie jest błędem jednego rządu ani skutkiem złej koniunktury. To równowaga instytucjonalna, w której racjonalne decyzje jednostek nie prowadzą do racjonalnych rezultatów rozwojowych. Dlatego wyjście z niego nie jest kwestią „więcej pieniędzy”, „więcej programów” ani „więcej strategii”. Wymaga to zmiany logiki systemu.

Po pierwsze, kapitał – także państwowy – musi zostać zdyscyplinowany. Dopóki nieefektywność jest chroniona, a porażka ekonomiczna nie pociąga za sobą realnych konsekwencji, inwestycje w produktywność będą przegrywać z rentą regulacyjną. Państwo rozwojowe nie polega na tym, że wybiera zwycięzców, lecz na tym, że pozwala przegranym upaść. Bez realnego ryzyka bankructwa nie ma innowacji, są tylko transfery.

Po drugie, Polska musi przejść od absorpcji technologii do jej współtworzenia. To nie oznacza rezygnacji z kapitału zagranicznego, lecz zmianę warunków jego obecności: większy nacisk na lokalne centra decyzyjne, własność intelektualną, badania i rozwój osadzone w kraju. Gospodarka, która nie kontroluje technologii, pozostaje podwykonawcą, niezależnie od skali produkcji.

Po trzecie, konieczne jest wymuszenie realnej konkurencyjności eksportowej, a nie ochrona rynku wewnętrznego. Firmy, które nie są w stanie rywalizować na międzynarodowych rynkach bez protekcji, nie staną się motorami rozwoju. Eksport nie może być jedynie efektem niskich kosztów, lecz wynikiem jakości, marki i technologii. To oznacza mniejszą tolerancję dla opartych na regulacjach „narodowych czempionów” i większą presję na globalną ekspansję.

Po czwarte, ciężar rozwoju musi się przesunąć z państwowych konglomeratów na prywatnych przedsiębiorców zdolnych do długoterminowego ryzyka. Bez innowacyjnych czempionów nie powstanie trwała klasa kapitalistyczna ani nie pojawi się społeczna legitymizacja kapitalizmu. Państwo może tworzyć ramy, ale nie zastąpi przedsiębiorcy w odkrywaniu nowych przewag.

Wreszcie, wyjście z ersatz kapitalizmu wymaga zmiany horyzontu czasowego. Kapitalizm rozwojowy nie opiera się na maksymalizacji bieżących rent, lecz na reinwestowaniu, akumulacji wiedzy i cierpliwości kapitału. Bez tego gospodarka może stać się bogatsza, ale nie bardziej suwerenna.

Polska stoi dziś przed wyborem – nie między rynkiem a państwem, lecz między kapitalizmem zdolnym do rozwoju a jego trwałą namiastką. Ersatz może działać długo i całkiem wygodnie. Problem w tym, że w świecie technologicznej i geopolitycznej rywalizacji na dłuższą metę nie wygrywa ten, kto tylko dobrze imituje. ©Ⓟ