Do drugiej tury wyborów prezydenckich w Portugalii – która odbyła się w zeszłą niedzielę z opóźnieniem z powodu orkanów i wywołanych przez nie powodzi – stanęli kandydat socjalistów António José Seguro oraz André Ventura, lider populistyczno-prawicowej partii Chega (Dosyć!). Ostatecznie szóstym prezydentem Portugalii został Seguro, i to z rekordowym poparciem na poziomie ponad 68 proc. głosów (przy 50,1-proc. frekwencji), co bywa przedstawiane jako wielkie zwycięstwo bloku demokratycznego i odpowiedzialności za państwo.
Niespodziewana porażka skrajnej prawicy
Jeszcze niedawno nikt się tego nie spodziewał. Dwa lata temu, po wyborach parlamentarnych 11 marca 2024 r., w Portugalii zakończyła się ośmioletnia dominacja lewicy. Zwycięstwo odniosła centroprawicowa Partia Socjaldemokratyczna (PSD) pod przywództwem Luísa Montenegry, zdobywając 29,5 proc. głosów i 79 mandatów. Drugie miejsce – z wynikiem 28,7 proc. i 77 mandatami – zajęła rządząca dotąd Partia Socjalistyczna. Trzecia była Chega, która uzyskała rekordowe 18,1 proc., co dało jej 48 mandatów.
Wysoki wynik Chega – ugrupowania skrajnej prawicy, na poziomie europejskim związanego z Fideszem Viktora Orbána i popierającego jego antyukraińską politykę – oznaczał wzmocnienie odwołującej się częściowo do tradycji dyktatury Salazara i prowadzącej ksenofobiczną retorykę skrajnej prawicy. Jej sukces tłumaczono zmęczeniem społeczeństwa rządami socjalistów, aferami korupcyjnymi, frustracją ekonomiczną oraz skuteczną mobilizacją młodych wyborców. I wróżono, że w wyborach prezydenckich antyestablishmentowe nastroje wezmą już zdecydowaną górę.
Chega zmobilizowała dotychczasowych niegłosujących oraz osoby dotknięte kryzysem. Dała im nadzieję na inną politykę. Jej sukces wynikał m.in. z tego, że nie tylko nigdy nie rządziła, lecz także nie wchodziła w kompromisy z rządem. W przeciwieństwie do lewicy.
Trudna historia społeczeństwa
Kryzys portugalskiej lewicy ma jednak swoje źródła jeszcze w czasie światowego kryzysu finansowego z lat 2007–2008. Krajem rządziła wówczas Partia Socjalistyczna pod przywództwem José Sócratesa. Wprowadzono programy obejmujące ratowanie banków, obniżki płac oraz cięcia wydatków socjalnych przy jednoczesnym zwiększeniu inwestycji publicznych – zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej. Model ten załamał się około 2010 r. Rok później władzę przejęła prawica. Okres jej rządów wiązał się z głęboką polityką oszczędnościową, obejmującą deregulację rynku pracy, ograniczenie praw pracowniczych, prywatyzację usług publicznych oraz wzrost podatków. Skutkiem była pauperyzacja dużej części społeczeństwa, osłabienie systemu zabezpieczeń społecznych oraz wzrost zależności rodzinnych. W przeciwieństwie do Grecji w Portugalii nie doszło do trwałego wzrostu mobilizacji społecznej, co ograniczyło presję na zmianę polityki.
W 2015 r. Partia Socjalistyczna, kierowana przez António Costę, utworzyła gabinet przy wsparciu Bloku Lewicy i Partii Komunistycznej. Było to pierwsze takie porozumienie po rewolucji 1974 r. Radykalna lewica zgodziła się poprzeć rząd w zamian za częściowe cofnięcie cięć, przywrócenie świąt państwowych i podniesienie płacy minimalnej. Jednocześnie kluczowe problemy, takie jak reforma prawa pracy czy restrukturyzacja długu, zostały odłożone na później i nigdy nie zostały rozwiązane. Porozumienie, pierwotnie planowane na rok, trwało cztery lata. Ugrupowania lewicowe nie koordynowały strategii między sobą, komunikując się wyłącznie z Partią Socjalistyczną. Umożliwiło to tej ostatniej kontrolę procesu negocjacyjnego i osłabiło pozycję ich partnerów.
Rząd Costy zahamował tempo zubożenia społeczeństwa, przywrócił część świadczeń i elementy progresji podatkowej, lecz poziom inwestycji publicznych pozostał niski, prawo pracy praktycznie nie zostało zmienione, a sektor publiczny był chronicznie niedofinansowany. Prekaryzacja postępowała, a wiele strategicznych sektorów pozostało sprywatyzowanych. Kwestia zadłużenia zniknęła z debaty publicznej.
W wyborach w 2019 r. Partia Socjalistyczna wzmocniła swoją pozycję, komuniści zaczęli tracić poparcie, a Blok Lewicy znalazł się w defensywie. Jak podaje część ekspertów, socjaliści skutecznie przejęli lewicowy elektorat.
Rządy Costy zakończyły się po aferze korupcyjnej, która ostatecznie okazała się oparta na… błędnej identyfikacji osób. Mimo to premier podał się do dymisji, a prezydent zdecydował się rozpisać nowe wybory. W tym momencie do głosu doszła Chega – mówiąca o walce z korupcją i z „hipokrytami z lewicy”.
Prawica wychodzi do przodu
Równolegle narastał kryzys mieszkaniowy. Niski udział mieszkań publicznych, rozwój turystyki, inwestycje funduszy oraz program złotych wiz doprowadziły do gwałtownego wzrostu cen najmu. Średni czynsz zaczął przewyższać przeciętne wynagrodzenie. Problem wykluczenia mieszkaniowego i bezdomności stał się jednym z głównych źródeł niezadowolenia społecznego. Tu Chega zrobiła ciekawy ruch: owszem, zrzuciła winę na imigrantów, ale tylko tych... niemówiących po portugalsku. Wielu pochodzących z Brazylii, którzy posiadają portugalskie obywatelstwo, głosuje na Chega, broniąc się przed napływem innych migrantów.
Szybki wzrost Chega, potwierdzony wynikiem w wyborach parlamentarnych z 2024 r., symbolizuje głębokie zmiany zachodzące w portugalskim społeczeństwie oraz kryzys modelu demokracji po rewolucji goździków – jednego z najbardziej progresywnych systemów konstytucyjnych w Europie. Przez dekady scena polityczna była przesunięta w lewo, a silną pozycję zachowywały partie socjalistyczne i komunistyczne. Model ten sprzyjał rozbudowie państwa opiekuńczego i ograniczaniu nierówności, szczególnie do początku XXI w. Kryzys finansowy z 2008 r. i program oszczędnościowy narzucony przez trojkę w 2011 r. pogłębiły problemy społeczne. Mimo częściowego cofnięcia reform oszczędnościowych systemy ochrony zdrowia, edukacji i inwestycji publicznych pozostały niedofinansowane. Powiększyły się nierówności, a różnica między zapisanymi w konstytucji prawami społecznymi a ich realną realizacją stawała się coraz bardziej widoczna. W tym kontekście Chega zaczęła się przedstawiać jako ruch radykalnej zmiany. Jej program opiera się na połączeniu nacjonalizmu, autorytaryzmu i neoliberalizmu gospodarczego. Partia promuje ograniczanie sektora publicznego, prywatyzację i cięcia wydatków, twierdząc, że to właśnie rozrost państwa sprzyja korupcji. Według jej narracji mniejsze państwo ma być bardziej uczciwe i efektywne, a problemy społeczne mają zostać rozwiązane przez mechanizmy rynkowe.
Chega koncentruje swoją kampanię na walce z korupcją, przedstawiając cały system polityczny jako skorumpowany i oderwany od obywateli. W ten sposób buduje wizerunek ugrupowania antyestablishmentowego, mimo że jej lider, André Ventura, wywodzi się z głównego nurtu polityki. Retoryka ta trafia szczególnie do wyborców rozczarowanych tradycyjnymi stronnictwami. Partia korzysta również z faktu, że portugalskie społeczeństwo cechują niski poziom zaufania instytucjonalnego i ograniczone zaangażowanie obywatelskie. Frekwencja wyborcza przez lata spadała, a wielu obywateli pozostawało biernych politycznie. Chega potrafiła zmobilizować część tych osób, oferując im prostą narrację winy i obietnicę radykalnej odnowy.
Po wyborach w 2024 r. André Ventura odtrąbił koniec tradycyjnego systemu dwupartyjnego. Mimo że inne ugrupowania odmawiają jej udziału we władzy, Chega stała się trwałym elementem sceny politycznej. Jej obecność przesuwa debatę publiczną w prawo, zmuszając pozostałe partie do reagowania na jej postulaty.
Co z tym establishmentem?
Wzrost poparcia dla Chega świadczy o realnym zapotrzebowaniu społecznym na reformy. Problem polega na tym, że kanałem dla tej potrzeby stała się partia, której wizja stoi w sprzeczności z demokratycznym i egalitarnym dziedzictwem rewolucji goździków.
W zeszłą niedzielę portugalską centrolewicę uratował więc nie program socjalistycznego kandydata, lecz dziwny sojusz. Przed drugą turą wyborów prezydenckich Segurę zdecydowała się poprzeć centroprawica, aby zablokować zwycięstwo Ventury. Konserwatyści podkreślali, że chodzi o obronę liberalnych i demokratycznych wartości przed jego ultranacjonalistyczną polityką. Jednocześnie jednak pochodzący z centroprawicy premier Montenegro odmówił oficjalnego poparcia któregokolwiek z kandydatów, co wywołało falę krytyki i zostało odczytane jako próba utrzymania poparcia najbardziej konserwatywnej części elektoratu.
Politolodzy ostrzegają jednak, że decyzja centroprawicy może paradoksalnie wzmocnić Venturę, pozwalając mu przedstawiać się jako jedynego antysystemowego kandydata walczącego z elitami.
Po ogłoszeniu wyników wyborów, przed północą, prezydent elekt wygłosił swoje pierwsze przemówienie do obywateli. Zapewnił, że będzie służył narodowi z zaangażowaniem, nawiązał do swoich poprzedników, podkreślając jednak, że będzie miał własny styl. Ma on polegać na tym, że będzie zadawał trudne pytania, domagał się przejrzystości i wysokich standardów etycznych. Dodał, że nie zamierza osłabiać rządu ani dążyć do przedterminowych wyborów parlamentarnych. Zapewne rozumie, że tym razem mogłoby się nie udać wygrać z Chega. ©Ⓟ